»Golden Sun: Dark Dawn – Recenzja

gsdd_recenzja_1

Nadszedł Świt

Pierwszy Golden Sun wyszedł na światło dzienne w 2001 roku, za sprawą Camelot Software Planning i praktycznie z miejsca dorobił się statusu jednego z najlepszych jrpg na GBA, jeśli nie najlepszego. W pewnych kręgach stanowi pozycję kultową, podobnie jak jego następca, Golden Sun: The Lost Age, który kontynuował historię zapoczątkowaną w pierwszej części, rozwijając dodatkowo wiele pomysłów. Dziś, po wielu latach, Golden Sun nareszcie ożywa, wskakując z pełną siłą na ekrany DSów, fani wreszcie się doczekali. Czy będą usatysfakcjonowani? A co z nieobeznanymi z serią? Zapraszam do lektury. 

Nic nowego pod słońcem

Jeżeli mieliście przyjemność zagrać w poprzednie części Golden Sun, będziecie w siódmym niebie. Dark Dawn zawiera w sobie wszystko to, co uczyniło poprzedniczki tak zacnymi grami. Wygląda bajecznie, ma przemyślane puzzle, są tu efektowne walki, są djiny i kombinowanie z nimi – starzy fani GS błyskawicznie poczują się jak w domu. Zresztą wrócicie nawet w pewne znane miejsca… To wciąż ten sam kocioł z eksploracją, turowym systemem walk oraz zagadkami do rozwiązania za pomocą psyenergii wymieszanymi ze sobą w rozsądnych proporcjach. Jednak czasy się zmieniły, gry wyewoluowały a DD nie wnosi wiele nowego, wciąż będąc dość klasycznym jrpg, tak naprawdę głównie powiela znane już schematy. Co nie zmienia faktu, że Weyard nigdy nie było tak sugestywne, dopracowane i zapięte na ostatni guzik. Naprawdę potrafi na nowo zachwycić starym światem.

goldensundarkdawn_recenzja_2

Chodź, opowiem Ci bajeczkę, bajka będzie długa… 

Golden Sun: Dark Dawn rozpoczyna się 30 lat po wydarzeniach znanych z poprzednich części. Jest więc wciąż kontynuacją i zachowuje ciągłość serii. Świat przez te lata zmienił się dość znacząco, żyjąc we względnej sielance, ale, rzecz jasna, w końcu musiało się to skończyć. Znani z Golden Sun bohaterowie zestarzeli się, dorobili zarostu, natomiast na wielką przygodę wyruszają… ich dzieci. Fabuła wciąż kręci się wokół psyenergii i alchemii, nie jest to może jakaś szczególnie wyrafinowana historia, ale spełnia swoje zadanie. Nie jest również tajemnicą, że seria Golden Sun od zawsze opowiadała historię w specyficzny sposób. Mianowicie postacie rozmawiały używając setek słów tam, gdzie czasem wystarczyłyby dwa, trzy zdania. Nie inaczej jest w DD – bohaterowie naprawdę długo rozwodzą się nad problemami, co może wywołać frustrację u osobników pragnących akcji. Czasem takie rozwinięcia są uzasadnione, czasem jednak można odnieść wrażenie, że owe zabiegi mają na celu wyłącznie sztuczne przedłużenie czasu gry. Tak czy inaczej to, czy uznamy to za wadę zależy od punktu widzenia. Ponadto powraca, w zmienionej formie, system odpowiedzi na pytania. Jednak znowu nasza odpowiedź nie ma praktycznie żadnego znaczenia, ot, usłyszymy inny dialog i tyle. Dużym plusem jest za to fakt, że nowi w uniwersum Golden Sun nie zostali pozostawieni na lodzie, w grze znajduje się encyklopedia wyjaśniająca wszystkie ważniejsze terminy, opisująca miejsca czy postacie. Do gry dołączana jest też rozkładana mapa świata, z którą łatwiej się połapać w Weyard. 

Oślepiający blask

Co prawda posiadaczem DSa jestem od niedawna, jednak widziałem na żywo i w kolorze wiele gier na tę platformę i z całą pewnością mogę stwierdzić, że DD to jej ścisła czołówka. Grafika jak na możliwości DSa jest świetna, pomimo przejścia w 3D udało się zachować bajeczny klimat lokacji, kamera nierzadko popisuje się latając z jednego miejsca na drugie, zupełnie jakby developerzy chcieli pokazać „popatrz, to 3D, daliśmy radę!”. Tak, zdecydowanie dali radę. Oczywiście tła 2D w poprzedniczkach prezentowały się lepiej, jednak przejście w trzy wymiary odbyło się bezboleśnie. Lokacje są przepiękne, walki też, summony świetnie wykorzystują dwa ekrany, choć można się czepić, że nasi przeciwnicy nie są szczególnie oryginalni. Jest jeszcze coś: nasi bohaterowie wyglądają inaczej podczas walk i podczas exploracji, mamy tu dwa różne modele tych samych postaci. Niby nic takiego ale jednak trochę psuje spójność. Również OST z nowego Golden Suna prezentuje się rewelacyjnie, nowe kawałki błyskawicznie wchodzą w ucho i zachowują pewną spójność z muzyką z całej serii. Fani ucieszą się też na obecność starych kawałków (nieco zremiksowanych). Natomiast efekty dźwiękowe nie zachwycają. Spora część z nich jest… zupełnie taka sama jak na GBA. Nie są najprzyjemniejsze dla ucha, w tym aspekcie nowy Golden Sun kuleje, trochę psując ogólne wrażenie. 

goldensundarkdawn_recenzja_3

Z motyką na słońce

Wielu ludzi narzeka, że DD jest grą zbyt łatwą. I rzeczywiście, nie będzie trudno wygrać walki starym wyjadaczom, również puzzle nie wydają się zbyt ciężkie do rozwiązania (są za to całkiem rozległe!). Golden Sun nie jest rzucaniem się z motyką na słońce, jest raczej przyjemną podróżą. Ale wystarczy obrać sobie za cel znalezienie i zdobycie wszystkich djinów, a gra nabiera rumieńców, nie jest to bowiem banalne zadanie. Samo przypisywanie djinów do konkretnych postaci (przez co uzyskujemy zmiany w statystykach i umiejętnościach) może i nie ma większego wpływu na rozgrywkę, ale daje frajdę i wprowadza element kombinowania. Dark Dawn nie jest też pozbawione bossów opcjonalnych, których pokonanie jest zdecydowanie większym wyzwaniem niż parcie do przodu z głównym wątkiem. Warto się też zastanowić, która z ostatnio wydanych pozycji była tak naprawdę trudna? 

Oświecenie

Przyznam się, że na siłę wręcz szukałem wad tej pozycji, biorąc poprawkę na to, że przecież znam i lubię serię Golden Sun, więc najpewniej wystawię ocenę trochę na wyrost. Gdybym miał wystawić ocenę będąc całkowicie subiektywnym, Dark Dawn dostałoby mocną dziewiątkę. Po prostu kupiłem ten świat z całym inwentarzem i nie zwracałem specjalnie uwagi na wady. Oświeciło mnie, gdy zrozumiałem, że nowy Golden Sun jest dokładnie tym, czego chciałem. Jednak mamy tutaj standardowe, randomowe walki, nieprzyjemne efekty dźwiękowe, pewne odcinanie kuponów, przydługawe dialogi i nie do końca wykorzystany potencjał Dual Screena. Historia jaką opowiada DD, choć trzyma się kupy, również nie jest specjalnie mocnym punktem. Dlatego nowy Golden Sun dostaje „tylko” ósemkę z plusem. Wciąż jest to ocena wysoka, bo pomimo wad, gra broni się sama. Nie daję gwarancji, że przypadnie do gustu każdemu, warto jednak spróbować.

Na plus:

  • stary dobry Golden Sun
  • świetna oprawa
  • przemyślane zagadki

Na minus:

  • mało nowości względem poprzedniczek
  • przydługawe dialogi
  • efekty dźwiękowe

Ocena końcowa: 8+/10

Autor: Sitheral
Data: 18 lutego 2014, 12:20

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *