»Japanicon 4 – Relacja

Poznań to takie specyficzne miasto, gdzie z jednej strony jest przeogromny moloch Pyrkon, z drugiej jakieś tam próby mniej lub bardziej udane miejscowego fandomu ze wskazaniem na to pierwsze z masą odwoływanych konwentów, w tle których zazwyczaj był jakiś mniejszy lub większy skandal. Tu wkracza firma Miohi, która postanowiła zmienić ten stan rzeczy i zrobić własny cykl imprez w tym mieście. W dniach 19-20 października odbyła się czwarta już edycja konwentu o nazwie Japanicon. Jak było tym razem? Przeczytacie poniżej.

Jako, że na konwenty Miohi można przyjechać dzień wcześniej to postanowiłem skwapliwie skorzystać z tej okazji i udałem się wraz ze znajomymi samochodem. Podróż upłynęła bez zwyczajowych rewelacji (nie licząc błądzenia po Bydgoszczy w poszukiwaniu jedzenia by ostatecznie przyjechać minutę po zamknięciu KFC), a na sam konwent bezpiecznie dotarliśmy w okolicach pierwszej w nocy.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to…uwaga…kolejka do akredytacji. Wszyscy, którzy przybyli wcześniej byli od razu sprawdzani co nie zawsze miało miejsce na innych konwentach, aczkolwiek zazwyczaj wszyscy się znają, wiec można to zrozumieć. Szybko odebrałem skromnego acz wpasowującego się w konwencję identa, opaskę którą założyło mi same szefostwo (lans) oraz informator. Plan budynku dostępny był dopiero rano (na którym znajdowały się szczegółowe informacje na temat gry konwentowej), ale do tego czasu zapoznałem się już z ułożeniem sal, który był niemal identyczny jak rok temu i dobrze, bo po co zmieniać coś co jest dobre? Miło że konwent odbywa się cały czas w tym samym miejscu, bo w okolicy jest świetna baza sklepowo-fastfoodowa, a i dojazd nie jest jakiś tragiczny, jedynie trochę trwa.

Ruszyłem gdzieś zostawić swoje kilogramy złomu i znalazłem sleep po brzegi wypełniony znajomymi, więc ulokowałem się w nim, pozwiedzałem teren konwentu w poszukiwaniu większej liczby dawno niewidzianych osób no i dokończyłem kilka atrakcji których przez awarię PC nie byłem w stanie dopieścić w domu. Zrobiło się późno, wiec uciąłem sobie drzemkę, aby rano być rześkim i wypoczętym…zzzz…

Wstaję sobie grzecznie rano, wkładam szlafrok i widzę pokaźną kolejkę. Miałem trochę obaw co do frekwencji z powodu odbywającego się w tym samym czasie Poznań Game Arena, ale zupełnie niepotrzebnie. Ba, twierdzę wręcz, że te imprezy się nieźle uzupełniły bo ludzie po PGA przychodzili przenocować na konwencie. W ten oto sposób pękło ponad dwa tysiące ludzi wraz z obsługą konwentu. Naprawdę bardzo dobry wynik. Niestety z racji tłumów kolejka przesuwała się dużo wolniej niż rok temu i jej rozładowywanie trochę trwało, chociaż akredytacja dwoiła się i troiła, no cóż zdarza się.

Godzina dziesiąta wybiła, wypadałoby wpaść na jakieś atrakcje. Na co można pójść na początku konwentu? Oczywiście obowiązkowo na „Twój pierwszy raz na konwencie” pod tą intrygującą nazwą kryje się świetny panel niemal zawsze prowadzony przez niezawodnego Duo. Niestety z winy instytucji której hasłem przewodnim jest „Ważne że jadę” prowadzący nieco się spóźnił, ale na szczęście szybko znalazło się zastępstwo, a gdy sam Duo dotarł już na miejsce w swoim stylu dokończył swoją atrakcję.

Mając chwilkę przerwy postanowiłem obejrzeć jak żyje konwent. Stoisk jak zawsze było multum, wystawcom sprzyja układ budynku, bo gdziekolwiek konwentowicz nie chciałby pójść to musi przejść przez ocean stoisk i w końcu nawet największy skąpiec wyda trochę grosza. Ja niestety przyjechałem tak spłukany że zbytnio się nie obłowiłem. :( Prócz stoisk znalazło się też miejsce by wszamać tradycyjne sushi, a także coś słodkiego czy napić bąbelkowej herbaty. Ciekawostka, po dwóch edycjach jeden z automatów z napojami był w końcu sprawny, faktycznie do trzech razy sztuka!

Najedzony i zaopatrzony w odpowiednią ilość płynów podtrzymujących wilgoć w ustach, udałem się na pierwszy kilkugodzinny blok atrakcji. Zaczęło się od konkursu screenów z gier, tym razem z tematem przewodnim, a mianowicie były to gry steamowe. Niestety trafił się większy nerd ode mnie i zająłem „tylko” drugie miejsce. Na szczęście po konkursie szybko to sobie zrekompensowałem gdyż zamieniłem się miejscami z prowadzącym by przeprowadzić mój własny quiz w którym mój pogromca nie załapał się na podium. Pysznie. Ponowna zamiana miejscami z Ludkiem i tym razem czekało mnie dwugodzinne słuchanie piosenek z gier steamowych. Zrehabilitowałem się i pokrzepiony zwycięstwem postanowiłem opuścić salę by zaczerpnąć konwentowego powietrza.

Mając przed sobą chwilkę wolnego skorzystałem z okazji by odwiedzić salę z rozrywką elektroniczną. Odkąd dysponuję własnym sprzętem nie jestem w nich tak częstym gościem, ale dziennikarski obowiązek nakazywał zajrzeć. Na pierwszy rzut poszedł Pop’n Music przywieziony jak zawsze przez Grega. Gra trochę się zmieniła po ostatniej aktualizacji, a i ja wyszedłem z formy. Nie chcąc się kompromitować przy Gregu szybko czmychnąłem do sali Glow Ultra Star. Salę jak zwykle prowadził weteran Beny i jak zwykle było tam tyle ludu, że łatwiej dostać się do lekarza bez łapówki niż do mikrofonu. Pozostało mi jedynie iść do ostatniej sali muzycznej na tym piętrze, czyli Rock Banda, a tam również bez zmian. Ciemno i mrocznie i kolejkowo, chociaż nie aż tak jak salę wcześniej. Ostatni do zaliczenia pozostał mi DDR Room, tam pograłem kilka piosenek by stwierdzić, że jednak trzycyfrowa waga nie pomaga w tym sposobie rozgrywki.

W międzyczasie udałem się w pobliże maina co nie było zbyt dobrym pomysłem, gdyż tłum oczekiwał tam na opóźniający się przez występ gejsz cosplay. Przestałem chodzić na tę atrakcję wieki temu gdyż nie bardzo kręci mnie trzymanie miejsca przez godzinę i przeciskanie się przez tłum. Dla ciekawych tej atrakcji podam że w kategorii Grupa wygrała scenka z Spirited Away, a solowo wygrała Lola.

Jako wielki fan i kolekcjoner gier nie omieszkałem zajrzeć też do konsolówki, w której było trochę sprzętu, ale z racji sporej sali wydawała się pustawa, aczkolwiek z drugiej strony nie trzeba było chodzić z klamerką na nosie i można było spokojnie zasiąść przy jednym z dziewięciu stanowisk by udowodnić wyższość nad innymi konwentowiczami. Prócz rozrywek elektronicznych nie zabrakło też miejsca dla fanów bardziej tradycyjnych metod spędzania wolnego czasu. Ci mieli do wyboru albo salę J-Games lub salę z planszówkami, w każdej gier do wyboru do koloru.

No cóż, miło było, ale trzeba wracać do pracy i tworzyć kolejne atrakcje. Tu warto zaznaczyć jedną kapitalną zaletę tej szkoły. W każdej niemal sali jest stacjonarny komputer z podłączonym internetem, więc zawsze można na bieżąco uzupełnić swoją prezentację z czego nie omieszkałem skorzystać na panelach growych prowadzonej w tej sali, winny takiemu stanowi rzeczy mój (ex)komp został zdegradowany do roli stołka.

Na pierwszy ogień poszedł panel o historii prasy growej w Polsce wersja rar. Czemu rar? Gdyż musiałem skompresować panel w godzinę gdyż przed zgłaszaniem atrakcji nie miałem pojęcia, że prasy o tej tematyce w Polsce wyszło aż tyle. Sam mam w domu kilkaset egzemplarzy kilkunastu różnych pism, a w trakcie przygotowań odkryłem drugie tyle. No nic, poprawi się i powtórzy kiedyś. Potem czekała mnie moja ulubiona część konwentu czyli sprint na drugi kraniec szkoły i wiedzówka fandomowa do poprowadzenia. Wpadło kilku wyjadaczy i okazało się ze ciężko stworzyć dla nich pytanie, na które nie znaliby odpowiedzi – trzeba będzie to zmienić na Mokonie ]:-> Po wiedzówce nadszedł czas na klasyczne fandomowe pranie bru…tj. merytoryczną dyskusję o aktualnym poziomie konwentów w Polsce i ich przyszłości. Pełna i żywa sala…lubię to! Potem powrót sprintem do sali growej na panel o odnowionym Final Fantasy XIV w którym dzięki właśnie internetowi pośmialiśmy się z drewnianego angielskiego w tymże tytule. Ostatnią atrakcją w tym bloku, którą miałem poprowadzić miała być dyskusja o aktualnym stanie przygodówek. Niestety nie zjawił się nikt zainteresowany tematem, więc ze znajomymi osobami na sali rozpoczęliśmy tradycyjne dyskusje o steamie wpierw racząc się seansem listy czterdziestu najgorszych filmów o rekinach, który co ciekawe ściągnął tłumy widzów. Ci jednak po projekcji opuścili salę.

Podczas obowiązkowego panelu o Gabenie i okolicach narodził się pomysł stworzenia najdroższego koszyka na steamie w dziejach. Udało nam się stworzyć koszyk wart ponad siedem tysięcy euro, niestety zabrakło chętnych do kupna. :( Zasmucony tym faktem opuściłem salę by rozprostować kości. Na głównej hali zauważyłem tłum ludzi, okazało się ze uczestnicy postanowili pomiędzy stoiskami zacząć prowadzić własne instant panele oraz wszelakie gry towarzyskie, z tego co wyczytałem po konwencie to spędzili tam kilka godzin. Takich to podziwiam, w przeciwieństwie do tych, którzy  nad ranem postanowili zrobić sobie podśpiewujący pochód. Niestety w tłumie był człowiek, którego waga przekraczała nawet moją, wiec byłem bez szans w starciu i odpuściłem moralizowanie i udałem się w kierunku sali panelowej.

Udałem się tam, gdyż czekał mnie do przeprowadzenia kolejny panel o moim aktualnym faworycie wśród anime czyli Inazuma Eleven. Na panelu spotkałem zarówno ludzi, którzy zapoznali się z serią dzięki Cartoon Network, pogadaliśmy sobie na luzie o tym jaka seria była i dokąd zmierza kolejno wyśmiewając kolejne coraz bardziej absurdalne pomysły za które kochamy tego animca.

Potem czekała mnie dwugodzinna nocna przerwa, którą postanowiłem wykorzystać na wycieczkę do konwentowego prysznica z racji małej ilości chętnych o tej godzinie. Niestety w moim sleepie wszyscy już smacznie spali, a ja miałem rzeczy na samym jego końcu, wiec wolałem ludzi nie budzić i zaczekać aż się przejaśni. Powłóczyłem się trochę po konwencie w celu zabicia czasu i wróciłem do swojej sali growej sprawdzić czy ktoś tam jeszcze żyje. W sali było trochę osób, ale wszyscy przybyli tam raczej w celu drzemki, w końcu dochodziła już szósta rano. Jako ze nie pojawił się nikt zainteresowany tematem to wszyscy postanowiliśmy uciąć sobie drzemkę.

Obudziłem się sam…na szczęście ze wszystkimi organami na miejscu, rozradowany tym faktem udałem się do sleepa mając nadzieję, że już nie śpią. Tak było, wiec zabrałem sprzęt i udałem się pod prysznic który na szczęście był w dobrym stanie, chociaż woda bardzo szybko traciła ciepło. Skoro jesteśmy przy warunkach sanitarnych to łazienki, a przynajmniej te które odwiedzałem nie były w obskurnym stanie, mimo iż nie spotkałem się w trakcie konwentu z żadnym kibel patrolem. Najwidoczniej działali bardzo dyskretnie, ale spełniając swoje zadanie.

Udałem się przeprowadzić ostatnią atrakcję, okazało się ze prowadzący nocny blok atrakcji zaniemógł i konwentowicze znów wzięli sprawy w swoje ręcę i zrobili sobie salę projekcyjną. Zawsze to jakiś pomysł na zabicie czasu, niestety musiałem przerwać tę sielankę by wywiązać się z obowiązku i przeprowadzić to co mi zostało. Nie jestem zadowolony z tej atrakcji, jakoś źle ją zaplanowałem i złożyłem, będzie trzeba się kiedyś zrehabilitować.

Koniec konwentu tuz tuż, wiec warto by coś zrobić z wygranymi punktami. Poszedłem więc do konwentowego sklepiku, który muszę przyznać nie był taki zły jak to ostatnio z nimi bywa na konwentach. Wziąłem sobie trochę nagród by stały ładnie zafoliowane na półce. Konwent już pustoszał, wiec udałem się na tournee po terenie, by jak co konwent zebrać kilka kilogramów nakrętek w słusznej sprawie, a przy okazji podczas trzeciego konwentu w tej szkole odkryć, że są w nim piwnice, brawo Ja.

Jak oceniam tegoroczny Japanicon? Zdecydowanie pozytywnie! Jest to jeden z najlepszych konwentów, na których byłem w tym roku, świetnie zorganizowany, bez wpadek i z niezłymi perspektywami na przyszłość. Ośmielę się stwierdzić ze jest to aktualnie najlepszy konwent spod szyldu Miohi i bankowo zagoszczę w Poznaniu także w przyszłym roku.

Autor: CELL767
Data: 24 listopada 2013, 23:18

Komentarze na temat “Japanicon 4 – Relacja”

  1. Kath napisał(a):

    Bardzo ciekawa relacja, podoba mi się. Szkoda, że tak mało napisane jest o cosplayu i nic o dwóch koncertach które się odbyły: Rose Mist i ShōGAI.

    • dżef napisał(a):

      podejrzewam, że redaktor Cell to jakiś nieprofesjonalny pseudo dziennikarzyna, który nie odwiedza innych wydarzeń na konwencie, aniżeli panele, prelekcje i konkursy. ;P

  2. dżefo napisał(a):

    Cell ocenia konwent pozytywnie, bo wrócił z pełnym portfelem XD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *