»Final Fantasy XIII – Pierwsze wrażenia oczyma SStefanii i Resila

W naszym domu pojawiła się właśnie preorderowana kolekcjonerka najnowszego Finala. Resil gra, ja patrzę. Oto jakie wrażenia były naszym udziałem przez pierwszych dwadzieścia godzin gry.

W pudełku, poza grą, znajdowały się:

  • Original sound selection – płyta z wybranymi dziesięcioma utworami z pierwszych lokacji, wraz z notką kompozytora, Masashiego Hamauzu
  • trzy karty z artworkami, po jednym z każdej strony, przedstawiającymi głównych bohaterów na ich summonach
  • dwie naklejki z wzorem znamienia, które odgrywa ważną rolę w fabule
  • niewielki (format zeszytowy, ale cieńszy) artbook w twardej oprawie, z CG z postaciami i lokacjami

Sama gra?

Nie jest niczym, czego się spodziewaliśmy.

Uprzejmie donoszę, że pierwsze 30 minut gry jest duuużo mniej liniowe, niż pierwsze 30 minut FFVI. Dalej w VI nie zaszłam, ani nie obserwowałam, jak ktoś gra. Jednak uważam, że tę ‚wyjątkową liniowość’ Trzynastki można już wsadzić między bajki. Choć, oczywiście, nadal jest bardzo liniowo, to w końcu jRPG. Może się to nie podobać, ja jednak pamiętam, że słowo liniowy nie ma tego samego znaczenia co nudny.

Lightning nie jest Cloudem w spódnicy – ma jaja. Gdy się wścieknie, potrafi przywalić nawet dwumetrowemu Snowowi. A jak ten wstanie, poprawić. Dziewczyna nie jest przy tym żadną furiatką, choć lubi się zamartwiać, że siostry nie upilnowała. Na razie, poza urodą, jest świetnie skonstruowaną postacią. Z Cloudem Strife ma jednak trochę wspólnego, ale bardziej w warstwie kosmetycznej.

Inne postaci? Sahz, wbrew temu, co ukazywała trailerowa scenka w pociągu i ogólnemu designowi, jest bardzo rozsądnym i poważnym człowiekiem, troskliwym rodzicem. Pozostali, jak już było wielokrotnie mówione, graficznie przypominają inne postaci z poprzednich części – i tylko graficznie. Vanillia będzie Was na początku denerwować dużo bardziej, niż Selphie, Snow, w odróżnieniu od Seifera, jest altruistą, narwańcem i bardzo sympatycznym facetem.

Tetsuya Nomura podobno obiecywał, że walki będą jak w filmie Final Fantasy VII: Advent Children – nie są, i dobrze, bo coś widać, a w menu można jeszcze spowolnić na życzenie. Są za to bardzo dynamiczne i przy tej grafice wyglądają dużo lepiej, niż gdyby ludziki miały wychodzić przed szereg jak we wspomnianej VI, albo w V. Resil w każdym razie jest bardzo usatysfakcjonowany, twierdzi, że wystarczy wszystko rozsądnie ułożyć, żeby szybko pokonywać przeciwników i że ogólnie system jest wzorowany na częściach X, X-2 i XI, w których najbardziej z całej serii mu się podobał.

Byłam zirytowana, że japońskiej ścieżki dźwiękowej nie uświadczymy, bo jestem fanką Maayi Sakamoto, która podkłada oryginalny głos Lightning – niesłusznie, głosy zostały świetnie dobrane, myślę, że ten amerykański lepiej pasuje do tak silnej kobiety, jak główna bohaterka. Ogółem nikt nie drażni werbalnie (może poza piskami Vanillii, która jest totalnie moe, więc ja ją lubię, inni zapewne znielubią), wszystko jest na swoim miejscu.

Fabuła i świat są tak fajnalowe, jak tylko było można. Drama i patos, ale ładnie skonstruowane i nie męczy. Każdy ma jakieś złe wspomnienie lub (realny!) powód, by się martwić i przeżywa to lepiej lub gorzej. Ogółem – nic więcej, bo możliwe spoilery. Zdradzę tylko, że pierwszy raz w historii serii pojawia się prawdziwy, uczuciowy pocałunek między mężczyzną a jego wybranką. d’awwwwww!

Muzyka znakomita. Podniosła, gdy trzeba – dynamiczna, gdy trzeba – spokojna i niemal usypiająca. W battle theme dominują skrzypce, słusznie go chwalono, jest naprawdę wyjątkowy. Przyjemnie słucha się nawet zapętlonego tematu niewielkiej lokacji. Chocobo theme w nowej wersji zawiera wokal! Ogółem już chcemy ten OST, w całości.

Grafika wspaniała. Nie wierzcie tym, którzy naczytali się hongkońskich dziennikarzy oceniających grę, której jeszcze nie widzieli – tak znakomitych modeli postaci jeszcze nie było. Znaczy – może technologicznie, ale te są efektowne. Włosy to prawdziwe włosy, a nie kilka plastikowych, sterczących i przenikających przez ciało pasm, stroje powiewają i się fałdują, dbałość o najdrobniejsze detale powala. Tła również wykonano starannie i szczegółowo, najporządniej ze wszystkich jRPG. Niestety, to już trzeba wszystko zobaczyć w ruchu, żeby docenić. Dość wspomnieć, że na IGN grafika dostała 10/10. Choć, naturalnie, nie jest doskonale – czasami tła w 2D odstraszają, palce postaci w dużym zbliżeniu (na szczęście rzadkim) są kwadratowe.

Były obawy i niedowierzania – Square Enix niejednokrotnie zawiódł już fanów Squaresoftu. FFXII nie było pełnoprawnym Fajnalem. Trzynastka jest nim jak najbardziej.

XIII wraca do najlepszych tradycji fajnalowości, przy czym wprowadza mnóstwo nowoczesności i definiuje gatunek od nowa.

Mimo, że jeszcze trochę do zakończenia gry, spodziewamy się solidnego Finala, który dorówna poprzednikom, także tym najlepszym. Jest wszak wszystkim, czego po tej serii się oczekuje. A przynajmniej tym, czego spodziewaliśmy się my – jesteśmy bardzo zadowoleni.

Autor: SStefan
Data: 14 lutego 2014, 19:04

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *