»Animatsuri 2016 – Relacja

Animatsuri – niegdyś konwent roku co roku, ale teraz marka nieco podupadła. Ta edycja miała przynieść zmiany – i to duże. Ekipa Rogera zdecydowała wyprowadzić swój flagowy konwent ze szkoły i przenieść do dumnie brzmiącego miejsca o nazwie Centrum Konferencyjno-Szkoleniowe. Miejscówka na zdjęciach robiła wrażenie, czasami nawet większe niż Hala Expo Magnificonu. Jak to wyszło w rzeczywistości? Mamy powrót króla, czy impreza nie wypaliła? Zapraszam do lektury.

Konwent odbywał się w dniach 29-31 lipca, chociaż dla mnie zaczął się już w czwartek. Znając uroki podróży wakacyjnych, wraz z ekipą wyruszyliśmy szybciej, coby ominąć wszelakiej maści korki czy inne przeboje drogowe. Dosyć sprawnie dojechaliśmy do miejsca docelowego, którym był znany i lubiany… Maczek. Dlaczego tam? Ano dlatego, że to ta szkoła została przeznaczona na jeden wielki sleeproom. Osobiście miałem ten przywilej, że mogłem nocować na terenie CKS-u, ale zwykli uczestnicy musieli spać tutaj – ewentualnie być cały czas na nogach. Żeby nie zakłócać przygotowań do konwentu położyłem się szybko spać, aby mieć siły na następne dni.

Wraz ze znajomymi dotarliśmy na właściwe miejsce konwentowe w okolicach południa. Ludzi było malutko i w większości byli to… członkowie ekipy czekający na osobę decyzyjną z kluczami. Ogólnie czuć było trochę chaosu w przygotowaniach, co niestety miało odnaleźć swoje potwierdzenie w trakcie konwentu. Nie przedłużając, zaakredytowałem się w pełni akurat na otwarcie konwentu. Były jakieś poślizgi na akredytacji i wystawcy, którzy mieli być odfajkowani o 14 dostawali swoje wejściówki wtedy, kiedy reszta. Ktoś puścił też mylną informację, że zwykli uczestnicy muszą się wpierw zjawić w Maczku. Swoja drogą, ci co wpierw udali się do Maczka mieli akredytację z głowy i mogli normalnie cieszyć się konwentem bez stania w niemałej kolejce.

Odebrałem swój niezbędnik konwentowicza, w skład którego wchodził identyfikator na smyczy, ładny informator oraz mapka z planem atrakcji. Uczestnicy dostawali też papierową torebkę, w której był też breloczek oraz przypinka (swoją odebrałem dopiero na koniec konwentu, wiec nie wiem jak dokładnie wyglądało otrzymanie całego zestawu), a także można było wybrać sobie jeden z dwóch plakatów.

Rzuciłem okiem na mapkę, już wiedziałem, ze będzie ciężko. Konwent odbywał się na pięciu piętrach Budynku A oraz pierwszym piętrze budynku C, gdzie znalezienie sal było niemałym wyzwaniem. W głównym budynku były dwie windy, w tym jedna nawet z drzwiami po obu stronach – niestety czas oczekiwania na nie był porównywalny z tym z czasów PRL.

Czas uciekał, wiec udałem się na pierwszą interesującą mnie atrakcję, a mianowicie konkurs rozpoznawania kreskówek po muzyce prowadzony przez Mroczusia. Tu miał miejsce pierwszy z, jak się miało okazać, wielu podstawowych problemów na tym konwencie, a mianowicie nie działały głośniki, które na konkursie muzycznym były wskazane. Czy to wina Windowsa 10 czy niedopatrzenia obsługi, nie wiem. Jakimś cudem udało mi się wygrać i przy okazji pokonać strasznego pyskacza na tym konkursie, który to uciszał całą salę, samemu gadając ile wlezie.

Po konkursie szybko pobiegłem na konkurs Buzz i tu niespodzianka. Ledwo dostałem pada do ręki i już musiałem opuścić konsolówkę, zresztą nie tylko ja. Ogłoszono ewakuację z powodu… bomby. Ledwo zszedłem dwa pietra i okazało się, ze to był fałszywy alarm. Słyszałem dwie wersje, jedna to taka, że ktoś zostawił podejrzaną torbę inna, to ktoś po prostu zrobił sobie „żart”. Niestety nie zweryfikowałem, która jest prawdziwa (ta pierwsza ~dop. Shippo). Konkurs przebiegał potem bez zakłóceń i rzutem na taśmę wygrałem, chociaż prawie odpadałem w półfinale. (W tym samym czasie prowadziłem swój konkurs o złych grach i muszę powiadomić, że żadna osoba z ekipy nie raczyła przyjść i powiadomić o „ataku terrorystycznym” mnie oraz uczestników ~dop. Mkali)

Skoro już przy konsolówce jestem, to trochę się zawiodłem. Sala była ogromna, upchnięto w niej nawet Rock Banda – i to tak, ze nie przeszkadzał innym grającym – a zapomniano o czymś tak podstawowym jak… telewizory. Tych zabrakło, przez co mnóstwo konsol (w tym kilka moich) nie zostało ostatecznie wykorzystanych. Brakowało też gier, przez co nie odbyło się kilka turniejów (Wielki minus z mojej strony za  brak turnieju w Dance Central :[ ~dop. Mkali ). Szkoda. Poza tymi niedopatrzeniami, gracze mieli w czym wybierać – zarówno jeśli chodzi o najnowsze pozycje jak i sprzęt retro. Żałuję tylko, ze nie wykorzystano lepiej potencjału miejsca.

Po turnieju Buzza zahaczyłem na panel o shmupach prowadzony przez Tribella. Fajnie, lekko poprowadzony panel o złotym wieku tego gatunku w pigułce. Następnie udałem się na Ecchiconowe wspominki prowadzone przez Rogera. Najpierw znajdując salę, w której odbywała się atrakcja, bo okazało się, że było kilka rozbieżności pomiędzy planem a mapką. Poza tym zapomniano o czymś takim jak godzinowa rozpiska na drzwiach sal. Ta pojawiła się dopiero w sobotę i to bliżej wieczora niż dnia, ale mogę się mylić. Panel był naprawdę ciekawy, człowiek usłyszał mnóstwo fajnych historyjek z czasów gdy jeszcze nie jeździł na konwenty, a trochę też mógł powspominać jak to dawniej fajnie bywało.

Wybiła północ, wiec musiałem szybko zasuwać aby przeprowadzić dwie swoje atrakcje, które jakoś przeżyłem. Miło wspominam kalambury growe, gdzie śmiechu było co niemiara. Mając wreszcie chwilę wolnego uciąłem sobie krótką drzemkę, stanowczo za krótką. Niestety na dłuższą nie pozwolił mi bogaty plan atrakcji. Udało mi się wygrać Gromelodię oraz screenówkę, wiec z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku udałem się do konwentowego bufetu, aby naładować baterie. Jeśli kogoś na konwencie dopadł głód to na wybór jadła z pewnością nie mógł narzekać. Do wyboru prócz typowego szybkiego posiłku jak tosty czy burgery mogliśmy spróbować sushi i paru innych japońsko brzmiących potraw, których nazw nie przytoczę, serwowanych przez Heradę oraz Wasabi Sushi (Wraz z Cellem chcielibyśmy pozdrowić Panią, która serwowała przepyszne Okonomiyaki! ~dop. Mkali). Na zwolenników słodszych produktów czekało stoisko Taiyaki House, a dla mniej wymagających czekały tu i ówdzie rozstawione automaty, mające niestety tendencję do zacinania się w najmniej odpowiednich momentach.

Tradycją Animatsuri był zazwyczaj obecny konwentowy basenik. Z racji ogromnego upału liczyłem na schłodzenie w takowym. W tym celu wsiadłem w jeden z wynajętych przez organizatorów autokarów i pojechałem do szkoły noclegowej. Na miejscu zastałem… pustki. Czasem gdzieś tam w oddali przemknął jakiś konwentowicz, nawet w bufecie byli chyba tylko ludzie z ekipy. Na zewnątrz czekało na mnie rozczarowanie, baseniki owszem, były, aż trzy ale leżące i czekające nie tyle na nalanie do nich wody, ale na napompowanie (Wielki minus, oj wielki… ~dop. Mkali). Ogólnie uznałbym wizytę w Maczku za stratę czasu, ale na szczęście miła pani z bufetu odnalazła moją zagubioną w czwartek czapkę. Dobrze, że są jeszcze uczciwi ludzie na tym świecie. Niemniej, zdegustowany brakiem baseniku postanowiłem wrócić na conplace. Ledwo się do niego dostałem, gdyż autokary pomimo małej jak na ten rozmiar imprezy liczby uczestników wynoszącej coś pomiędzy 1400-1700 osób, okazały się za małe i często ludzie zostawali na przystanku czekając na następny pojazd.

Powróciwszy, udałem się na końcówkę spotkania z cosplayowymi gwiazdami imprezy – a mianowicie duetem R&R. Przyznam się bez bicia, że nigdy o tych paniach nie słyszałem, ale osoby obyte w temacie mówiły mi, ze to nie byle kto, wiec nie mam powodów aby im nie wierzyć. Jeszcze w trakcie spotkania sala zaczęła wypełniać się po brzegi. Powodem takiego stanu rzeczy było spotkanie z Tomaszem Knapikiem. Świetna inicjatywa, która bardzo często przewija się jako najlepsza lub prawie najlepsza atrakcja imprezy. Dobry ruch ze strony organizatorów z zaproszeniem takiego gościa. Spotkanie się skończyło, ale zaraz po nim miało miejsce następne. Tym razem gośćmi byli Joe i Karniak. Dla niewtajemniczonych – Joe to założyciel anime.com.pl, strony która kiedyś zrzeszała cały fandom i, jak wyszło w czasie panelu, wprowadziła funkcje facebooka przed facebookiem. Znowu poczułem tę nutkę nostalgii, gdy zaczynałem swoje konwentowanie.

Mając chwilę wolnego do cosplayu, kolejny raz zrobiłem sobie rundkę do sklepiku z nagrodami, w którym było kilka smakowitych kasków, od klasycznych mang, gier, czy książek poprzez różnorakie popierdółki, po sprzęt komputerowy?! Mam też taki zwyczaj, ze w wolnych chwilach odwiedzam stoiska, coby się poirytować, czego znowu nie mogę kupić. Stoisk było multum, zaopatrzyć się można było w praktycznie wszystko, co mogłoby kogokolwiek zainteresować. Minusem było to, że byli rozrzuceni po kilku pietrach, i trzeba było się nachodzić, aby poznać cały dostępny asortyment.

Nie mogłem sobie odpuścić kolejnej ciekawie zapowiadającej się atrakcji, a mianowicie cosplayu czytanego przez Tomasza Knapika. Sam cosplay tradycyjnie miał około godziny obsuwy, a i pokaźna kolejka nie zachęcała do czekania na te wydarzenie. Zająłem się swoimi sprawami i wróciłem jak już wszyscy weszli na aulę i – jak się okazało – przeoczyłem tylko jeden występ. Sam pokaz był słaby, średni poziom strojów, kiepskie scenki (z wyłączeniem Tracer z Overwatcha) i ogólnie tak bezpłciowo było, ale Knapika słuchało się fantastycznie, czułem się jak przed telewizorem.

Po cosplayu czekały mnie kolejne atrakcje do przeprowadzenia, przez co zobaczyłem dosłownie kawałeczek pokazu fajerwerków, ale z tego, co widziałem, w tym roku nie było, o ironio, fajerwerków. Pokaz był krótszy i mniej efektowny niż zazwyczaj. Trochę szkoda, ale podobno nie można było huczniej postrzelać. Jak zacząłem swoje atrakcje o 22, to skończyłem półżywy o trzeciej nad ranem. Mając w planach pójście na kilka porannych atrakcji, uciąłem sobie drzemkę. Właściwie to przysnęło mi się z automatu i wstałem… po 10 (Podczas kiedy ja prowadziłem po nocach konkursy, panele i bawiłem się na dyskotece ~dop. Mkali). Trochę planu przeszło mi koło nosa, zmęczenie dało o sobie znać niestety. Czekała mnie ostatnia atrakcja do przeprowadzenia, wiec udałem się do sali, w której miała ona mieć miejsce i trafiłem na świetny panel Szymona Charkiewicza czyli „Why did you come to Japan – japoński reality show oczami uczestnika”. Genialny panel i jeszcze lepszy prowadzący. Tak przyjemnie się go słuchało, że widząc brak chętnych na moją atrakcję nie przeszkadzałem mu poopowiadać trochę dłużej. Po zakończeniu panelu znaleźli się ludzie, którzy i mnie chcieli posłuchać, więc mając godzinkę zrobiłem dla nich nieco skróconą wersję i konwent właściwie się zakończył.

Weekend w Warszawie minął mi błyskawicznie. Na konwencie cały czas miałem co robić, a to interesujące atrakcje, a to jakieś turnieje, a to znajoma twarz do pogadania. Brakowało mi czasem umiejętności bilokacji. Zdaję sobie sprawę, ze opisałem tylko niewielki wycinek atrakcji, z których nie każda musi interesować szersze grono uczestników ale poza tym każdy miał do dyspozycji wypchanego atrakcjami Maina, pięć i pół sali Mangowo-Japonskiej (pół dlatego, ze w jednej przez większą część konwentu mieściło się Fotostudio), dwa Gajdzin roomy, sale od ekip Niuconu oraz Tanzaku, blok gier elektronicznych z turniejami stricte pecetowymi, wspominaną już konsolówkę, DDRa, Ultra Stara, salę z planszówkami i grami japońskimi czy też strefę indie (W wolnym czasie rozejrzałem się za strefą indie i muszę przyznać że można było pograć m.in. w najnowszą grę Hastercube, albo inne gry Gamespol. ~dop. Mkali) ba, konwentowicze zaadoptowali do swoich potrzeb mieszczący się pomiędzy budynkami amfiteatr. Do niektórych z tych pomieszczeń nie udało mi się dotrzeć z braku wolnego czasu, co tylko pokazuje jak bogaty był program imprezy. Jeśli ktoś nie znalazł czegokolwiek dla siebie to nie potrafię mu pomóc. Możliwe, że niektórych odstraszyła cena wejściówki, ale – jak się okazało – całkiem sporej grupie osób z opłaconą rezerwacją nie chciało się przyjechać i tu mogę przytoczyć cytat jednego anonimowego konwentowicza: „Najwidoczniej dla niektórych nie było za drogo”. Mnie osobiście bolało sporo takich podstawowych błędów organizacyjnych. Liczę że za rok będą one usunięte. Pierwsze koty za płoty, Animatsuri wyszło ze szkoły i teraz może być tylko lepiej, prawda?

Autor: CELL767
Data: 2 września 2016, 18:34

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *