»Dragon Quest – Recenzja (NES)

Dragon Quest jest uważany za pioniera jrpg. Oczywiście, można się niekiedy spierać co do zasadności takiej opinii, jednak jest to przyjęta powszechnie zasada. Już choćby z tej racji warto zapoznać się z tą serią, która w Japonii popularnością przebija nawet Final Fantasy – co dziwić może w sytuacji, kiedy w Europie i USA nie jest to tytuł powszechnie znany. W Kraju Kwitnącej Wiśni każdy DQ to wielki tytuł, wszak maczał w nim palce jeden z najważniejszych i najbardziej znanych rysowników japońskich komiksów – Akira Toriyama (ten od m.in. Dragon Balla i Dr. Slumpa). 

Zaczynanie od pierwszej części może wydawać się ryzykowne – wszak powstała jeszcze w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, kiedy to sporej części dzisiejszych graczy nie było nawet jeszcze na świecie. Owszem, oprawa graficzna pierwszego Dragon Questa może dziś odstraszać. Częściowym lekarstwem na to jest wydana wiele lat później wersja na SNESa z poprawioną grafiką – nie jest to oczywiście jakieś 3D, ale można już grać bez zgrzytania zębami. W końcu, sięgając po tego rodzaju gry nikt nie oczekuje eksplozji grafiki z lat 90. Granie w stare DQ to swoista archeologia.

Fabuła…Gracz, jako potomek wielkiego bohatera Roto ma za zadanie uratować księżniczkę porwaną przez smoczego władcę, a następnie odesłać samego władcę ad patres, czyli dokończyć to, co zaczął jego ojciec. Trudno to nazwać oryginalnym scenariuszem, owszem. O dziwo, gra się całkiem przyjemnie, a o pewnych ciekawostkach fabularnych nie wspomnę nawet, aby nie psuć zabawy. Nie trwa ona zbyt długo – grę można bez problemu ukończyć w kilka godzin, z bohaterem na 20 – 21 poziomie.

Gra nie jest ani długa ani też specjalnie trudna – levelowanie idzie gładko, zaś walki z bossami (jest ich kilka) nie sprawiaj± trudności – odpowiednio wysoki level pozawala bezproblemowo załatwić sprawę. Warto tu wspomnieć o kwestii, która odróżnia DQ I od wielu innych jrpg – mamy tu tylko jednego bohatera, o drużynie możemy zapomnieć. Co za tym idzie – skromna ilość postaci występujących w grze. Poza naszym bohaterem jest to właściwie wyłącznie księżniczka – inni napotkani mieszkańcy świata to głównie sprzedawcy i mieszkańcy miast.

Zagrać? A czemu nie? Wiele czasu wam ta gra nie zajmie, a przyjemności z grania w nią na pewno trochę będziecie mieli – nie wspominając już o tym, że zawsze wasza wiedza o jrpg znacząco się poszerzy. Jeśli lubicie oldschool, przeszliście wszystkie NESowe i SNESowe FFy, to sięgnijcie po DQ, bo to klasyka tej samej wagi, której generalnie wstyd nie znać, nawet jeśli się ją nieszczególnie lubi.

Autor: Grisznak
Data: 19 lutego 2018, 21:29

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *