»Demon’s Souls – Recenzja (PS3)

Kiedy w 2009 roku Demon’s Souls wychodził jako exclusive na PS3, tylko garstka fanów From Software czekała na tą produkcję. A później to już jakoś tak samo się potoczyło tak, że okrzyknięto ją „najtrudniejszą gra na obecne konsole” i małe japońskie studio nagle znalazło się w zainteresowaniu tzw. mainstreamowej branży gier. Następnie były Dark Soulsy i obecnie Bloodborne. Warto jednak wrócić do początków sławy tego developera*

Tak to się zaczyna

Te początki to trochę taki „skrót myślowy”, bo From Software nie zaczęło działalności od Demon’s Souls. Znani byli już wcześniej choćby z Armored Core czy serii King’s Field (wydanej na PSX; ostatnia część trafiła na PS2), która to jest praszczurem wszystkich Soulsów. Kto grał ten wie, że klimat, sposób prowadzenia fabuły a nawet niektóre przedmioty czy broń zostały później zaimplementowane w nowszych produkcjach From – nawet na zasadzie kopjuj-wklej (zobaczcie np. miecz Sword of Moonlight).
Wyjaśnijmy jednak z czym mamy do czynienia. Demon’s Souls to RPG akcji, niekiedy nawet zwany hack’slash’em. Przed oczami wtedy staje na przykład Diablo (hns) czy Skyrim (action rpg), ale jest to bardzo mylące. Kto chciałby zacząć grać na sposób jaki gra się w wymienione tytuły, nie przejdzie nawet prologu. Więcej w Demon’s Souls taktyki i strategii niźli machania mieczem na prawo i lewo. Jak sięgam pamięcią, to tytułem z podobnym systemem walki była stareńka pecetowa gra Severance. Ale chyba nie ma co na siłę szufladkować tej gry i niechaj ją tam każdy klasyfikuje jak tam chce.

Demons Souls recenzja 26 września 2014 - 1

Nexus czyli główny hub w grze

Czy tu jest fabuła?

Tak jak we wcześniejszym King’s Field nie ma tutaj ścian dialogów i obszernych ksiąg do czytania które opisywałyby lore tej gry. O samym świecie dowiadujemy się z krótkich wypowiedzi nielicznych NPC-ów, opisów broni czy przedmiotów. By samemu poskładać te puzzle trzeba się nieźle nagimnastykować. Wbrew pozorom gra ma solidne podstawy fabularne, chociaż wielu rzeczy można się tylko domyślać. Główny projektant tej gry, Hidetaka Miyazaki, stwierdził kiedyś w wywiadzie, że taki sposób powadzenia fabuły bierze się z jego osobistych doświadczeń. Lubił on amerykańską popkulturę w formie komiksów czy gier, ale nie znał ni w ząb angielskiego i przeglądając zachodnie produkcje musiał sobie fabułę dopowiadać sam. Oczywiście w Demon’s Souls nie wszystko jest ukryte, bo sporo opowieści można usłyszeć czy przeczytać, ale też pozostaje duże pole dla wyobraźni. Na forach dotyczących tej gry nierzadko prowadzone są dyskusje i spekulacje o tym, że jakiś NPC zachowuje się tak bo, przykładowo, zdradził swoich bliskich i teraz dopadła go klątwa. To jest wielką siłą tej produkcji, że ludzie czują potrzebę zagłębiania się i niemal samemu poszerzania jej lore. Główna oś fabularna natomiast skupia się na tym, że władca Boletarii (krainy gry) nieroztropnie zawiązał pakt z siłami ciemności i obudził przy okazji mroczne bóstwo The Old One, a tenże wypuścił swoje hordy demonów by wsysały dusze śmiertelników. No i właśnie owe demony są głównym celem naszego herosa, mającego za zadanie powstrzymać to plugastwo, które niechybnie szykuje zagładę świata.

Demons Souls recenzja 26 września 2014 - 6

Ten napis będziemy oglądać bardzo często

YOU DIED

Do wyczyszczenia z demonów mamy pięć krain, na końcu których czai się UberDemon – czyli boss. Chociaż to „czyszczenie” to nie do końca ścisłe określenie, bo w grze występuje respawn potworów. Daje to oczywiście duże pole do popisu dla „grindziarzy”. Niestety From (ku mojej frustracji) zakodowało w grze level scaling mobów. Mimo wbijania kolejnych poziomów wcale nie jest łatwiej, powiedziałbym nawet, że niekiedy wręcz pierońsko ciężej (szczególnie z bossami). W tej produkcji nie ma za wiele oręża i zbroi, które znacząco podniosą statystyki. Owszem, można ulepszać miecze czy tarcze, ale nawet ten najlepszy sprzęt na którego uzyskanie trzeba poświęcić setki godzin (co, przyznam, mi się udało) daje taki bonus, że wytrzymamy o dwa, trzy uderzenia więcej albo ubijemy maszkarę tylko trochę szybciej niż zwykle. Wydawać się by mogło, że to niewiele, ale w rzeczywistości tak nie jest. Ta gra to „szachy”; przykładowa możliwość wytrzymania kilku uderzeń więcej daje spore wsparcie, bo trzeba pamiętać, że i nasi przeciwnicy też legną po nawet jednym ciosie. Na bossów rzecz jasna trzeba poświęcić znaczniejszą ilość zamachnięć czy strzał z łuku, ale tutaj jest trudność tkwi w dysproporcji – my dla niego jesteśmy na dwa uderzenia, a on musi od nas dostać, dajmy na to, jakieś dwadzieścia ciosów. Nietrudno zgadnąć, że taka „sprawiedliwość” powoduje, iż często widzimy napis „YOU DIED”. Twórcy tutaj zainspirowali się chyba Diablo, gdyż po śmierci pojawiamy się w Nexusie i aby nie stracić zebranych dusz – punktów doświadczenia, potrzebnych do wykupywania podnoszonych statystyk –  musimy wrócić na miejsce zgonu i dotknąć plamy krwi. Jak podczas tej podróży zginiemy, to… cóż, dusze przepadają. Dlatego też nie ma co tego doświadczenia chomikować tylko, go wydawać. Choć widziałem na youtubowych filmikach jak biegali sobie herosi mający jakieś irracjonalne ilości idące w dziesiątki milionów, jednak gdy zobaczyłem jak pewien Turek z kolegą „farmią” na sobie za pomoca specjalnej rękawicy hurtowe ilości dusz to przestałem się dziwić, że niektórym niespecjalnie zależy czy stracą te punkty bo zaraz sobie z kumplem natłuką nowych kilka milionów. Chyba tylko kilka razy w życiu skorzystałem z kodów by podbić sobie ekspresowo postać. Niestety, dość szybko owe gry mnie śmiertelnie znudziły z racji, że nie było żadnych wyzwań i emocji dlatego skutecznie zniechęciło mnie to by sobie później kiedykolwiek psuć grę cheatami. Ale co tam kto lubi.

Demons Souls recenzja 26 września 2014  - 9

Koło tej bramy był Tłusty Urzędnik co dropił kapelusz. Kapelusz należało w pewnym miejscu założyć na głowę by wydostać tajemniczą wiedźmę

Kasparow gra w Demon’s Souls

Walka w grze zależy od postaci, którą wybierzemy na początku – do dyspozycji mamy dziesięć różnych klas (takich jak wojownik, łowca czy mag) i zależności od dokonanego wyboru musimy obrać odpowiednią taktykę. Klasy tankujące – jak rycerz czy wojownik – operują broniami dwuręcznymi lub jednoręcznymi z tarczą. Ich taktyka to głownie blok i mocne uderzenia. Blok nie jest „bezkarny” – zużywa staminę, której wyczerpanie powoduje że stajemy się bezbronni. Walka tymi klasami to ciągłe obserwowanie paska wytrzymałości i sadzenie uderzeń w odpowiednich momentach. Tutaj doskonale widać owe „szachy”, gdy odsuwając się od sygnalizowanych ciosów, zadawanych na przykład przez powolnych bossów i zadając razy cały czas mamy na względzie ile nam zostało jeszcze „pary”. Nie jeden raz dałem się ponieść emocjom gdy jakieś wielkie bydle było już u kresu sił i wystarczyło tylko jeszcze ten jeden raz go tym mieczykiem.. niestety zabrakło sił na ten jeden raz, co też skrupulatnie wykorzystał przeciwnik rozbijając mi blok (bo staminy już nie było) i posyłając mnie do respawnu w Nexusie. Poezja. Inne klasy niezbyt mogą polegać na bloku, bo np podnosząc głównie zręczność nasza postać nie ma za wiele wytrzymałości i nosząc nawet tarczę za dużo hitów na nią nie weźmiemy. Im zostaje unik. Zakładając zbroje i broń ważącą poniżej 50% udźwigu można świetnie uskakiwać pchnięciom wroga i wbijać mu ostrza w plecy co daje ciosy krytyczne. Niestety ale jak taki złodziejaszek dostanie od jakiegoś czerwonego czy niebieskiego knighta po grzbiecie jakimś dwuręcznym to szans na przeżycie nie ma żadnych. O ile grając wojem nasz pancerz daje nam jako taką ochronę przed hitami tych większych przeciwników tak ciuchy huntera czy maga to tylko dekoracja. Apropos maga. Ten obywatel winien celować w grze dystansowej. Owszem, gdy już podniesiemy trochę poziomy można bić się w zwarciu mieczem z pomniejszymi nieumarłymi, ale potężnych rycerzy należy raczej zdejmować czarami z odległości.

Demons Souls recenzja 26 września 2014 - 5

Po prawej Maiden in Black. Gdy nieopatrznie ją zabijemy to nie podniesiemy poziomu aż do NG+

Tutaj jednak mam duże zastrzeżenia do twórców, gdyż czarów nie możemy używać skolko godno. W zależności od tego, jak rozwiniemy magiczne statystyki, odblokowują się nam odpowiednie sloty – jak nie przymierzając w jakimś Baldurze czy Newerwinter. Nie pasuje mi to, że nie da się, nawet przy maksymalnie wylevelowanej postaci, mieć tyle slotów by zmieściły się wszystkie czary, a nawet gdy chcemy je zmienić, trzeba wracać do Nexusa by NPC nam je poprzestawiał. Taka, było nie było – gra akcji – to nie jest dingeons&dragon i to jest jakby taka uciążliwość dla samej uciążliwości. Nawet w grach BlackIsle (Bioware) można było sobie w locie zmienić czary w slotach i je zresetować snem. Tutaj jednak to jest zbyt przekombinowane. Na szczęście manę do rzucania czarów można uzupełniać „potionami” (zwanymi tam Old Spice – jak jakaś męska woda kolońska). Pisze to z perspektywy gdy już wyszły dwie części Dark Souls – bo tam manę zlikwidowano na rzecz absurdalnych użyć. Nie ma najmniejszego powodu by grać w Daks Souls magiem, bo po rzuceniu kilku firebali mamy pustą księgę czarów aż do powrotu do ogniska- czyli i respawnu wszystkich mobów (w Darks Solus 2 nieco to poprawili bo można te „użycia” uzupełniać bez ogniska ale po co te kombinacje?) Wracając do Demon’s – walka w grze jest niesłychanie wymagająca, tj. wymagająca planowania, strategii i pomyślunku ale daje całe tony emocji i to tych pozytywnych. Pewnie, że i frustracji też – nie jeden, nie dwa ale setki razy umrzemy i to niekoniecznie od ciosów, bo wysokie mury zamku czy klify nad morzem nie mają niewidzialnych ścian – zlecisz to umrzesz. Wdepniesz w lawę – umrzesz. Uruchomisz pułapkę i nie odskoczysz – umrzesz. Za długo biegasz po toksycznym bagnie bez leczenia – wiadomo – umrzesz. Ale gdy w końcu nauczysz się ruchów i zachowań przeciwników, będziesz pamiętał gdzie należy uważać by nie spaść, wyuczysz się precyzji skoków – będziesz coraz rzadziej oglądał napis „You Died”. Myślę, że jeśli przebijesz się przez uczucie irytacji jakie zapewne towarzyszyło niejednemu gdy po raz „dziesty” ginął w tym samym miejscu i niejako nauczysz się tej gry, to skonstatujesz że obcujesz z jedną z najlepszych rzeczy jakie można wymyślić tej formie rozrywki. Tak przynajmniej miałem ja.

Demons Souls recenzja 26 września 2014 - 2

Żeby zestrzelić tego smoka z łuku trzeba zużyć około 150 strzał

Baza wypadowa

Wspomniany na początku Nexus to taki hub gdzie trafiają dusze po śmierci. To jakoby czyściec. Z tego miejsca można przenieść się do pięciu różnych krain by je wyswobodzić z demonów. Nie tyle wszystkich co tego głównego bossa. Inne pomniejsze moby odradzają się. Przy przechodzeniu gry na NG+ i wyżej pojawiają się dodatkowo przeciwnicy w postaci czerwonych fantomów. To generalnie potworki po „upgreadzie” – szybsze, silniejsze i wytrzymalsze. Jest ich też kilka podczas pierwszego przejścia.
W Nexusie urzędują głowni NPC- e gry. Sporą rzeszę z nich zanim się tutaj pojawi należy uratować z różnych miejscówek. Niemal każda z tych postaci może nas czegoś nauczyć bądź nam sprzedać przedmioty. No i oczywiście są oni nielicznym odsłaniającym fabułę i świat gry źródłem. Co ciekawe, w grze jest zaimplementowany system moralności i od tego jak się zachowamy zależy też jakie NPC będą w tym Nexusie i jakie itemy możemy zdobyć. Ten system jest bardzo nieczytelny i mało intuicyjny. Objawia się to tym, że jeśli będziemy atakować postacie niezależne (poza Nexusem) to dana kraina będzie coraz bardziej ciążyła ku „black tendency” i wtedy ujawnią się inne cechy gry niźli nasze dobre uczynki (a te to głównie zabijanie bossów i mini bossów) i wtedy kraina osiągnie „pure white tendency”. Bywa że odblokują się wtedy niedostępne wcześniej miejscówki gdzie można zebrać np. najlepszy set zbroi w grze. Ale co jest najbardziej absurdalne w grze to że aby nie spadać do czarnej tendencji nie można ginąc pod postacią człowieka. Kto chce „wybielić’ cały świat (i zebrać unikalne zbroje czy bronie) musi cały czas biegać jako nieumarły, a co za tym idzie mieć zmniejszoną do połowy ilością zdrowia. Niepotrzebne to i głupie, tym bardziej, że to czy tendencja czy jest czysto biała czy tylko biała nie da się zbytnio „na oko” rozpoznać. Przekombinowane to i tyle. Taka ciekawostka – kto się zastanawiał dlaczego w Nexusie tyle krwi na podłodze to dopowiem, że ludziska będąc pod postacią człowieka skaczą z tych wysokich schodów na dół by się zabić i stać undeadem. Śmierć w Nexusie nie zmienia tendencji żadnego ze światów.

Demons Souls recenzja 26 września 2014 - 7

Ale żeby go zestrzelić trzeba najpierw przed nim uciec na wieżę

W Nexusie od początku urzęduje Maiden in Black – nasza można rzec mentorka która prowadzi nas od początku objaśniając lore gry, a po jakimś czasie u niej to możemy zwiększać statystyki. Jest też kowal – to wiadomo – sprzedaż i ulepszanie ekwipunku. Poza tym u innego NPC możemy przechowywać itemy. W grze jest udźwig więc nie da się wszystkiego nosić na plecach. Po uratowaniu kilku postaci możemy też uczyć się czarów magicznych jak i cudów kapłańskich. Są to oddzielne szkoły bo magia zależy od inteligencji a cuda od wiary – czyli statystyk rozwijanych u Panny w Czerni.

Podsumowując

Kto grał z upodobaniem w Kings Field na PSX i później PS2 ten zapewne przyjął Demon’s Souls z zachwytem, kto zagrał pierwszy raz w jakąkolwiek produkcję dark fantasy od From Software pierwszy raz i nie połamał pada po 152 zgonie ten z dużym prawdopodobieństwem dołączył do wyznawców japońskiego developera. Kto owego pada cisnął w kąt z silnym postanowieniem, że szerokim łukiem omijać będzie wszystko co wyjdzie spod klawiatur koderów z FS – wrócił do swoich ulubionych The Sims:) (Taki żart). Warto wspomnieć, że Japończycy zastosowali w DsS dość unikalny system sieciowy gdzie grając możemy napotkać „duchy” innych graczy czy też przeczytać pozostawione przez nich wskazówki. Dodawało to produkcji innych wrażeń ale po mojemu trochę burzyło immersję (popatrz – tutaj jestem, biegnę sobie jestem innym GRACZEM , bo to jest GRA! Do cholery wiem, że to jest gra ale choć na chwilę mógłbym o tym zapomnieć i być tym nieumarłym herosem ale TY mi w tym przeszkadzasz). Niespecjalnie pasowały mi też nawiedzenia innych userów. Wyjaśniam, że chodzi o to, że inni gracze mając odpowiedni przedmiot (loot w grze) mogli się przenieść do gry innego użytkownika by mu uprzykrzyć życie tzn. ubić go (albo zostać ubitym). Rzecz jasna serwer losował wśród osób z podobnym poziomem doświadczenia więc teoretycznie były wyrównane szanse. Nie zmienia to faktu, że mnie to strasznie irytowało i po pewnym czasie wyciągałem kabel ethernet z konsoli bo co chwilę mi ktoś raczył zakłócić spokój (a nie da się grać offline gdy jesteśmy podpięci). Ale tą część recenzji możecie wziąć ewidentnie w nawias – ja w ogóle nie lubię żadnych sieciówek stąd taka moja opinia, bo zapewne rzeszom ludzi takie napadanie na innych sprawiało masę frajdy. Mi nie.

Demons Souls recenzja 26 września 2014 - 8

Tam w górze widać gniazdo, to znaczy niedaleko jest kupiec z wymianą barterową:)

Ta gra nie jest dla każdego i mówi to już nam od prologu. Nikt w nią nie był „wymiataczem” od samego początku i np. ci co nagrywają filmiki ze swoich speedrunów to nie samorzutne talenty co to tylko wzięli pada i sobie gierkę przeszli. Taka znajomość gry okupiona była wcześniej masą zgonów i setkami godzin biegania po Boletarii. Kto upatruje w tym gatunku rozrywki w postaci czystego funu bez większych frustracji – raczej nie ma co w Demon’s Souls szukać. By wydobyć piękno tej produkcji (ale nie o grafikę tu idzie bo jest ona niepiękna ale ma swoisty brudny urok) trzeba naprawdę ciężko się napracować, no a nie każdemu się chce tak długo czekać i przede wszystkim męczyć. Historia From Software być może potoczyła by się inaczej, gdyby Demon’s sprzedał się nieco lepiej (wtedy ok pół miliona egzemplarzy, teraz zapewne więcej) toby Sony zainwestowało w markę. W Nexusie jeden z portali był zburzony – chodziły słuchy, że go odblokują w DLC. Jak wiemy sprawy miały się  później nieco inaczej. Ale nie zmienia to faktu, że DsS to produkcja wybitna i w moim prywatnym rankingu lepsza (szczególnie ten depresyjno-oniryczny klimat) od następnych „soulsowych” produkcji From Software. A może to jest tak że to moja „pierwsza miłość” przesłania mi obiektywną ocenę? Tak czy siak kto ma PS3 niechaj chociaż da szansę tej grze. Na allegro kosztuje niewiele a i na PSN w promocji chyba za 36 zł była.

Demons Souls recenzja 26 września 2014  - 10

Wąska ścieżka, wysoki klif i silny szkieletor. Wszystko chce cię zabić.

* Trzeba zaznaczyć, że pisałem tą recenzję pięć lat po premierze gry, z pozycji gracza obeznanego już z dwoma częściami Dark Souls i Bloodbornem. Gdyby została wydana zaraz po premierze Demon’s Souls wyglądałaby pewnie inaczej, ale nie mogę udawać, że nie grałem w nowsze produkcje From Software.

Plusy
  • Melancholijno- depresyjny klimat
  • Unikalna taktyczna walka
  • Niesamowity design świata i potworów
  • Trudny ale satysfakcjonujący upgrade itemów
  • Zbieranie skrawków fabuły i historii NPC-ów
Minusy
  • Level scaling mobów
  • Nieczytelny i przekombinowany system tendencji światów
Autor: Jesiotr
Data: 29 sierpnia 2015, 19:27

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *