»Japanicon 3 – Relacja

Długo zabierałem się do tej relacji, gdyż miałem dylemat jak ją napisać i zastanawiałem się czy będę w miarę obiektywny. W końcu niegdyś byłem zaciekłym hejterem MiOhi i ich konwentów bez żadnego logicznego powodu, a teraz jako członek grupy PZTA jestem blisko związany z każdym ich przedsięwzięciem. Trochę czasu od samego wydarzenia już minęło, emocje opadły i mogę teraz na chłodno i spokojnie opisać to wydarzenie. Zapraszam więc do, mam nadzieję, ciekawej lektury.

Konwenty MiOhi zaczynają się dla mnie i zapewne dla wielu uczestników dość szybko, i nie chodzi mi tutaj o szybsze wpuszczenia w sobotę. Otóż na ich konwentach można pojawić się już w piątek jeśli ktoś przybywa z daleka, a tak zazwyczaj jest w moim wypadku. Rozwiązanie wręcz wspaniałe i szkoda, że tak rzadko spotykane na konwentach innych ekip. Naprawdę nie rozumiem tego, że jednym ekipom przeszkadzają konwentowicze w rozstawianiu się, a innym już nie. Zapewne problem tkwi gdzie indziej, ale to temat na inną dyskusję.

Do Poznania przybyłem bez problemu i będąc bogatszym o doświadczenia z zeszłego roku zakupiłem bilety zawczasu, gdyż w tym mieście kupimy je wszędzie (sklepy spożywcze, pizzerie, wypożyczalnie video) tylko nie u kierowcy… Parodia, ale co zrobić. Miejscówka konwentu, niezmiennie ta sama, położona kawałek drogi od dworca, aczkolwiek tym razem dojechać było łatwiej. Okolica całkiem spoko, była Biedronka, pizzerie, niedaleko znajdowały się też fast foody, tak wiec jeśli komuś nie odpowiada to co można zjeść na konwencie, mógł w dowolnym momencie wszamać co tylko chciał.

Jak już wspomniałem wcześniej na konwencie zjawiłem się w piątek, przy czym na miejscu zastałem kilka grupek z różnych stron kraju, a dookoła uwijali się helperzy. Przetestowałem szkolne automaty z napojami by przekonać się, że jeden od roku wciąż jest częściowo sprawny. Postanowiłem odpowiednio wcześniej zapoznać się z planem sal, co by podczas konwentu nie błądzić. Ten mały rekonesans się przydał bo plan był zupełnie inny niż rok wcześniej, ot chociażby sushi przeniesiona zza konsolówki w okolice wystawców, a sama konsolówka zajęła miejsce sushi. Nowe rozmieszczenie sal uważam za pozytywne, hałaśliwe atrakcje w jednym miejscu, panelówki i konkursowe w innym, kulturowe w jeszcze innym a sleepy w osobnym skrzydle. Rozwiązanie jak najbardziej na plus. Pogawędziłem z ze znajomymi, których nie widziałem przez dłuższy czas (dwa miesiące to sporo w skali konwentowej) i uciąłem sobie krótką drzemkę aby być przytomnym podczas swoich atrakcji.

Sen długo nie trwał gdyż konwent wzywał, poszedłem zobaczyć jak się miewa jeden z moich ulubionych elementów konwentowych czyli kolejka i ta o dziwo mimo niemałych rozmiarów poruszała się bardzo sprawnie i co warto podkreślić wpuszczano przed otwarciem konwentu. Coraz częściej staje się to standardem i bardzo dobrze, gdyż nie po to płaci się za bilet by tracić kilka godzin atrakcji. Mając mało czasu wydrukowałem w biurze konwentowym materiały do atrakcji, co stanowi jest kolejną pozytywną cechę konwentów MiOhi: zawsze jest drukarka by poratować twórcę atrakcji.

Zasiadłem wygodnie w sali niestety tłumów nie bylo, z jednej strony można to wytłumaczyć początkiem konwentu. Większość ludzi szuka miejsc w sleepach, część jeszcze nie weszła na konwent, a jeszcze inni pierwsze co robią to korzystają z mnogości wystawców (tych było naprawdę multum, zabrakło może dwóch, trzech większych stoisk). Według mnie jednak przyczyną małego zainteresowania był błąd w informatorze, niestety jeden z paru dość rażących, a napisane w nim było że wiedzówka jest z uniwersum FF XII zamiast XIII. Korektor spał przy tym konwencie, ponieważ oprócz tego na jednej z sal było napisane Sala „kultorwa”, prowadziłem również panel o „chodzących” bijatykach no i trzeba też wspomnieć o niechlubnym już „Koran” roomie. No, ale cóż zdarza się, miejmy nadzieję, że tego typu wpadek więcej nie uświadczymy. Z następną atrakcją było już znacznie lepiej, na panel krytykujący Nintendo przyszło całkiem sporo osób i podyskutowaliśmy sobie (co najważniejsze bez fanbojstwa i wrzasków, miło czasem pogadać na poziomie).

Po pierwszych atrakcjach miałem chwile wolnego, wiec postanowiłem pozwiedzać konwent, nabyć kilka gadżetów no i sprawdzić kto w ogóle przyjechał. Ludzi było całkiem sporo, z tego co słyszałem to przez całą imprezę przewinęło się około 1300 osób co jest naprawdę niezłym wynikiem, bo nic nie zapowiadało takiej liczby. Kupiłem kilka gier u Dojiego i ruszyłem dalej. Konsolówka robiła dobre wrażenie, na wejściu rozłożony był nawet dywan! Fakt zabezpieczał on kable, ale przez ten ułamek sekundy poczułem się ważny. Sprzętowo też bez zarzutu, ba był nawet Rocksmith. Fajnie, że coraz droższe i nowocześniejsze sprzęty pojawiają się na konsolówkach.

Wolny czas szybko zleciał, tak to już jest gdy człowiek się dobrze bawi, i nadszedł moment na poprowadzenie moich dwóch ulubionych atrakcji czyli screenówki i OSTówki growej. Wyszły całkiem miło mimo iż przygotowywane były trochę w pośpiechu. Po 4 intensywnych godzinnych prowadzenia konkursów z malutką godzinna przerwą, która zleciała jak z kałacha strzelił postanowiłem, że trzeba zgromadzić wyżerkę na noc konwentową zanim zamkną główne wrota. Zakupy w krótkich spodenkach i krótkiej koszulce jak to zwykle bywa zrobiły furorę wśród miejscowych zmarźlaków, zaś ja się orzeźwiłem i mogłem wracać do pracy.

Rzuciłem tylko okiem na Cosplay, tłum jak zawsze, a mnie wzywały obowiązki, wiec wróciłem na kolejne atrakcje. Czekał mnie do poprowadzenia panel porównujący konwenty mangowe i fantastyczne, martwiłem się frekwencją z racji cosplayu, ale jednak ludzie dopisali i trochę sobie podyskutowaliśmy o różnicach między nimi. Pojawiły się także wypowiedzi ludzi będących na konwentach za granicą, wiec dyskusja była ciekawa i owocna. Okazało się, że u fantastów wcale nie jest tak różowo. Chciałem coś kupić w sklepiku szkolnym, który miał całkiem niezły asortyment, ale jednak tak szybko jak go otwarto tak równie szybko zamknięto i już nie otworzono do końca konwentu. W międzyczasie zaobserwowałem też sprawne działania ochrony, która pokazywała nietrzeźwym konwentowiczom że dla nich impreza już się skończyła.

Potem czekał mnie maraton z Ludkiem i jego growymi atrakcjami, ludzi było sporo mimo iż w innych salach też atrakcji nie brakowało. Tu też warto wspomnieć o plusach MiOhi, że sale są czynne niemal non-stop, niektóre atrakcje elektroniczne są na chwile zamykane, ale wynagradzają to właśnie sale tematyczne. Od nadmiaru growych atrakcji zrobiło mi się ciepło wiec postanowiłem pójść pod prysznic a tam niespodzianka, prysznice na trzy godziny tylko dla obsługi. Z jednej strony rozumiem, każdy chce się umyć z drugiej, zająć aż oba na tyle czasu? Ponadto po ich otwarciu i tak ekipa wchodziła się myć, wiec nie rozumiem zbytnio zabiegu. Skoro już o higienie mowa to warto wspomnieć o stanie toalet. Ten nie był wcale taki zły, nie widziałem często ekip sprzątających, ale widocznie musiałem się z nimi rozmijać bo brudu nie uświadczyłem, a i papieru nie brakło.Poprowadziłem jedną ze swoich ostatnich atrakcji i udałem się na spoczynek gdyż zaczynało już świtać a miałem jeszcze poprowadzić dwa panele, więc wypadałoby się zdrzemnąć.

Krótkie spanko i funkcjonujemy dalej. Na początek panel o PSXie, całkiem ciekawie szło i do tego miałem Internet na kompie, więc na bieżąco mogłem pokazywać co mam na myśli, to jedna z zalet tej szkoły, że w salach z komputerami jest dostępny Internet co już rok temu uratowało mi skórę gdy atrakcja „została” w domu. Konwentowicze pomału zgodnie z niedzielnym zwyczajem zaczęli opuszczać conplace, a wystawcy wraz z nimi. Szkoda trochę, że ludzie tak szybko się ewakuują w niedziele, ale co zrobić. Pożegnałem się z paroma znajomymi co już opuszczali teren konwentu i udałem się na ostatnią swoją atrakcję. Niestety nikt nie przybył przez 20 minut, więc opuściłem stanowisko i cieszyłem się końcówką konwentu.

Ludzi wymiotło już niemal wszystkich, więc rozpocząłem pakowanie, konwent już właściwie się zakończy. Pożegnałem się z reszta pozostałych jeszcze na placu boju znajomych zebrałem swoich i ruszyłem na pociąg by udać się w długą podróż powrotną.

Japanicon 3 w mojej pamięci zostanie jako dobry i sprawnie prowadzony konwent ze sporą ilością uczestników bez większych mankamentów i zgrzytów, ale z drugiej strony bez większych fajerwerków (albo to ja po tylu konwentach na koncie mam wygórowane oczekiwania). Oczywiście taki konwent też trzeba umieć zorganizować, co MiOhi wyszło świetnie i na czwórce, jeśli się odbędzie, to na pewno się pojawię.

Autor: CELL767
Data: 24 stycznia 2014, 02:36

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *