»Final Fantasy XIII – Recenzja

Final Fantasy. Każdy szanujący się gracz, niezależnie od preferencji gatunkowych, z łatwością rozpoznaje ten tytuł. Jedna z najsłynniejszych i najdłuższych serii gier w historii. Ikona i symbol jRPG, najbardziej rozpoznawalny przedstawiciel tego gatunku. Swoją historię seria rozpoczęła w 1987 roku od premiery Final Fantasy I na konsolę Nintendo Entertaiment System. Wątpię czy ktokolwiek oczekiwał wtedy, że dziecko i największe dzieło Square Enix podbije miliony serc na całym świecie. Lata mijały, a kolejne tytuły Final Fantasy pojawiały się na półkach sklepowych i lądowały w łapkach zachwyconych fanów i graczy. Nie każda część serii była jednak spełnieniem oczekiwań. Były lepsze, były też gorsze. Final Fantasy zagościło na wszystkich najpopularniejszych platformach gier, od PlayStation, przez Game Boy Advance, Nintendo DS, aż po PC i konsole „next gen”, czyli Xboxa 360 i PlayStation 3. Od czasu pierwszej odsłony minęło 23 lata. W roku 2009 doczekaliśmy się trzynastej części. Final Fantasy XIII, po wielu latach pracy, głośnych zapowiedzi, dywagacji, obaw i wielkich nadziei pojawiło się w Europie i USA.

ffxiii_1

Trzynasta odsłona Final Fantasy została umieszczona w futurystycznym świecie, gdzie niezwykle zaawansowana technologia miesza się z magią, mistycyzmem i własną, specyficzną mitologią. Wielkie, nowoczesne i utopijne metropolie, potężne maszyny, dzikie bestie, czary i piękne krainy. Ten charakterystyczny dla gatunku jRPG świat jest zdecydowanie najodpowiedniejszym i najbardziej klimatycznym uniwersum gatunku. Oferuje największą różnorodność i pozwala na dużą swobodę w łączeniu różnych konwencji i elementów rozgrywki. Sama historia przedstawia nam konflikt pomiędzy znajdującym się w przestworzach zaawansowanym światem, zwanym Cocoon, a znajdującą się na powierzchni planety dziczą Gran Pulse. Oprócz przedstawicieli ludzkiego gatunku, w obu światach żyją potężne istoty zwane fal’Cie. Wybierają one niektórych ludzi dając im magiczną moc, a wybrańcy tacy nazywani są l’Cie. Każdy z nich ma wyznaczoną misję, tzw. Focus, którą musi wypełnić, inaczej zamieni się w odrażającego potwora, Cie Corpse. Jeżeli zaś odniesie sukces, otrzyma dar nieśmiertelności, jednakże za pewną cenę. Więcej nie będę zdradzał, ponieważ gra warta jest tego, by nie ujawniać wielu informacji. Grę rozpoczynamy od znalezieniu się w samym środku tłumienia przez siły Cocoon buntu rebeliantów, walczących o wolność w wielkiej metropolii. Jako Lightning zmierzamy w sam środek dramatycznych walk, mając za cel dostanie się do wnętrza potężnej, majestatycznej konstrukcji, która niczym niewzruszona skała unosi się samotnie w samym sercu pogrążonego w chaosie miasta, opierając się zmasowanym atakom sił Cocoon. Na naszej drodze spotkamy wielu bezlitosnych przeciwników, ale także zyskamy nie oczekiwanych sprzymierzeńców. Bohaterów tego aktu będzie bowiem wielu, a przeznaczenie zdaje się prowadzić ich w stronę jednego, tajemniczego celu. To czego każde z nich szuka i pragnie, oraz jak splotą się ich losy, by ramię w ramię stanąć w obliczu nieznanego, dowiecie się tylko grając. Więc, grajcie.

JRPG to gatunek, który rządzi się swoimi prawami i od wielu lat pozostaje on w stosunkowo jednolitej i niezmiennej postaci. Mogłoby się wydawać, że jest odporny na wszelkie próby wprowadzenia większych zmian do jego klasycznej koncepcji, stąd też ma równie wielu miłośników, co przeciwników. I tutaj niespodziankę przynosi Final Fantasy XIII. Okazuje się, że Square Enix wprowadziło kilka bardzo istotnych zmian w swojej najnowszej produkcji i chociaż nie są przełomowe, to kto wie, czy może nie jest to zapowiedź jakiejś ewolucji gatunku. Czy elementy te są dobrą i pożądaną rzeczą, czy też całkowicie niepotrzebną i chybioną decyzją, zależy już od każdego gracza indywidualnie.

ffxiii_2

Pierwszą i najważniejszą zmianą jaka zaszła w Final Fantasy XIII jest wyrzucenie z gry pewnych kluczowych do tej pory elementów jRPG. Mianowicie zrezygnowano z wielkiej, rozległej mapy, swobody eksploracji świata, wyboru ścieżki, otwartych miast, licznych NPC, z którymi można było wchodzić w interakcje, czy to w postaci dialogów czy innych czynności, a także dużej ilości zadań pobocznych. W związku z tym, można się było spotkać w Internecie z określeniem jakim obdarzono trzynastą odsłonę Finali – „Biggest Dungeon Crawler”. Jest w tym pewna doza prawdy, jednakże jest to nazwa bardzo wyolbrzymiona i złośliwa. Poszczególne mapy i obszary, po których się poruszamy, to rysujące się przed nami proste ścieżki, po których zmierzamy od punktu A do punktu B mniej lub bardziej krętą drogą, po drodze co rusz wdając się w walki z kolejnymi grupami przeciwników, stacjonującymi na całej długości naszej drogi. Urozmaicenia tych „wycieczek” występują najwyżej w postaci pięknych krajobrazów, zróżnicowanych lokacji, uruchamianych przez skrypty przerywników filmowych lub, od czasu do czasu, znajdującego się na końcu znojnej podróży bossa. Jeżeli weźmie się pod uwagę fakt, że przez jakieś 20 godzin gry Final Fantasy XIII nie zachwyca dynamicznym rozwojem fabularnym, to tego typu pełzanie po ograniczonych mapach, gdzie co zakręt musimy wdawać się w kolejną potyczkę z podobnymi grupami wrogów, naprawdę może zmęczyć i znużyć gracza. Bogu dziękować, że po pewnym czasie otrzymujemy dostęp do obszaru Gran Pulse, jedynej tak otwartej i wielkiej lokacji, gdzie możemy sobie ponabijać levele i zmierzyć się z bardzo wymagającymi bossami. Otrzymujemy także dostęp do opcjonalnych zadań pobocznych, które jednak nie są specjalnie rozbudowane, a ich liczba to bodajże około 64 questy. Jednak w tym momencie nikt już nie powie, że Final Fantasy XIII to tylko i wyłącznie wielki dungeon, a misji pobocznych w ogóle nie uświadczymy. Czy wszystkie te zmiany można określić jako dobre? W pewnym sensie tak. Po pierwsze, takie uproszczenie pozwalało twórcom lepiej skupić się na projektach lokacji, szczegółach poszczególnych poziomów, opowiedzianej historii i bohaterach. Uwierzcie mi, że po tych 20 godzinach gry robi się coraz bardziej interesująco. Okazuje się, że czasami lepiej zrobić mniejsze mapy, ale niezwykle bogate w szczegóły i znakomicie dopracowane, odstawić na bok grindowanie i rozmowy z bezmózgimi NPC-ami kosztem dialogów i grafiki. Czasami, co nie oznacza zawsze. Żałuje, że mimo przynależności do gier RPG, zabrakło wyborów kwestii dialogowych, gdyż nic innego nie pozwala tak wczuwać się w postacie. Jednakże dzięki tym modyfikacjom, nowy Final staje się tytułem znacznie bardziej przystępnym dla nowicjuszy, dopiero rozpoczynających swoją przygodę z gatunkiem jRPG. Ja osobiście przyjąłem te zmiany raczej pozytywnie. Nie zostały one przeprowadzone i przemyślane perfekcyjnie, nie ustrzegły się błędów i wad, cieszy mnie jednak, że ktoś się na to wszystko odważył.

ffxiii_3

Teraz rzecz, która naprawdę bardzo mi się spodobała, zyskując moją błyskawiczną aprobatę. Mam tu na myśli system walki, interfejs i rozwój postaci. Trzy znakomicie zrealizowane elementy, które pozwalają na dynamiczną, emocjonującą i łatwo przyswajalną w swoich regułach walkę, stanowiącą, jakby nie patrzeć, lwią częścią całości rozgrywki. Bitwy toczymy w czasie rzeczywistym, przenosząc się wraz z naszą drużyną na osobą „arenę”, gdzie toczymy pojedynek z przeciwnikami – czy to jednym, czy kilkoma. W danym czasie sterujemy albo drużyną, składającą się z dwóch czy trzech postaci, albo, czasami, jedynie postacią główną. Zarówno podczas walki, jak i poza nimi, w czasie poruszania się po mapie, bezpośrednio kontrolujemy tylko bohaterkę lub bohatera, którzy w danym momencie gry pełnią główną rolę w fabule. Dzięki czemu będziemy mieli przyjemność wcielić się w każdą postać Final Fantasy XIII. Reszta naszej drużyny wykonuje podczas potyczek automatyczne akcje, w zależności od aktualnie przypisanej mu roli. Nie możemy wybierać im umiejętności, jakich mają użyć, a więc zdajemy się na SI. Tylko o co chodzi z tymi rolami? Mianowicie każda postać może specjalizować się w kilku stylach walki, na początku maksymalnie trzech. Są to, na przykład, Commando, specjalista od zadawania obrażeń fizycznych, Ravenger, władający żywiołami, czy Sentinel, pełniący rolę tankera, odciągający przeciwników od słabszych członków drużyny. Możemy je łączyć w dowolne konfiguracje drużynowe, między którymi podczas walk można się szybko i sprawnie przełączyć. Na przykład rozpoczynamy potyczkę konfiguracją czysto ofensywną Commando-Ravenger-Ravenger, aby szybko zadać obrażenia i „przełamać” odporność przeciwnika, wprowadzając go w tryb „stagger”, podczas którego przez określony limit czasu nasze obrażenia wzrastają nawet o 999 procent – jest to jedyna metoda na pokonywanie bossów i radzę szybko ją opanować. Po zadanych obrażeniach, szybko możemy się przełączyć w, dajmy na to, konfigurację defensywną Sentinel-Medic-Medic, gdzie uleczymy obrażenia, a Sentinel przetrzyma odwet naszych przeciwników. W walce towarzyszy nam znany już z innych odsłon pasek ATB, który, podzielony na segmenty, odpowiada za liczbę danych technik i ataków jakich możemy wykonać, łącząc je w łańcuch combosów. Im potężniejsze zdolności, tym więcej segmentów pochłaniają. Pasek napełnia się z czasem, co daje czas wrogom na przeprowadzenie swoich ataków, a nam na szybkie przemyślenie sytuacji. Oprócz tego możemy przy odpowiednich warunkach i w krytycznej sytuacji wezwać summona, a fanom serii takie imiona jak Bahamut i Shiva powiedzą wystarczająco wiele. Same walki są trudne, wymagają taktycznego myślenia, podejmowania błyskawicznych decyzji i ciągłego manipulowania konfiguracjami ról postaci. Bez tego nie ma nawet co marzyć o pokonaniu bossów, czy bardziej wymagających grup przeciwników. Można także włożyć między bajki stwierdzenie, że walki w Final Fantasy XIII są proste i wystarczy tylko walić w jeden przycisk. Cóż, jeśli ktoś skończył grać po pierwszych 5 godzinach, to pewnie ma prawo tak sądzić. Jedynym mankamentem walk to często ich nadmierna ilość, a co za tym idzie, powtarzalność. Czasami widząc kolejną grupę wrogów przede mną, wydobywałem z siebie pełne znużenia westchnienie, marząc by fabuła wreszcie się ruszyła, a ci wrogowie byli już ostatnimi.

Jeżeli chodzi o system awansu i rozwoju postaci to Square Enix należą się tutaj gratulacje. System nazwany został Crystalium i polega na rozwijaniu poszczególnych umiejętności, poprzez odblokowywanie kolejnych kryształów, które dodają naszym postaciom nowe moce, pasywne zdolności i premię do cech. Całość przedstawiona jest w formie „ścieżki”, gdzie, by odblokować kolejny kryształ i przejść na wyższe stadia rozwoju, trzeba odblokować wszystkie, lub większość poprzednich umiejętności. Każda rola ma swoją osobną ścieżkę kryształów, ale spokojnie da się mniej więcej równocześnie rozwijać kilka ról, choć w późniejszych etapach gry jest to mało opłacalne. Awansowanie pożera punkty CP, które otrzymujemy za walki i postęp w grze. System jest niezwykle łatwy do zrozumienia i opanowania, prosty, odpowiednio rozbudowany, a przy tym atrakcyjny graficznie. Dodatkowo warto wspomnieć o upgradowaniu przedmiotów. Również ono okazało się łatwe i intuicyjne, oferując przy tym dużą swobodę i dobrą zabawę. Przedmioty można konfigurować i zmieniać na wiele sposobów, dając możliwość odblokowania naprawdę mocnych bonusów.

ffxiii_4

Jeżeli chodzi o samą fabułę, to Final Fantasy XIII jest prawdziwą, pełnokrwistą, epicką historią, żeby nie powiedzieć baśnią. Klasyczna opowieść o walce rebeliantów z zepsutą władzą, która za nic ma wolność i życie swoich poddanych. I cała ta epickość jest w odpowiednio prosty sposób ujęta. Nie ma tutaj skomplikowanej, pełnej zaskakujących zwrotów akcji fabuły, rozbudowanych intryg i kryjących się w cieniu tajemnic. To wręcz podręcznikowa, zrealizowana z dużym rozmachem, historia o walce dobra ze złem, dojrzewaniu, przyjaźni, odpowiedzialności i nadziei. A w tle wyidealizowany romans i bój o miłość, która przezwycięży wszystko. Czy maluje wam się to banalnie? Dla mnie nie. Nie wyobrażam sobie innego przedstawienia opowieści w tej grze. Najważniejsze jednak, że w miarę upływu czasu fabuła wciąga, staje się coraz bardziej interesująca i mocno trzyma przed ekranem, utrudniając oderwanie się od rozgrywki. Niestety są też wady. Po pierwsze, bardzo wolne rozkręcanie się historii, gdyż potrzeba naprawdę dość dużej ilości czasu być dać się w pełni porwać fabule. Grę można ukończyć w około 50-60 godzin, a więc trzeba przetrwać mniej więcej pierwszą połowę, która czasami będzie nas w pewnych momentach nużyć. To może zniechęcić niektórych graczy, jednakże od siebie pragnę wystosować prośbę, by wytrwali do końca, gdyż naprawdę warto.

Postaci jest stosunkowo mało, z nazwanych występuje ich chyba około 20. Nas jednak interesuje sześcioro śmiałków, których poprowadzimy na spotkanie przeznaczenia. Trzeba przyznać, że poprzeczka była wysoka. Seria zdążyła wykreować całą plejadę wręcz kultowych postaci, których imiona każdy fan Final Fantasy rozpozna. A co z naszymi nowymi protagonistami? Pierwszą ich zaletą jest zróżnicowanie. Każda postać ma swój unikalny charakter, wygląd zewnętrzny, zachowania, a nawet towarzyszącą im w tle ścieżkę dźwiękową. Wbrew pozorom i obawom niektórych graczy (w tym moim), nie ma tutaj tak naprawdę głównej bohaterki, czy bohatera. Lightning, która została ikoną tego tytułu, pełni tak samo ważną rolę jak każda inna postać. Fabuła poświęca im swój czas mniej więcej równomiernie, albo chociaż stara się tak czynić. Z pewnością moją sympatię zdobył sobie przede wszystkim Sazh i Snow. Sazh, Afroamerykanin to zdecydowanie najdojrzalsza ze wszystkich postaci, o najbardziej realistycznym charakterze, nieprzerysowanym lub wyidealizowanym, jak w przypadku pozostałych. Snow z kolei to typowy, stu procentowy „olbrzym o złotym sercu”, prawy, uczciwy, słowny, który chce chronić wszystkich. Ale jednocześnie niezwykle pozytywnie zakręcony, zawsze mający pod ręką jakiś dobry tekst.  Jeśli chodzi o resztę postaci, to na początku połowa z nich, szczególnie Lightning i Hope, mocno mnie irytowały i życzyłem im nie najlepiej, później jednak sytuacja się poprawiła. 50 godzin fabuły to jednak coś. Przez mniej więcej pierwszą połowę gry postacie mogą się wydawać mocno banalne i naiwne, bez szans na jakąkolwiek zmianę. Jednakże kolejne godziny i rozdziały historii ujawniają nam fragmenty z ich przeszłości, ich prawdziwe motywy, obawy i tajemnice. Nie należy się jednak spodziewać skomplikowanych portretów psychologicznych. Każda postać reprezentuje pewien charakterystyczny dla japońskich tworów schemat i tak miało być. Są dość rozbudowane, ale wciąż brakuje im głębi. Sporą winę ponoszą tutaj dialogi, które są, co by tu dużo nie mówić, w dużej liczbie przypadków, słabe, patetyczne i kiepsko zaplanowane. Mimo tylu godzin gry nie potrafiłem wczuć się w postacie, w ich emocje, zżyć się z nimi na dobre i na złe. Bardzo je polubiłem, ale czegoś jednak zabrakło. Być może mnie również zaczynają już nudzić przerysowane reakcje i nagłe, przyspieszone zmiany w postawach bohaterów. Inna sprawa to brak antagonisty z prawdziwego zdarzenia. Absolutnie złego i robiącego wrażenia „badassa”. Kilku kandydatów było, jednakże żaden nie sprostał zadaniu. Ech, a przydałby się kolejny Sephiroth czy Golbez. Na szczęście postacie najnowszego Finala zostały dobrze zaprojektowane, wprawdzie szału nie ma, ale powinniście ich polubić.

ffxiii_5

Pora przejść do tego, co tak wielu ludzi wychwala po niebiosa. Grafika. Co tu dużo mówić, z pewnością jest piękna. Przede wszystkim mam tutaj na myśli filmiki, które co jakiś czas będą gościły na ekranach naszych telewizorów. To, co jest w nich zaprezentowane potrafiło wysłać moją szczękę na podłogę sąsiada poniżej, zaś oczy rozszerzyć na połowę twarzy. Wspaniała animacja, mnogość szczegółów i najdrobniejsze dopracowanie detali, że nie wspomnę o fenomenalnych efektach świetlnych, ostrych jak brzytwa teksturach, wspaniałej grze cieni, mimice twarze i wielu innych rzeczach, które po prostu pozostawiają pozytywne uczucia i szczery podziw. Ślicznie prezentuje się także oprawa wizualna bezpośredniej rozgrywki, czyli walk i poruszania się po mapach, a także przerywnikach robionych na silniku gry. Prezentowany jest nam znakomity poziom, niemniej można dostrzec niekiedy uproszczone tekstury na drugim planie, czasami niedopracowane niektóre tła czy obiekty. Żeby każdy dobrze zrozumiał: grafika z filmików to nie grafika z rozgrywki. Choć oba te elementy robią wrażenie, to dzielą je jednak wyraźne różnice. Ale i podczas rozgrywki jest na czym zawiesić oko. Plaże i zachody słońca, panoramy miast, odbicia wody, spływające po twarzach postaci krople deszczu, kwiaty i zielone, dzikie puszcze, a także niebo i różnorakie bestie. Największe gratulacje pragnę jednak wyrazić wobec projektów lokacji, maszyn, statków, potworów, broni i wielu innych elementów. Są po prostu wspaniałe i bardzo dokładnie przemyślane. Potyczki również nie zostają w tyle. Świetliste efekty ataków, piękne kolory i wszechobecna, naprawdę robiąca wrażenie, płynność ruchu i animacji. No i przede wszystkim uznanie należy się modelom postaci i szczegółom z nimi związanymi. Emocje na twarzach, uśmiechy, ruchy ciała, animacja, synchronizacja ruchu warg z wygłaszanymi kwestiami, powiewające kosmyki włosów, oczy i ich wyraz. Cudownie po prostu. Nie nazwę grafiki w Final Fantasy XIII krokiem milowym, ale z pewnością jedną z najpiękniejszych gier, a może i najpiękniejszą w historii. Wypada jednak tutaj uczciwie zaznaczyć, że grafika na konsoli Xbox 360 jest jednak troszkę gorsza niż w przypadku PlayStation 3. Nie są to jednak, wbrew obawom, różnice tak straszliwe, by posiadacze konsol Microsoftu czuli się pokrzywdzeni lub oszukani. Niezależnie od wszystkiego grafika jest na najwyższym poziomie, a Sqare Enix odwaliło tutaj kawał dobrej roboty.

Ostatnim zasadniczym elementem jest muzyka, która po prostu zachwyca. Orkiestra, chór oraz instrumenty elektryczne tworzą razem piękną ścieżkę dźwiękową. Delikatne, pełne uczucia utwory, dynamiczne i podniosłe kawałki potrafią nieraz trafić w samo serce. Czasami jednak można tutaj odczuć pewien przesyt, bowiem wiele utworów i dźwięków często się powtarza, a parę razy w sytuacjach zupełnie nie pasujących atmosferą. Ale i tak przez większość gry muzyka idealnie uzupełnia się z dialogami i zdarzeniami, a także ładnie podkreśla charakter lokacji. Szczerze mówiąc, żywiłem obawy, czy angielski dubbing będzie dorównywał japońskim dialogom. Aktorzy spisali się jednak znakomicie, doskonale wczuwając się w powierzone im do odegrania postacie. Potrafili oddać specyfikę osobowości każdego z bohaterów czy antagonistów. Zostałem tutaj niezwykle pozytywnie zaskoczony, tak więc bez obaw proszę zaufać jakości angielskiego dubbingu.

ffxiii_6

Final Fantasy XIII to godny następca wszystkich poprzednich odsłon serii, choć nie mogę powiedzieć, że spełniła wszystkie oczekiwania. Wolny rozwój fabularny, zbyt duża ilość walk, wciągająca, ale jednocześnie prosta fabuła, sympatyczni, ale nie dość rozbudowani bohaterowie. Mimo pięknej grafiki i muzyki, a także epickiej historii, zabrakło mi jednak głębi, ostatecznego dopracowania, niczym nieprzerwanej dynamiczności, ciągłego napięcia, oraz śledzenia fabuły i rozwoju postaci z zapartym tchem. Również zakończenie nie było tak mocne jak się tego spodziewałem. Usatysfakcjonowało mnie, jednakże miałem nadzieję na lepsze zamknięcie historii. Final Fantasy XIII to naprawdę bardzo dobra gra, a także przedstawiciel gatunku jRPG, który poważył się na zmiany, może nie do końca udane, ale które mogą wyznaczyć nową drogę dla statycznego do tej pory gatunku. Fanów nie muszę zachęcać, gdyż nie sądzę żeby się zawiedli. Przede wszystkim chciałbym jednak polecić grę wszystkim posiadaczom konsol next gen, z uwagi na to, że moim zdaniem, warto zapoznać się z tym tytułem. Stanowi on także doskonałą pozycję dla wszystkich graczy, którzy chcieliby rozpocząć swoją przygodę z grami jRPG, bowiem mimo pewnych wad Final Fantasy XIII zapewnił mi dużo dobrej zabawy, zasługując przy tym na bardzo dobre noty, a także na waszą uwagę.

Na plus: 

  • Final Fantasy!
  • Epicka i długa historia
  • Znakomity system rozwoju postaci i system walki
  • Piękna grafika i muzyka
  • Płynna animacja
  • Wciągający gameplay
  • Wspaniałe projekty
  • Zmiany w gatunku

Na minus:

  • Ilość walk
  • Wolno rozkręcająca się fabuła
  • Brak głębi
  • Brak prawdziwego badassa

Ocena końcowa: 8,5/10

Autor: Mitsurugi
Data: 12 listopada 2013, 15:02

Komentarze na temat “Final Fantasy XIII – Recenzja”

  1. sawisis napisał(a):

    Ta gra to arcydzieło (ale tylko z japońskimi głosami). Jaki brak głębi? A że fabuła powoli się rozkręca to chyba dobrze. W dodatku była wielowątkowa i dosyć skomplikowana.

  2. Tarai napisał(a):

    Wysoka ocena. Ja swoją przygodę z FFXIII zakończyłem już na czwartym chapterze i zwyczajnie się znudziłem. Oczekiwałem od nowego FF już nie tyle wciągającej fabuły, co po prostu czystego funu, tak jak to miało miejsce w Final Fantasy XII, który był bardzo grywalny. Niestety, nie znalazłem ani jednego, ani drugiego. Wszędzie czytam, że ta gra się długo rozkręca, ale ile można się rozkręcać? Mam ochotę teraz powrócić do tego tytułu, stąd czytam nagle tą reckę. Zrobię to już chyba tylko i wyłącznie dla odhaczenia tytułu i możliwości stwierdzenia z czystym sercem, że trzynastka jest mierna.

    • Nox_A15 napisał(a):

      Według mnie świat przedstawiony jest fajny, historia uciekinierów odrzuconych przez społeczeństwo to całkiem dobra baza pod emocjonującą opowieść, a postacie są sympatyczne, ale XIII niestety nie sprawdza się jako gra. Ma totalnie skopane tempo rozgrywki i prowadzenia akcji – gdy zacznie się coś emocjonującego, twórcy będą trzymali Cię w tym samym stanie przez najbliższe cztery godziny (do znudzenia). No i po niektórych wątkach widać, że planowano więcej, niż ostatecznie zrobiono. Myślę, że ta historia o wiele lepiej sprawdziłaby się jako krótki serial, albo film pełnometrażowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *