»Eien no Aselia – Recenzja (PC)

Wśród całego gatunku Visual novel dominują gry o prostej mechanice i interfejsie. W tych grach całość rozrywki oparta jest na fabule i bohaterach. Od czasu do czasu pojawiają się elementy animowane lub efekty 3D. Są jednak Visual novel znacznie bardziej rozbudowane. Przykładem może być tutaj chociażby Sengoku Rance i recenzowany przeze mnie tytuł, Eien no Aselia – Kono Daichi no Hate De. Jest to gra z tak zwanego gatunku S-RPG, czyli strategic role playing game. Od innych Visual novel ten tytuł odróżnia mapa strategiczna, rozwój postaci, walki w trybie turowym, zarządzanie miastami i kierowanie drużyną, lub kilkoma, bohaterów. Inną jej cechą jest długa fabuła, duża liczba postaci, mnóstwo bonusów do odblokowania, routów, czy możliwość przejścia gry po raz kolejny w inny sposób. Już samo to czyni z tego gatunku wyjątek godny uwagi, ale jednocześnie przekłada się na nieliczne występowanie. 

Po tragicznej śmierci rodziców, młody Yuuto zostaje osierocony. Jedyną pozostałą mu rodziną jest jego młodsza, przybrana siostra Kaori, którą przysiągł się opiekować nieżyjącym rodzicielom. Doświadczając na własnej skórze ludzkiej podłości i chciwości, główny bohater samotnie wychowuje swoją siostrę, ciężko pracując by zapewnić jej dobre i szczęśliwe życie, a do tego sprostać obowiązkom licealisty. Yuuto posiada jedynie dwoje najbliższych przyjaciół, Misaki Kyouko i Midori Kouina. W wyniku nieszczęśliwego przypadku, pewnego dnia rodzeństwo zostaje przeniesione drogą magii do innego świata, Phantasmagori. Tam Yuuto dowiaduje się, że wraz z istotami zwanymi Spirits musi walczyć w nie swojej wojnie i odbierać życie ku zadowoleniu bezlitosnego króla, albowiem okazuje się być pierwszym od długich lat Etrangerem, czyli przybyszem z innego świata o wielkiej mocy. Zrozpaczony i zdezorientowany Yuuto nie może odmówić, ani uciec, gdyż stawką jego ślepej służby jest życie ukochanej siostry. I tak bohater wkracza na szlak pełen wątpliwości, śmierci i ludzkiej niegodziwości. Czy znajdzie się tam miejsce na miłość i przebaczenie? Cóż, aby się o tym przekonać trzeba po prostu zagrać. 

Zacząć wypada oczywiście od fabuły i świata przedstawionego. Gra pozwala nam na około 50 godzin zabawy, co czyni z niej tytuł, na który trzeba poświęcić ładnych parę dni. Bohater z naszego świata przenosi się do uniwersum fantasy, gdzie zostaje wplątany w długą wojnę, a także okazuje się nie być istotą ludzką, lecz potężnym wojownikiem. Choć oczywiście najpierw trzeba go na takiego wytrenować. W tym świecie, przypominaj±cym późne średniowiecze, istnieją istoty zwane Spirits. Są to obdarzone nadludzką siłą wojowniczki, które, podobnie jak nasz protagonista, dzierż± Eternity Swords, czyli posiadające świadomość i imiona magiczne miecze, daj±ce dzierżycielom dostęp do niezwykłych pokładów mocy. Zarówno Yuuto, jak i wszystkie Spirits, są traktowane przez ludzi jako niewolne narzędzia, trenowane od małego do zabijania. Dzięki temu w wojnach tego świata nie biorą udziału regularne wojska, a właśnie Spirits. Nikt nie dba o ich życie, szczęście czy prawa, martwe są zastępowane przez nowe, a i one same nie myślą o sobie jako o ludziach. Ich jedynym celem w życiu jest walka, póki nie zginą gdzieś na bezimiennym polu bitwy. Fabuła jest bez wątpienia zaletą serii. Nie jest może pełna niespodziewanych zwrotów akcji, czy ukrytych w mrokach podstępnych intryg, ale jest spójna i rozkręca się w miarę kolejnych rozdziałów historii, odpowiednio zyskując na dynamiczności. Na początku może się wydawać, że świat w którym lądujemy to wręcz książkowe Hight Fantasy, gdzie wszystko jest różowe i kolorowe, lecz nie tak do końca. Kolejne odkrywane przed nami karty historii serwują nam coraz bardziej dramatyczne wydarzenia, zwiększając napięcie w miarę zbliżania się do końca. Również i ja na początku spodziewałem się standardowej fantasy Visual novel, gdzie nikt nie ginie, a na końcu mamy wielki happy end. Gra zaskoczyła mnie tutaj, gdyż prawie żadne z moich przewidywań się nie sprawdziły, a pod koniec gry uroniłem niejedną, a całe morze łez. Yuuto walczy w kolejnych, wydaje się, nieskończonych wojnach, powoli odkrywając coraz więcej tajemnic i sekretów tego świata. Niegdysiejsi przyjaciele stają się wrogami, a wczorajsi wrogowie przyjaciółmi. Mimo pozornej bezsensowności wszystkich konfliktów, autorzy postarali się o dość oryginalne wyjaśnienia, jak i pomysły dotyczące na przykład pochodzenia Spirits, natury Eternity Swords czy przyczyn wielkich wojen. Prawda jest ukryta za bardzo grubą kurtyną. Przyznam, że czasami fabuła dawała mi się we, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę, że całość historii dzieje się na przestrzeni około dwóch lat, to zaczynamy lepiej rozumieć sytuację bohatera i wraz z nim przeżywamy te długie boje i miesiące zmagań. Nie nazwałbym wątku fabularnego oryginalnym, ale niewątpliwie bardzo dobrym i potrafiącym zaskoczyć gracza. 

Wrażenie robi liczba bohaterów. Yuuto poznaje powoli coraz większą liczbę Spirits, wśród których są zarówno bardzo młode panny, jak i starsze, doświadczone weteranki (nie zmienia to faktu, że każda wygląda pięknie i słodko). Bohater mieszka z kilkoma z nich, które oczywiście pełnią role drugoplanowe i są składnikami naszego nieodłącznego haremu, dając nam możliwość poprowadzenia jednego z licznych wątków poszczególnych dziewczyn. Poznajemy więc Esperię, pełniącą rolę starszej siostry i opiekunki naszego domu. Aselię, milczącą, zamkniętą w sobie wojowniczkę. Orphe, małą i słodką dziewczynę, której zawsze pełno, z nieodłącznym figlarnym uśmiechem na twarzy. A także wiele innych Spirits, które powoli stają się naszą rodziną. Jako, że każda z postaci kobiecych przedstawia nam określony schemat, charakterystyczny dla japońskich produktów, to każdy gracz znajdzie tutaj swój ulubiony typ. W początkowych fazach gry postacie mogą wydawać się mało rozbudowane i takie w sumie są. Nie myślą o sobie jako o istotach stworzonych do czegoś innego, niż walka. Skrzętnie chowają swoje uczucia, bądź zabiły je w sobie dawno temu. Ich głębię odkrywamy w raz z postępem w grze, naszymi wyborami i decyzjami. Każda postać ma swoją osobowość, swoje zdanie, przemyślenia i problemy. Spędzamy z nimi naprawdę dużo czasu, czując jak Yuuto powoli zaczyna się do nich przywiązywać, budując silne więzi przyjaźni i zaufania. Każda postać wnosi coś do fabuły, mniej lub więcej, ale jednak. W trakcie trwania i rozwoju historii odczuwamy jak się zmieniają i otwierają przed nami. Pod koniec gry, kiedy myślałem o tym jak to wyglądało na początku, pomyślałem: „Przeszliśmy długą drogę, prawda?”. Spotkamy także osoby, których się nie spodziewaliśmy i bohaterów, którzy bardzo nas zaskoczą. Wadą jest jednak wspomniana wcześniej schematyczność postaci. Mimo tego, że są znakomite, to swoją osobowością nie sprawią niespodzianki weteranom japońskich gier czy animacji. 

Wypada teraz wyjaśnić mechanikę rozgrywki strategicznej i walk. Po za nią gra jest typową przedstawicielką Visual novel, składającą się z rysunków, a także pisanych i mówionych kwestii, pojawiających się na ekranie. Jest to naturalnie strona fabularna, gdzie śledzimy historię i podejmujemy decyzje w trackie licznych dialogów. Po za nią gra otwiera się na mapę strategiczną. Nie mamy do niej dowolnego dostępu. Ten tryb uruchamiany jest w odpowiednim momencie fabuły, czyli podczas wyruszenia na wojnę lub misję. Mamy więc mapę, na której widoczne są nasze oddziały, skupione w formie liczących po trzy osoby drużyn (z czasem liczba drużyn się zwiększa). Na mapie świata widzimy podległe nam i innym państwom miasta. Naturalnie mamy tutaj trakty i drogi po których się poruszamy. Są one usiane punktami, które odpowiadają jednej turze. Każda drużyna ma dozwoloną jedną akcję wartą jedną turę, czy jest to przemieszczenie się, czy też trening. Potem następuje kolej przeciwnika i tak w kółko, aż nie dojdzie do bitwy lub zajęcia odpowiedniego miasta. Mapa jest dość rozległa, także jest po czym się poruszać i co podbijać. Jeżeli opanujemy jakieś miasta, to możemy, posiadając odpowiedniego inżyniera i odblokowany budynek (jedno i drugie dostajemy wraz z rozwojem fabuły), budować fortyfikacje i inne obiekty. Dzięki temu, na przykład po wybudowaniu wieży, nasze oddziały podczas obrony miasta otrzymują bonusy. A jeśli wybudujemy do tego placówkę treningową, to będziemy mogli w tym miejscu levelować nasze postacie. Teraz podstawowe kwestie związane z walką. Spirits dzielą się na kolory, czyli klasy. Zielone, czyli typowe defendery, healery i tankery. Niebieskie, specjalizuj±ce się w atakach i przechwytywaniu zaklęć wroga. Czerwone, władaj±ce niszczącą magią ognia, ale posiadające słabą żywotność i czarne, czyli debufferzy, osłabiaj±ce jednostki przeciwnika. W każdym razie wszystkie nasze Spirits organizujemy w trzy osobowe drużyny. Każda drużyna składa się z Attackera, Defendera i Supportera. Pierwszy atakuje, drugi przyjmuje ataki, leczy lub wzmacnia, a ostatni atakuje magią. Poszczególne rodzaje Spirits nadają się do danych ról mniej lub bardziej. Jednakże nie raz walki będą wymagały myślenia taktycznego. Bo czasami niebieskie wcale nie będą najlepsze na ataku, gdyż jeżeli damy je na miejsce Supportera, będą mogły korzystać z zaklęcia pieczętującego magię. Ucierpi na tym wysokość obrażeń naszej drużyny, ale dzięki temu nie spadnie nam na łeb ognisty deszcz. Walki przenoszą się do osobnego trybu 2D, przypominającego nam stare gry z czasów Pegasusa i Nintendo Entertainment, jak i grafikę z Disgaea 2. Mimo 2D oglądamy tutaj zróżnicowane animacje magii, ataków czy słyszymy teksty bohaterów. Tu również wszystko jest w formie turowej i automatycznej. To znaczy, że jak już klikniemy „OK”, to nie będziemy mogli zmienić roli postaci, wybrać jej innego skilla czy zaklęcia, więc przed walką trzeba przemyśleć taktykę, a potem tylko oglądać jej owoce. Walki i wojny w Eien No Aselia są trudne. Trzeba sporo nagłowić, odpowiednio rozmieszczać oddziały, wiedzieć kiedy atakować, a kiedy się bronić. Skille mają ograniczone użycie, dlatego nie możemy bezmyślnie szarżować na liczniejsze oddziały wrogów. Niemniej, czasami działania wojenne są zbyt długie i cierpi na tym rozwój fabuły, na który wyczekuje się z utęsknieniem. Dodatkowo w wyniku prostego silnika 2D pod koniec gry wszystkie walki wyglądają już tak samo, a słuchanie w kółko tych samych tekstów i oglądane tych samych animacji może znudzić. Można sobie tutaj poszarpać dużo nerwów, ale też uzyskać satysfakcję z wygranych bitew. 

W kwestii awansu postaci i zasobów, którymi dysponujemy. Najważniejsze dla nas są mana i ether. Awansujemy dzięki etherowi, lecz pełni on również rolę budulca dla naszych budowli. Awans na każdy poziom potrzebuje określonej ilości etheru, czyli podobnie jak w przypadku klasycznych punktów exp. Jednakże, żeby wojowniczki wspinały się na wyższy poziom potrzebujemy odpowiedniego trenera, który ma określony limit levelu na jaki może wprowadzić dany rodzaj Spiritus, czyli umożliwi nam awans niebieskich na 17 poziom, ale czerwonych już tylko na 12. Kolejni trenerzy przychodzą z czasem, więc trzeba być cierpliwym. Po za tym etheru nie ma aż tak dużo. Trzeba bardzo rozważnie myśleć kogo opłaca się awansować, a kogo nie. Ma to ogromny wpływ na bitwy. Po za tym każda klasa Spirits ma skille podzielone na trzy grupy, odpowiadaj±ce poszczególnym rolom. Skille atakujące, obronne i magiczne. Także, mimo specjalizacji każdego z rodzaju Spirits, poszczególne klasy są elastyczne i trzeba z tego zrobić użytek. 

System strategiczny pozwala na liczne godziny zabawy i planowania. Rozgrywka jest wymagająca, ale przyjemna i dość dynamiczna. Całość, choć prosta, przywołuje na myśl stare, klasyczne gry sprzed wielu lat, o których młodzi gracze już nie pamiętają. System i interfejs jest łatwy w przyswojeniu, obsłudze, a także odpowiednio rozbudowany. Krótko mówiąc, jak ktoś się nie spodziewa kolejnego Total Wara czy Starcrafta, to nie będzie zawiedziony. 

Oprawa wizualna w Eien no Aseria stoi na wysokim poziomie. Rysunki są śliczne, projekty postaci zróżnicowane, bardzo dobrze przemyślane i oddające ich osobowości. Uśmiechy, uczucia, sytuacje dramatyczne i zabawne. Obrazy przedstawiaj± to naprawdę świetnie, co tylko uatrakcyjnia fabułę. Głębokie i stonowane kolory, akwarelowe tła, a także piękne arty i bogata paleta kolorów, gra świateł i ładna kreska. Nie mogę wystosować tutaj żadnych poważniejszych zarzutów. Równie dobrze wypadła muzyka i efekty dźwiękowe. Na pochwałę zasługują dźwięki zaklęć czy potyczek. Naturalnie, to nie poziom najnowszych produkcji, ale przy ograniczeniach technicznych gatunku visual novel, jest i tak bardzo dobrze. Widać, że przemyślano dobranie utworów muzycznych, i tak inne usłyszymy w trakcie bitwy, w domku inne, w pałacu kolejne. Kiedy ma być podniośle, dostajmy mocny kawałek, kiedy zaś wzruszaj±co, nasze uszy wychwytują ciche, nastrojowe melodie. Wadą oprawy muzycznej może być jej powtarzalność. Przez kilkadziesiąt godzin rozgrywki można czasami trochę zmęczyć się tymi samymi utworami. 

Po pierwszym ukończeniu gry odblokowuje nam się wyższy poziom trudności, a co za tym idzie, wyższe levele i nowsze, potężniejsze skille. Dostajemy także dostęp do nowych zakończeń i ścieżek innych dziewczyn. Jeżeli regularne bitwy to dla nas za mało, możemy zapolować na smoki i na kryształy many, zwiększaj±c± nasze zapasy magii. Zapewnia to graczom większą ilość zabawy, ale i wyższy stopień trudności. 

Eien no Aselia jest naprawdę znakomitym przedstawicielem visual novel, o długiej fabule, rozbudowanej mechanice, wymagającej rozgrywce i interesującej historii. Polecam, gdyż łączy w sobie wyzwanie i dobrą zabawę.

Plusy
  • Rozbudowana mechanika
  • System strategiczny i walki
  • Mnogość postaci i głębokie interakcje
  • Bogaty, wcale nie tak naiwny świat fantasy
  • Bardzo dobra fabuła, potrafiąca zaskoczyć gracza
  • Śliczne rysunki
Minusy
  • Dla niektórych 50 godzin gry może okazać się trudnością
  • Schematyczne postacie
  • Z początku wolne rozkręcanie się fabuły
  • Powtarzalne walki przeciągane bitwy

Ocena końcowa: 9/10

Autor: Mitsurugi
Data: 27 listopada 2017, 21:28

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *