»Final Fantasy IX – Recenzja (Switch)

Przysiadając do Finala IX słyszałem od swoich kolegów z Inner Worldu, że to jeden z najbardziej dopieszczonych jRPGów w dziejach. Osobiście do opinii byłem zdystansowany, ze względu na moje osobiste przeżycia z grami serii FF – bardzo często byłem zawiedziony, albo sfrustrowany przez głupie rozwiązania mechaniczne, bądź fabularne. Moja przygoda zaczęła się od kultowego Final Fantasy VII, które mnie nie porwało swoim światem oraz overhyped bohaterami. Następne było Final Fantasy XIII i muszę przyznać, że jest sztampowe i liniowe do bólu, a przy okazji bardzo nudne (porzuciłem grę po paru pierwszych godzinach). Final Fantasy XV mimo ciekawego świata i fajnej eksploracji, trąci brakiem fabuły, którą musimy KUPIĆ w postaci epizodów sprzedawanych jako DLC. Poza tym bohaterowie prezentują swoimi osobowościami głębie  kałuży po porannym deszczu. Dziesiątkę jednakże odpuściłem przez brak czasu – lecz obiecuję sobie, że nadrobię historie Tidusa na Switchu jak tylko wyjdzie w pudle. Mówiąc krótko – nie miałem zbyt kolorowo z serią Final Fantasy. Wyjątkiem była jedynie szósta część serii, która wchłonęła mnie na wiele godzin. W takim razie do IX podchodziłem dość chłodno oraz z dystansem. Teraz po przejściu gry mogę stwierdzić jedno – powtórzę słowa kolegów i koleżanek. „To jest jeden z najbardziej dopieszczonych jRPGów w dziejach.” A przy okazji stał się moim ulubionym Finalem, spokojnie bijąc trzymającą ten tytuł szóstkę. Powiem wręcz, że gdyby poprawiono jedną rzecz w grze, to spokojnie mogłaby się bić z Chrono Trigerem o miano najlepszego jRPGa w moim serduszku. Koniec swoich przemyśleń, czas na konkrety.

Final Fantasy IX zaczyna przygodę w królestwie Aleksandrii, gdzie możemy zobaczyć spektakularny spektakl – „I Want Be Your Canary”„Chce Być Twoim Kanarkiem!” W samym środku występu, dochodzi do „porwania” księżniczki owego królestwa – Garnett, znaną także jako Dagger. W całym natłoku i zamieszaniu biorą udział nasi główni bohaterowie gry. Zidane czyli złodziejaszek oraz aktor, który porywa księżniczkę razem ze swoją wesołą ferajną Tantalusa (grupa złodziejaszków i aktorów); Vivi – 8 letni młody mag, który pojawił się aby zobaczyć przedstawienie, lecz pod wpływem nieszczęśliwych (a może i szczęśliwych…) wypadków został wplątany w całe zamieszanie; Steiner – dzielny, lecz niezdarny rycerz królowej, który nawet za cenę swojego życia chcę bronić księżniczki oraz sama księżniczka, która swoją błyskotliwością ratuje wielokrotnie innych z opresji. Tym bardziej, gdyż sama chciała zostać porwana. Dalszych dziejów naszych bohaterów nie będę wam opowiadać, bo mogę zacząć sypać masywnymi spoilerami, które zniszczą wielokrotnie łapiące za serce chwile. Fabuła w grze jest świetnie napisana – idealnie balansuje zabawne, smutne, drastyczne momenty w grze. Tym bardziej kiedy mamy koloryt mnóstwo ciekawych indywiduów w grze.  Każda ma swoje ciekawe backstory i faktycznie wnosi swoją cząstkę do fabuły. Nie tylko grywalni bohaterowie, lecz także postacie NPC. Nawet jeśli spotykamy ich tylko przez jedną scenę. Fabuła gry starcza nam na 30-40h rozgrywki, ponadto mamy także mnóstwo aktywności pobocznych, o których wkrótce wam opowiem.

Final Fantasy IX w porównaniu do swoich poprzedników wprowadza nowe mechaniki rozgrywki, które przy okazji pozwalają na szersze rozwinięcia fabularne. Pierwszym z nich jest ATE – Active Time Event. Gracz ma możliwość zobaczenia wydarzeń, które toczą się w innych miejscach przez postacie związane z fabułą gry. Np. Gdy nasz główny bohater Zidane kręci się w sklepie z bronią, to w tym czasie Vivi zwiedza główny plac Aleksadrii. Taka możliwość ATE pojawia się wielokrotnie i pozwala nam dowiedzieć się nowych szczegółów fabularnych, oraz poznać wskazówki co do dalszych kroków w postępie gry.  Kolejną nowością rozszerzającą fabułę są Mognety (listy). Moogle, które pojawiają się w grze mogą nam dać listy, które mamy doręczyć innym mooglom, znajdującym się w różnych zakątkach świata. Mała, ale urocza rzecz.

Gracz porusza się w sumie po czterech kontynentach na zmniejszonej trójwymiarowej mapie. Oprócz własnych nóg, w celu wygodniejszej i znacznie szybszej podróży wykorzystamy urocze chocobosy, łodzie oraz sterowce. Te ostatnie są wręcz bardzo popularne w FF9 i mają silną wartość fabularną. W trakcie podróży mogą nas zaatakować przeciwnicy, którzy pojawiają się losowo. W takim razie w przeciwieństwie do takiego Chrono Triggera, bądź Persony nie wiecie czy przejdziecie korytarz, łączkę, lub pustynie bezpiecznie czy nie. Osobiście mnie to trochę denerwowało, lecz uwzględniając wygląd niektórych lokacji jest to w pełni zrozumiały zabieg.  Skoro o pojedynkach mowa…

Ostatnia Dziewiąta Fantazja korzysta z systemu „Active Time Battle” znanym z poprzedników serii. Podczas walki mamy wskaźniki, które reprezentują ruch naszej postaci. Jeżeli wskaźnik się napełni do maksimum, to nasz bohater może wykonać swoją czynność – typu atak, czar, wykorzystanie przedmiotu. Każda postać ma inny czas napełnienia swojego ATB, więc levelując swoje postaci przyśpieszamy ten stan rzeczy. Ponadto podczas walki napełniamy również drugi pasek, który ładuje tryb Trance. Podczas tego trybu nasi grywalni bohaterowie mogą wykonywać potężne specjalne ataki. Aby napełnić ów pasek, postaci muszą odnieść odpowiednią ilość obrażeń. Każdy wygrany pojedynek nagradza nas pieniążkami, punktami doświadczenia, punktami zdolności znanymi jako AP (Ability Points), przedmiotami oraz kartami do gry Tetra Master.

Następnym elementem gry, o którym powinienem wspomnieć jest bardzo dobrze rozbudowany system rozwijania postaci. Oprócz zdobywania wspomnianego doświadczenia, posiadanie odpowiednich przedmiotów również ma duże znaczenie w grze. Dzierżąc odpowiednie różdżki, buty, zbroje możemy nie tylko odblokować zależne od nich umiejętności, ale również powiększyć swoje statystyki . Jednakże siedząc w statystykach spędzimy również masę cennego czasu. Square pomyślało o tym, więc możemy skorzystać z funkcji „Optimise”. Komputer na podstawie posiadanych przedmiotów automatycznie dobierze najodpowiedniejsze zbroje, miecze, pierścienie dla naszych bohaterów. To jest wręcz niebywałe, że takich funkcji nie ma w współczesnych produkcjach, gdyż pozwala niedzielnym graczom na zaoszczędzenie mnóstwa czasu – szczególnie w grach jRPG.

Final Fantasy IX to nie tylko szlachtowane potworów i zwiedzanie świata, a także różne minigierki. W grze mamy możliwość zagrać z wieloma NPCami w grę karcianą zwaną Tetra Master, o której wcześniej wspomniałem. Do gry z całej swojej talii gracz wybiera pięć kart. Każda z nich posiada strzałki, które wskazują kierunek swojego ataku. Ponadto każda z nich posiada statystyki, które rzecz jasna różnią się pomiędzy nimi. Naszą partyjkę rozgrywamy na planszy o wymiarach 4×4, a gracze rozkładają turowo swoje karty bijąc inne statystykami i odpowiednim układem. Osobiście nie wgryzałem się głębiej w tę minigierkę, myślę jednak że wiele maniaków karcianek wciągnie swoją prostotą.  Ponadto są gierki związane z Chocobosami, Dom aukcyjny i różne Quick Time Eventy związane z fabułą gry, ale nie karzą gracza za ich nieprawidłowe wykonanie.

Przejdźmy do aspektu audiowizualnego. Jeżeli chodzi o muzykę to Nobuo Uematsu dokonał chyba swojego opus magnum. Kawałki zapadają w pamięć i idealnie podsumowują charakter postaci, wydarzeń oraz otoczenia. Polecam odpalić sobie na yt kilka piosenek z soundtracku i je wysłuchać. Sama przyjemność. A jak jest z grafiką? Grając na Nintendo Switch muszę zważyć osobiście, że to jest port HD gry z końca życia PS1. Jednakże, gra wygląda jak na swoje czasy cudnie. Tła są pięknie namalowane, a wygląd postaci 3D również nie zawodzi.  Przerywniki, które są renderowane, jak na możliwości PS1 zapierają dech w piersiach. Widać, że ówczesne Square wzięło do siebie, żeby dopracować nawet najmniejszy piksel w animacji. A teraz dojdę do najgorszej cechy Final Fantasy IX, gdyż nie ma gier idealnych. Problemem w FF9 jest płynność animacji, a fakt że gra jest Wolna. JEZU JAKA TA GRA JEST WOLNA. I chodzi mi tu  o kwestie pojedynków. Zaczynamy walkę, tracimy około 10 sekund na załadowanie gry. Prezentacja przeciwnika, która powinna trwać  z 4-5 sekund trwa tutaj 4 razy dłużej. Same animacje, które są pięknie dopracowane, są powolne. Zwykły pojedynek potrafi trwać dobre 5-6 minut, co jest wręcz absurdem. O walkach z bossami już nie będę wspominać. Jednakże port na Switcha idealnie poprawia ten element! Do czego zmierzam… Wspominałem, że ukończenie Finala 9 zajmuje 35-40h. Osobiście na liczniku miałem niecałe 25h. Dlaczego? Port, który również jest dostępny na PS4 i PC daje nam 4 nowe funkcję w rozgrywce. Wyłączenie Random Encounterów, Ułatwienie walk poprzez Maximum HP, ATB i Trance, Stale obrażenia o wartości 9999 oraz Przyśpieszenie Animacji! Osobiście korzystałem z tej czwartej funkcj, aby pominąć te dłużące się intra, animacje, które doprowadzały przy dłuższych posiedzeniach do szału. Wymienione 4 funkcje możemy włączyć i wyłączyć w każdej chwili podczas rozgrywki. Ponadto gra przy zmianie lokacji robi szybki quicksave, żeby żaden Grand Dragon nas nie zabił będąc na 10 levelu (ja nie miałem takiego szczęścia).

Podsumowując – Final Fantasy IX to arcydzieło, które było stworzone z pasją developerów ówczesnego SquareSoftu. Każda osoba lubująca się w mniej lub większym stopniu w jRPGach powinna zapoznać się z tytułem natychmiastowo. Więc z czysty sumieniem rekomenduje grę i wystawiam jej maksymalną ocenę. Tym bardziej kiedy produkcja nie kosztuje jakieś krocie – 89 zł* za 30-50h czystej przyjemności  to nie jest ogromny wydatek. Tym bardziej, że historia jest tego warta każdej złotówki.

*podaję cenę wersji na Nintendo Switch

Plusy
  • Fabuła, która wciąga intrygą i plot-twistami
  • Świetnie napisane postacie
  • Muzyka
  • Świetna mechanika gry
  • Active Time Events
  • Dodane nowe funkcje, ułatwiające rozgrywkę niedzielnym graczom.
  • Tetramaster
Minusy
  • - Ojej te wolne animacje...

Ocena końcowa: 10/10

Dziękujemy firmie Cenega za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: Mkali_Vector
Data: 22 marca 2019, 20:54

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *