»Animatsuri 2012 – Relacja

Wakacje lub urlopy już za nami. Czas zacząć kolejny rok szkolny czy też powrócić do życia zawodowego. Jednak zanim sezon rozkręci się na dobre cofnijmy się nieco w czasie, do konwentu Animatsuri, który zrelacjonuje poniżej.

Dojazd na kon miałem koszmarny już od momentu wyjścia z domu, opóźnienie SKM, potem ucieczka busa… po prostu przygoda! Przez te perypetie dotarłem na konwent nieco spóźniony, postanowiłem wpierw udać się na conplace zamiast zaopatrzyć się w pobliskich Halach Banacha, co jednak okazało się błędem, ale o tym później.

Moim oczom ukazała się ogromna kolejka. Byłem na każdym konwencie w tej szkole i takiej to nie pamiętam, a ludzi już zaczęto wpuszczać. Ominąłem szybko kolejkę i przed drzwiami upewniłem się, że prasa wchodzi szybciej… ufff. Przy akredytacji odebrałem ładnie prezentujący się informator, w którym połowa przedstawiała przygody Usagiego Yojimbo, a druga połowa opis poszczególnych atrakcji, mapę okolicy, regulamin oraz informacje o gościach konwentu. Solidnie wykonany, do dzisiaj wygląda jak nowy. Dodatkowo otrzymałem kartkę z planem atrakcji, a na drugiej stronie mapą konwentu i instrukcją co robić, a czego nie robić z opaską, no i klasycznie badge, ident (ładny graficznie, ale poza tym brak laminowania i dziwny podłużny kształt) i smycz z tym, że na to drugie się nie załapałem i otrzymałem substytut, ale na szczęście zawsze mam własne to afery nie ma.

Po szybkiej akredytacji udałem się na poszukiwanie miejsca do pozostawienia rzeczy. Było to lekko utrudnione, raz że uczestników było już sporo, dwa pozamieniano miejscami sale w porównaniu do poprzednich konwentów. Było lekko po 18-stej, a o miejscu w sleepie praktycznie można było zapomnieć, nawet najdalsze krańce szkoły i ukryte sale były pozajmowane. Zadekowałem się więc w swoim naturalnym środowisku jakim jest konsolówka, przebrałem się i ruszyłem by zapoznać się ze zmienionym ułożeniem sal.

I tu zaczęły się małe problemy, każda sala nazwana była japońską nazwą, wiec co rusz musiałem zerkać na mapę w celu objaśnienia gdzie się znajduję, z czasem człowiek zapamiętał nazewnictwo, ale można było w nawiasie zawrzeć normalne nazwy. Rozumiem iż położono duży nacisk na konwencję, co pochwalam, bo często konwencja sobie, a konwent sobie. Swoją drogą wyłapałem pewną nieścisłość, w informatorze niektórzy prowadzący mieli historyczne imiona zamiast swoich ksywek, albo przynajmniej stylizowane na okres Sengoku, tymczasem na planie wszystko było już normalnie, ale to taki niuans.

Niemniej kontynuowałem zwiedzanie i po Tour De Konwent, stwierdziłem, że nowe rozmieszczenie jest bardzo dobre, informacja zabrana z korytarza i przeniesiona do sali co zwiększyło przepustowość tego newralgicznego miejsca przy Mainie, konsolówki zaś przeniesiono na piętro ze sleepami, co według mnie było fajnym rozwiązaniem. Jedynym mankamentem było coś, co zawsze będę tępił, czyli wstawienie Rock Banda do konsolówki, gdyż tyle konwentów miał własną salę, wiec czemu tym razem ta zmiana?

Postanowiłem coś przekąsić i tu właśnie wyszedł na jaw się mój błąd, o którym wspominałem, a związany z brakiem wcześniejszego samodzielnego zaopatrzenia. Wszędzie na conplejsie było piekielnie drogo! Za napój w kubku w bufecie konwentowym było od 2 do 3 złoty?! Ech, gdzie te piękne czasy Ecchi 3, gdydarmowa herbatka trzymała przy życiu… Ja rozumiem że stolica, ale bez przesady. Na szczęście ponownie otwarty był bufet w podziemiach, który ma znośne ceny, wiec tam wszamałem coś na szybko i ruszyłem na basen konwentowy. W końcu nie po to człowiek przyjeżdża znad morza by nie skosztować stołecznego basenu. Woda była czyściejsza niż rok temu, a także tym razem lepiej zabezpieczono elektrykę w pobliżu.

Po obowiązkowym zaliczeniu basenu uznałem, że czas zacząć zaliczać także atrakcje. Udałem się wiec na panel o dystrybucji cyfrowej. Niestety ten wypadł przeciętnie, gdyż prowadzącego zjadły chyba nerwy (pierwsza atrakcja z tego co pamiętam) i znaczna część słuchaczy bardziej nastawiała się na panel o TF2, który również miała prowadzić ta sama osoba. Podyskutowaliśmy trochę i wróciłem chłonąć dalej konwent, a także jeszcze raz oblukać stoiska, a tych było całkiem sporo. Brakowało może ze dwóch, trzech liczących się stoisk, które przewijają się na polskich konwentach.

Krótka przerwa i udałem się na wiedzówkę o Marvelu, która była całkiem fajna, nie licząc potężnego Mjolnirowego Trolla, który polegał na tym, że w screenach było kilkadziesiąt postaci z universum i każda miała w ręku młot Thora. Niestety poległem w tym konkursie i zdegustowany udałem się na Anime Tabu, które zawsze tylko obserwowałem. Niestety tym razem chętnych par było kilkadziesiąt (?!), toteż niestety odpadłem w rundzie eliminacyjnej. Podwójnie zniesmaczony poszedłem na konsolówkę wyładować frustrację i czekać na panel o Team Fortressie.Bardzo mi się podobało to, że w każdej sali coś się działo, była Ousama Game dla spragnionych wrażeń, panele historyczne, kulturalne czy znane i oblegane Openingi i Endingi. Dla każdego coś miłego, grunt, że nie było przerw, co bardzo mi się nie podoba na innych konwentach. Na samej zaś konsolówce prócz pokaźnej ilości bijatyk, był SNES z kilkoma ciekawymi grami (BattleToadsy) czy PS2 z Rycerzami Zodiaku. W drugiej konsolówce prócz nieszczęsnego RB znajdował się także Buzz, a o tym, jak kiepsko komponują się te dwie gry nie muszę chyba wspominać. Do tego Kinect i Wii, i gdyby nie ten nieszczęsny Rock Band, bardzo bym pochwalił całą strefę dla graczy.

Po wyrobieniu nocnej dawki grania udałem się na panel o TF2, który okazał się być średnio dyskusyjny. Właściwie prawie każdy się ze wszystkim zgadzał, kilka nieznanych mi wcześniej ciekawostek usłyszałem i tak panel zleciał. Zostałem w sali bo zbliżała się kolejna interesująca mnie atrakcja, czyli konkurs spostrzegawczości (edycja growa) prowadzony przez Jo-Jo. Był on piekielnie ciężki, a i godzina nie służyła skupieniu, jakoś zająłem drugie miejsce i poszedłem w konwent czekając na kolejne interesujące mnie atrakcje.

Rozpoczął się festiwal na boisku, chyba większy niż ostatnim razem. Pokazy kendo, warsztaty tańca, a także atrakcje, które miały być premiowane podczas LARPa. Niestety nie zgłębiałem tematu, nie zaangażowałem się w konflikt Sengoku, a uczynić to było można w stosownej budce na pierwszym pietrze, gdzie wybierało się stronę konfliktu. Ponadto na festiwalu można było wszamać zarówno tradycyjną japońską kuchnię, jak i znane z warszawskich konwentów pieczone ziemniaki Groole. Parokrotnie jeszcze wracałem na teren festiwalu i widziałem, że ludzie setnie się bawili i było tam dosyć tłoczno, czemu z resztą sprzyjała dobra pogoda. Ten Roger to ma szczęście, nigdy nie pada mu na letnich konwentach (teraz co prawda lekko pokropiło w trakcie cosplayu, ale przestało zaraz po nim, czyżby jakiś znak?). Na mnie jednak czekały atrakcje wewnątrz budynku.

Na pierwszy ogień poszedł Ultimate Cartoon Quiz prowadzony przez Tuana. Całkiem fajnie wyszedł, jednak znów powinęła mi się noga i stwierdzam, że mimo sporego kreskówkowego zakresu jaki dał prowadzący, kilka serii ominięto. Trzeba kiedyś zrobić samemu taki konkurs, ale to tak na marginesie. Posłuchałemchwilę panelu o MMORPGach, których serdecznie nie trawię, wiec było mi na bakier z prowadzącym, jednak kilka nowych informacji pozyskałem, aczkolwiek stosunek do gatunku nie uległ zmianie. Potem kolejna atrakcja od Jo-Jo, czyli growe „końca nie widać”, fajny pomysł i czasem naprawdę niezłe trolle się przewijały w pytaniach. Konkurs się zakończył, więc postanowiłem zająć się szeroko rozumianym socjalem, podczas którego udało mi się nawet rozdać dwa autografy. Co jakiś czas odwiedzałem basenik i sprawdzałem nowe barwy wody, aczkolwiek nie było tak źle jak chociażby rok temu. Nagle usłyszałem hałasy i zobaczyłem ogromny tłum czekający na Cosplay, już wiedziałem by udać się w dokładnie odwrotnym kierunku, a nie było to łatwe bo ludzie stali nawet na schodach w okolicy półpiętra. Niestety troska o zdrowie, ogólne zmęczenie spowodowane znikomą ilością snu i kilka innych czynników przeważyły nad dziennikarskim obowiązkiem i zignorowałem ten punkt imprezy, ale z tego co czytałem było naprawdę spoko.

Na horyzoncie miałem ciekawie zapowiadający się panel o niesnaskach w fandomie, wiec udałem się do informacji by wydać zarobione w pocie czoła anijeny. Niestety wybór nie był jakiś nadzwyczajny, a i część przedmiotów była dostępna za zwykłą gotówkę, chociaż leżały niemal obok siebie, aczkolwiek niektórzy z obsługi mówili, że też można za anijeny brać. Nie dostałem w końcu jednoznacznej odpowiedzi, a i w sumie wybitnie na niczym mi nie zależało to poszedłem na ww. panel. Był on ciekawy i gorący, oj był, co potwierdzi każdy, kto się na nim zjawił. Poruszono wiele palących problemów, niestety jak to zwykle bywa, na dyskusji się zakończyło, ale rozwiązań na wiele kwestii nie znaleziono. W trakcie panelu rozpoczął się pokaz fajerwerków, szybciej niż przewidywał plan, a żadnej informacji o tym nie było, szkoda bo z okien prezentował się całkiem, całkiem. Zaliczyłem jeszcze wiedzówkę screenów z gier i nocne pluskanie w basenie, po czym udałem się na zasłużony spoczynek, gdyż ponad 40 godzin na nogach zaczynało dawać się we znaki. Gdzie spałem? W swoim naturalnym środowisku, czyli na konsolówce pod jedną z ławek. Niestety miejsce miałem niefortunne, gdyż powyżej grał jakiś wymiatacz w Naruto i jak wstałem 5 godzin później to w głowie miałem cały czas ten krótki jingiel po wygranej walce…

Niedziela na konwencie to zazwyczaj śpiący dzień, albo nic się nie dzieje, albo ludziom się nic nie chce, przy czym wiele osób pomału pakuje się już do domów. Czekały na mnie jeszcze dwie atrakcje, „muzyczki z gier”, oraz „cytaty z gier”. W pierwszej dałem ciała, w drugiej zwyciężyłem, wiec się wyrównało. Jako że con zaczynał się kończyć, zacząłem zbierać nakrętki od butelek, konwent jest do tego idealnym miejscem. Zdobyłem kilka kilo mimo konkurencji ekipy z Białegostoku. Spakowałem się i rozpocząłem pożegnalne Tourne po konwencie. Sporo znajomych twarzy szybko się jednak zmyło, wiec zebrałem swoją ekipę i wyruszyliśmy w podróż powrotną, czasu mieliśmy sporo, ale trzeba było jeszcze zaliczyć smakowitego kebaba pod pałacem kultury, wiec czas gonił.

W podróż powrotną udałem się zadowolony, Animatsuri jak zwykle spełniło moje oczekiwania. Było parę minusów, ale to zazwyczaj niuanse, tudzież sprawy nie mające wpływu na funkcjonowanie konwentu jako takiego, chyba że uznać za taką traktowanie Chillout Zone (drugiej konsolówki) nieco po macoszemu. Z tego co słyszałem nie odbył się turniej Rock Banda, a Buzz był prowadzony na wariackich papierach, bo niedługo musiał być kolejny turniej. Za rok na pewno się melduję, gdyż Animatsuri to Festiwal roku, z resztą jak co roku.

Autor: CELL767
Data: 24 stycznia 2014, 02:50

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *