»Chrono Trigger – Recenzja (NDS)


My first love

Chrono Trigger – mój pierwszy jRPG z jakim się zapoznałem. Polecił go mnie – wówczas zatwardziałemu PCtowcowi i cRPGowcowi, kumpel brata. Po kilku godzinach gra mnie pochłonęła na całego i stałem się ofiarą znanemu chyba wszystkim syndromu „jeszcze pięć minut”. Po nim przyszła kolej na następne tytuły z tego gatunku, ale to właśnie do CT czuję największy sentyment. Zresztą, to chyba jedyna gra, którą przeszedłem więcej niż dwa razy. No ale do rzeczy, bo o remake’u na NDS ma być mowa. Przyznam się szczerze, że miałem z nim związane wielkie nadzieje. Remake na PSX w dużej mierze mnie rozczarował. Owszem, gra otrzymała wiele miłych dodatków, takich jak chociażby bestiariusz czy animowane przerywniki, ale reszta pozostała niezmieniona. Miałem wtedy nadzieję, że grafika zostanie ulepszona do ówczesnych standardów. Ale może i lepiej, że tak się nie stało. Jak na ówczesne czasy oprawa graficzna wersji SNESowej wciąż była dobra, a fani z pewnością zlinczowaliby SquareSoft, gdyby zmiany wyszły grze na gorsze.

Nadzieje…

Ale latka mijają, mamy XXI wiek i grafika CT trąci już nieco myszką. Tym bardziej z euforią przyjąłem informacje, że Square Enix pracuje nad nową wersją tej legendarnej już gry na konsolę przenośną Nintendo DS. Nadzieje miałem wielkie, zwłaszcza po dobrym retuszu, jaki otrzymał FF III i bardzo udanym odświeżeniu FF IV. Już miałem przed oczami trójwymiarowego Black Omena, Królestwo Zeal czy ruiny z roku 2003, już widziałem stare i nowe wypasione techniki w nowym, epickim wydaniu, już widziałem zmiany w mechanice i dodatki odświeżające grę, już…

In the end the future refuses to change

But in the end the future refuses to change – ten cytat ze złego endingu niemal idealnie pasuje do tego, co zostało poczynione przez Square Enix. Chrono Trigger NDS, w przeciwieństwie do wyżej wymienionych tytułów, nie poszedł z duchem czasu. Pierwsze, co się rzuca w oczy, to oprawa graficzna. Nie została zmieniona nawet o piksel w porównaniu do wersji na SNES. Ja rozumiem, że niektóre gry dobrze się trzymają i nie potrzeba im zabiegów upiększających, ale bez przesady. Skoro udało się z Final Fantasy IV, to czemu nie z Chrono Trigger? Gierka ma już bez mała 13 lat i naprawdę przydałby się jej retusz. Kosmetyczne zmiany poczyniono w menu gry. Zamiast nazw żywiołów w kartach postaci wprowadzono symbole światła, ciemności, ognia i wody. Podobnie przy opisach przedmiotów i czarów. Na górnej belce wprowadzono zaś mini obrazki z bohaterami, dzięki czemu można za pomocą rysika od razu przeskoczyć do konkretnej postaci, a nie przedzierać się przez wszystkie pozostałe. 

A co tam panie nowego na DSie

A skoro przy stylusie już jesteśmy, Chrono Trigger robi użytek z ekranu dotykowego. Niestety, miałem w tym przypadku mieszane uczucia. O ile przedzieranie się przez menu było wygodne, tak samo granie już nie bardzo. Osobom, które przyzwyczaiły się do gry rysikiem dzięki FF III, życzę powodzenia. Ja po kilku minutach grania dałem sobie spokój i zacząłem grać w stylu klasycznym – krzyżaczkiem i guziczkami. Jest znacznie wygodniej. Ale żeby nie było, że wszystkie zmiany są be, część z nich naprawdę umila rozgrywkę. Pierwszy przykład z rzędu – walki. W końcu znaleziono sposób by pasek komend nie zagracał ekranu gry. W wersji na NDS znajduje się on na ekranie dotykowym. Oczywiście dla miłośników starych rozwiązań jest do wyboru wersja klasyczna. Kolejnym usprawnieniem jest wprowadzenie automapy. Wprawdzie w CT egipskich labiryntów raczej nie uświadczymy, ale dodatek mnie ucieszył.

Uber koxing i nowe światy

Do tej pory było różnie, kwadratowo i podłużnie, czas więc na weselsze nowiny. Nowe lokacje są całkiem ciekawe i – co ważne – są powiązane z fabułą sagi. Pojawiają się wraz z nimi, czego łatwo się domyślić, nowe potwory i nowe przedmioty. Stworki z pewnością ucieszą miłośników pakowania postaci – w końcu jakaś alternatywa dla żmudnego złomowania robotów na taśmie w Geno Dome. Przyznam się bez bicia, że w wersjach na SNES i PSX dochodziłem ledwo do 66 levelu. W wersji na NDS – pomimo, że nie spędziłem zbyt dużo czasu na koksowaniu postaci pod koniec pierwszej rozgrywki moja postacie miały poziomy 77 – 80. W kwestii nowych bossów – cóż, CT nigdy nie miało przegiętego poziomu trudności. Teraz nie jest inaczej – ich eksterminacja to stosunkowo łatwe zadanie – no, chyba że ma się poziom w granicach 55. Nieco większym wyzwaniem jest boss końcowy, a jest nim… o nie, to byłby za duży spoiler. W każdym razie jest mocno powiązany z fabułą, a sceny z nim związane wyjaśniają parę wątków.

Jak wycisnąć 9999 – poradnik pakera

Było o potworkach, czas na to co każdy rasowy eksterminator lubi najbardziej – przedmioty i sprzęt bojowy. Trzeba przyznać, że akcesoria są nieźle podpakowane. Pojawiają się nowe, warte założenia zbroje i błyskotki. A bronie, muszę przyznać, że w dużej mierze są epickie. Praktycznie każda postać, poza Aylą z oczywistych względów, w jakiś sposób na modernizacji skorzysta. Jeśli miałbym wybrać, którą postać twórcy najbardziej rozpieścili pod tym względem, to miałbym dylemat między Magusem i Robo. Przyzwoity sprzęt dostali Marle, Lucca i Crono, natomiast biedny Frog został potraktowany po macoszemu.

Czy już wszystkie maaaaaasz

W Final Fantasy IV NDS mieliśmy własnego „Pokemona”, którego można było trenować poprzez minigierki. Nie inaczej jest w Chrono Trigger. Po dotarciu do End of Time, możemy, za pomocą specjalnego portalu, przenieść się do miejsca zwanego Arena of the Ages. Tam wybieramy własnego Poke… o przepraszam, potwora, którego można wysyłać do różnych epok w celu odbycia treningu. Możemy wręczyć mu również jakiś przedmiocik, co by ułatwić trening i wywołać pożyteczne dla niego zmiany w statystykach. Do wyboru mamy na początku cztery stworki – świetlnego, cienistego, wodnego i ognistego. Wybór z pozoru trudny, ale jak człowiek dojdzie do wniosku, że żywioł stworka mu się nie podoba, to może albo go (stworka, nie żywioł) wypuścić na wolność, albo przypisany mu żywioł zmienić po wręczeniu odpowiedniego przedmiotu. Jego wygląd też nie jest niezmienny. Po solidnym treningu i wręczeniu mu odpowiedniej rzeczy, nasz stworek zDigimor… – sorry, nie ta bajka – zmieni gatunek, co jest równoznaczne z dużymi zmianami w statystykach. Po każdej transformacji nasz podopieczny może mierzyć się z silniejszymi przeciwnikami. Oczywiście nie walczy się, po to by zostać Mistrzem Pokemon, tylko w równie szczytnym celu – zdobyć unikalne przedmioty, których nie można dostać nigdzie indziej oraz dołożyć przez Wi-Fi koledze po fachu.

Mogło być lepiej, ale jest dobrze

Ogólnie rzecz biorąc osobiście mam mieszane uczucia. Z jednej strony czuję niedosyt, gdyż po tylu latach chciałoby się zobaczyć jednego z ulubionych jrpg w nowym, lepszym wydaniu. Zamiast tego Square Enix zafundowało nam odgrzewany kotlet. Dobry kucharz potrafi jednak z niego zrobić może nie wykwintną, ale zacną potrawę. Tak jest i w tym wypadku. Zamieszczone dodatki umilają i uzupełniają grę – oraz ułatwiają rozwój postaci. Dla fanów pozycja obowiązkowa – choćby po to, by wyrobić sobie opinię na temat remake’u. Osoby chcące poznać grę powinny również zagrać choćby z tego względu, że wersja na DS jest najbardziej rozbudowana. Jeśli miałbym oceniać poziom konwersji, dałbym siódemkę. Osoby pragnące Chrono Triggera odnowionego od podstaw w stylu choćby FF IV mogą spokojnie odjąć punkt, dwa.

Plusy
  • Mega grywalna
  • Muzyka
  • Genialny Scenariusz
Minusy
  • Pixelowa grafika, nie każdemu przypadnie do gustu.

Ocena końcowa: 7+/10

Autor: Szaman Fetyszy
Data: 24 listopada 2017, 19:18

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *