»Gamescom 2014 – Relacja (dzień 1-3)

Megazord activated!

Megazord activated!

[Izzy]

Witamy serdecznie w ten jakże piękny dzień! Wybaczcie nam „lekkie” opóźnienie z relacjami, ale brak Internetu na froncie utrudnia nieco upload. Ale nie martwcie się! Dzisiaj postaramy się przedstawić Wam nieco więcej materiału – zarówno naszego grafomaństwa, jak i fociszy. Myślę, że opowiem nieco o halach w takiej kolejności, w jakiej zwiedzaliśmy, okej?

Hala 8

Zaczynamy w takim razie od hali nr 8, w której znajdują głównie najwięksi producenci gier F2P oraz producenci sprzętu. Szczerze mówiąc, jeżeli ktoś jest mocno zajawiony na League of Legends, to mógł spokojnie spędzić tutaj praktycznie cały dzień. Gigantyczne, świetnie udekorowane stoisko Riot Games, na którym odbywają się co chwila różnorodne konkursy, prezentacje, warsztaty cosplay, jest przedsionkiem dla wielkiej sceny, gdzie rozgrywają się mecze League of Legends Championship Series oraz Challenger Circuit. Profesjonalne drużyny esportowe walczą ze sobą o bilet wstępu na światowe mistrzostwa. Powiem Wam, że emocje tutaj sięgają zenitu – publika szaleje. Musielibyście to zobaczyć na własne oczy!

Zieeeeew...

Zieeeeew…

Zaraz obok kolejny gigant, jeżeli chodzi o sektor darmowych gier – Wargaming.net – wraz z ich czterema grami, czyli World of Tanks, World of Tanks Blitz, World of Warplanes oraz World of Warships. Na temat samych czołgów oraz samolotów nie rozpiszę się zbytnio, bo jeżeli chcecie, to pobierzcie te gry i przekonajcie się sami. Co prawda muszę wspomnieć o World of Tanks Blitz, który jest portem na urządzenia przenośne (pokazywano wersję na iPada) i powiem szczerze, że jeżeli tylko zostanie poprawione celowanie (straszny auto-lock!) to warto się zainteresować tematem. Uproszczony względem oryginału, ale bardzo grywalny, przystosowany do tabletów i całkiem nieźle wyglądający klon jest od maja dostępny w niektórych europejskich krajach, a w USA od końcówki czerwca. Nowością za to był pokazywany w zamkniętym pomieszczeniu (brak możliwości robienia fotek, wybaczcie) World of Warships. Tak jak mnie nigdy nie bawiły gry pokroju Silent Hunter, tak w WoWships chętnie pogram. Do naszej dyspozycji został oddany tryb misji, w którym w drużynie 6-osobowej musieliśmy rozprawić się z flotą przeciwnika oraz ochronić nasz lotniskowiec. Mogliśmy wybrać jeden z 6 statków – po jednym na każdą z klas (bodajże destroyer, cruiser, battleship itp.), warto wspomnieć, że modele zostały zaprojektowane z wielką dbałością o szczegóły i wyglądają świetnie. Do sterowania szybko przywykłem i nawet udało mi się wykręcić niezły wynik. Widać, że gra jest jeszcze w wersji alfa, bo tu i ówdzie czaiły się różnorakie błędy, jak przenikanie przez tekstury, przenikające pociski, czasem dziwne zachowanie statków. Jednak po zagraniu tej jednej misji wiem, że na pewno poświęcę temu tytułowi chwilkę, jak tylko będzie dostępny.

Kolejnym stoiskiem było Bigpoint GmbH promujący przede wszystkim Drakensang Online – internetowego klona Diablo, niestety, według mnie gorszego klona. Dużo lżejszy klimat od produkcji Blizzarda, mniej szczegółowe otoczenia, wszystko nieco bez wyrazu. Co prawda w tego typu grach najważniejsza nie jest oprawa, a mechanika, ale tutaj też system nieco kulał – mało dynamiki, mało skilli, mało wszystkiego. Być może jakbym pograł dłużej i od początku to bym się wciągnął, ale na razie stwierdzam, że to nie dla mnie.

Oprócz wyżej wymienionych gier można było zagrać w całą masę mniejszych tytułów, ale to już nie o ich promowanie chodziło, tylko o sprzęciwa! Samymi grami przemysł nie żyje, w końcu na czymś trzeba pograć, nie? Na tej hali rozstawione były stanowiska Nvidii, Roccat oraz Alienware, gdzie pograliśmy na ich sprzęcie, tudzież akcesoriach. Z tego co widzieliśmy, to ludzie bardziej zainteresowani byli gadżetami, które te firmy rozdawały, niż graniem, ale cóż… Każdy ma swój interes w przychodzeniu na targi, czyż nie?

It's a me, Nintendo!

It’s a me, Nintendo!

Warto jeszcze wspomnieć o strefie rekreacyjnej, która w tym roku (w odróżnieniu do dwóch poprzednich edycji) okazała się lekkim niewypałem ze względu na pogodę. „Plaża” z siatkówką plażową, drink barem oraz leżakami umieszczona była zaraz za drzwiami hali ósmej, a obok niej grille, ciężarówka z wielkim ekranem (a tam Street Fighter IV), pokazy sztuczek na motocyklach – ogólnie było na co patrzeć i gdzie odpocząć, ale w tym zimnie i/lub deszczu nie należało to do najprzyjemniejszych miejsc. I jeszcze jedna skarga z mojej strony – motocykle jak najbardziej na plus, ale pokaz bez salta w tył?…

Hala 9

Powoli zmierzamy do hali 9, a tam: Nintendo, Square Enix, Oculus VR, Pillars of Eternity oraz dwie inne sceny esportowe. Zaczniemy może od SE, bo tam spędziliśmy najwięcej czasu. SE nie pokazało w sumie nic nowego, ale można było ciornąć w parę z ich tytułów. Zaczęliśmy od FFXIV, gdzie pochodziło się drużyną ośmioosobową, aby zmierzyć się z bossami znanymi ze świata FF – m.in. Ramuhem czy Leviathanem. Na każdym komputerze można było zagrać inną klasą postaci. W sumie nic nowego szczerze powiedziawszy, ale grało się całkiem przyjemnie.

Dalej chwilka przy Kingdom Hearts HD 2.5 Remix, czyli też nic nowego (chociaż warto obczaić różnicę, bo nieco strojów się zmieniło). Pograliśmy jeszcze w Theatrhythm Final Fantasy: Curtain Call, kolejną iterację przyjemnej gry rytmiczno-muzycznej z muzyką zaczerpniętą ze wszystkich części Final Fantasy. W skrócie: wybierasz sobie drużynę, wybierasz kawałek do zagrania i walczysz – a wszystko w stylu super deformed, kolorowe i „słodkie”. Co tu więcej powiedzieć? Wypróbowaliśmy tryb multiplayer, który jest zwykłym score attack, ni mniej, ni więcej. Lekkim rozczarowaniem okazał się być dla nas mobilny Dragon Quest VIII, który zaliczył jakoś w zeszłym tygodniu lekką wtopę – Internet wyśmiewał się z literówki w nazwie „Dargon Quest”. Muszę przyznać, że to jest stary, dobry DQ ze sterowaniem przystosowanym do tabletów/telefonów, ale to co się rzuca w oczy to straszna niespójność graficzna – tak jakby każdy z rodzajów assetów przygotowywał inny team. Na przykład ściana jest ładna i „pikselowa”, bez rozmycia, a obrazy wiszące na ścianach rozmazane, w trochę mniejszym stopniu niż kwiatek, który pod nimi stoi. Coś tutaj jest nie halo.

Grywalna wersja Splatoon od Nintendo (Wii U). Strzelanie się farbą jeszcze nigdy nie wyglądało tak zabawnie

Grywalna wersja Splatoon od Nintendo (Wii U). Strzelanie się farbą jeszcze nigdy nie wyglądało tak zabawnie

Nie samą Japonią jednak się żyje, dlatego parę słów o Pillars of Eternity – jeżeli miałbym określić produkcję Obsidian Entertainment jednym mianem, to stwierdziłbym, że to „Duchowy następca Wrót Baldura”. Jeżeli coś ma być kolejnym RPG-iem, który przejdzie do historii, to obstawiam ten tytuł. Wiem, wiem, tutaj strona o japońskich grach, już będę cicho…

Oprócz tego było parę mniejszych firm, stoisk i tak dalej, ale według mnie na większą uwagę zasługiwały kolejne sceny esportowe – tym razem organizacji ESL (a na niej różne gry, głównie Counter-Strike: Global Offensive) oraz scena Dr Pepper All-Stars. Fani esportu mieli sporo do roboty tutaj.

Nieco się rozpisałem, dlatego przekazuję klawiaturę dalej, być może do Serfera? Serfer?

[Serfer]

A ode mnie kilka słów na temat The Order, Far Cry 4, Until Down, Hotline Miami 2 i Metal Gear Solid V: Phantom Pain. Zacznijmy od początku.

Swoje polowanie na najważniejsze gry targów zacząłem od przestania 40 minut w kolejce do zamkniętego stoiska Sony. Najpierw dorwałem się do Until Down, czyli horroru na pierwszy rzut oka przypominającego hybrydę Silent Hilla i F.E.A.R.-a. Co ciekawe, samo demo zaczęło się od ankiety na temat naszych growych preferencji. Gra zapytała mnie m.in. o to, czy w horrorze wolę, by produkcja trzymała mnie w ciągłym napięciu, czy np. dręczyła nagłymi straszakami. Wnioskuję po tym, że twórcy gry sami nie są do końca zdecydowani na to, jaką produkcję chcą stworzyć i to niestety widać w samej grze. Tak jak pisałem na początku, kojarzy się ona z Silent Hillem, a to dla mnie dobry znak. Odpowiednie oświetlenie, powolne ruchy samej bohaterki i podejrzane, ale subtelne dźwięki wspaniale budowały klimat. Niestety czar prysł, gdy przy otwarciu pierwszych drzwi pojawiła się straszna, wrzeszcząca paszcza jakiejś wiedźmy. Przywołało to wspomnienia z początków Internetu w Polsce i popularnych wtedy screamerów. Chwilę później musieliśmy zakończyć granie, gdyż przyszła kolej na innych ludzi. Sam nie wiem co sądzić o tej grze, mam nadzieję, że twórcy jednak pójdą w stronę budowania świetnego klimatu, a nie na tanich zabiegach mających na celu nagłe przestraszenie gracza.

A na horyzoncie Kraina Odrodzona

A na horyzoncie Kraina Odrodzona

Kolejną produkcją, którą miałem okazję ograć było wyczekiwane przez graczy The Order: 1886. Demo było dosyć krótkie, trwało zapewne niecałe 10 minut. Było trochę strzelania, ratowanie jednego z kompanów, kilka scenek fabularnych i jeszcze więcej strzelania. Wszystko to już mieliśmy okazję widzieć na gameplay’ach pokazywanych wcześniej. Gra wygląda bardzo dobrze, aczkolwiek nie było wg. mnie jakiegoś efektu „wow”. Za to klimat jest naprawdę fajny, połączenie steampunku i wiktoriańskiej Anglii robi piorunujące wrażenie i pozwala natychmiast wczuć się w grę. Niestety najsłabszym elementem jest sama rozgrywka. Jest nudna i mdła, przerywana co chwilę skryptami i cutscenkami. Miałem wielkie nadzieje widząc pierwszą zapowiedź tej gry, niestety po ograniu czar prysł. Szkoda.

Następne było Far Cry 4, w które niestety nie grałem zbyt długo, może dlatego, że nie jestem jakimś wielkim fanem serii. Udało mi się wjechać do bazy przeciwnika taranując wrota siedząc na grzbiecie słonia i przy okazji robiąc kompletną rozwałę przy pomocy ciężkiego karabinu maszynowego. Po tym zdaniu już wiecie jakiego typu gameplay’u można się po tej grze spodziewać. Niestety zalicza spadki animacji, a i sama grafika nie powoduje opadu szczęki, szczególnie w porównaniu do kolejnej produkcji, o której napiszę kilka zdań.

Naruto z Kolonii z pozdrowieniami dla Cella ;)

Naruto z Kolonii z pozdrowieniami dla Cella ;)

Metal Gear Solid V: The Phantom Pain. Po każdym pokazie tego tytułu jaram się nim jak głupi. Nie inaczej było tym razem, chociaż początek był dosyć słaby. Mieliśmy okazję zobaczyć z pozoru podobny gameplay do tego z E3, jednak tym razem prowadzący podszedł do misji w zupełnie inny sposób. Po podjechaniu na koniu w okolice bazy, zaznaczył przeciwników. Zauważył, że jednej z patroli poruszających się samochodem ciężarowym zbliża się w jego kierunku. Sam Snake w tym momencie wsiadł na konia, podjechał nim na środek drogi i kazał mu zrobić… kupę. Po odjechaniu w bezpieczne miejsce naszym oczom ukazał się iście hollywoodzki poślizg. Po tym wszystkim gracz podbiegł do samochodu i użył funkcji Fulton Recovery System znanej z Metal Gear Solid: Peace Walker. Polega ona na tym, że praktycznie do wszystkiego możemy przypiąć balon i odesłać ów przedmiot bądź żołnierza do naszej bazy. Ale to nie wszystko, gdyż po chwili ujrzeliśmy Fulton w akcji użyty na kozie. Och, Kojima.

Następnie zobaczyliśmy opcję przewijania czasu i tym razem Snake ruszył na bazę przeciwnika w nocy. Prowadzący postanowił rozwalić jeden z generatorów, dzięki czemu wysiadł prąd w całej bazie. Jednak przeciwnicy są czujni, po chwili zaostrzyli patrole, a następnie przyleciał helikopter. W międzyczasie zobaczyliśmy w akcji jeszcze kilka razy Fulton, Snake’owi udało się zdobyć potrzebne informacje i rozpocząć przygotowania do opuszczenia bazy. I tutaj zrobiło się bardzo interesująco. Gracz podbiegł do wrogiego samochodu, podczepił C4 i użył pod helikopterem przeciwnika Fulton Recovery System. Gdy obie maszyny znalazły się na tej samej wysokości, zostało użyte C4 i cała kupa żelastwa runęła na ziemię. Wyglądało to fenomenalnie.

Włóczka będzie modna na początku przyszłego roku

Włóczka będzie modna na początku przyszłego roku

Ale to jeszcze nie wszystko. Mieliśmy okazję zobaczyć funkcję online w Metal Gear Solid V: The Phantom Pain. Gameplay zaczął się od podpłynięcia do Mother Base innego gracza. I tutaj powoli klaruje nam się wizja tego, jak bardzo będziemy mogli customizować naszą bazę. Wroga forteca wyglądała zupełnie inaczej od tej, którą mieliśmy okazję ujrzeć w ostatnim trailerze. Inna kolorystyka, loga, układ platform, itd. Osoba prowadząca zaczęła powoli infiltrować bazę, odsyłać kontenery i żołnierzy do swojej kryjówki. Wszystko to wyglądało rewelacyjnie, grafika jest cudowna, animacje Venom Snake’a są świetne. Sama rozgrywka zakończyła się bliskim spotkaniem z pociskiem wystrzelonym z rakietnicy wrogiego Snake’a. Nasza misja zakończyła się niepowodzeniem, wrogi gracz wykrył naszą obecność.

Wspominałem jeszcze o Hotline Miami 2 i tutaj będzie krótko. Jest to samo co wcześniej, tylko lepiej. Jeżeli podobało Wam się oryginalne Hotline Miami, zamawiajcie w ciemno. Jedyne co mnie trochę odpycha, to sterowanie na konsoli (PlayStation Vita), ale to zapewne kwestia przestawienia się z PC-towej wersji.

I to by było na tyle. Jest chwilę po 15:00 w sobotę, mam nadzieję, że uda mi się zobaczyć lub zagrać w jeszcze kilka innych gier.

Ciąg dalszy nastąpi…

Zdjęcia zostały wykonane od 13 do 16 sierpnia włącznie.

Autor: Izzy
Data: 17 sierpnia 2014, 18:53

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *