»Japanicon 5 – Relacja

Dowiadując się o kolejnej edycji Japaniconu organizowanej przez MiOhi zastanawiałem się czy przebije tegoroczną edycję Animatsuri. Na szczęście nie byłem zawiedziony, gdyż impreza była całkiem udana. Teraz mogę oficjalnie stwierdzić że MiOhi nie robią gier tylko konwenty. (Nasz redakcyjny kolega na jednym ze swych pierwszych konwentów, w trakcie panelu growego usłyszał nazwę MiOhi i zabłysnął pytaniem „Jakie oni robią gry” – CELL767).

Podróż oraz Day 0.

Piątek, który był dla mnie dniem wyjazdu na konwent, był dość uciążliwy. Prosto z uczelni musiałem biec do swojego miejsca zamieszkania, aby szybko się przygotować do „długaśnej” podróży. Przejazd samochodem z Płocka do Poznania, był dość uciążliwy, gdyż musieliśmy zahaczyć o stolicę. Brzydka pogoda, szaleni polscy kierowcy oraz korki w Warszawie doprowadziły do przedłużenia podróży, na szczęście w dobrym towarzystwie. Kolega z PZTA oraz koleżanka z konwentu zarazili mnie dobrym humorem konwentowicza, którego mi tego dnia brakowało. Koło godziny 21 dojechaliśmy na miejsce całego wydarzenia.

Wchodząc ujrzałem biegających konwentowiczów z całym swoim bagażem. Począwszy od zwykłych śpiworów, przez stroje do cosplayu, kończąc na drogich sprzętach typu konsole Nintendo do łapania innych streetpassów, albo drogich lustrzankach firmy Nikon czy Sony. Główny hol, jeżeli mogę tak ująć był bardzo ogromny, więc wystawcy mogli swobodnie się rozstawiać bez większych problemów. MiOhi znalazło idealną szkołę do dużego konwentu. Budynek był ogromny i czasami byłem troszkę zagubiony, szczególnie pierwszego dnia, gdy dosłownie biegałem po szkole i czułem się jak główny bohater „Persony 4” poszukując innej osoby, z którą miałem się spotkać. Po zapoznaniu się ze szkoła oraz okolicą spotkałem się z Cellem i od razu postanowiliśmy się gdzieś zaszyć w szkole, gdyż sleepy jeszcze nie były do użytku, a nie mogliśmy wszyscy spać na korytarzu, W końcu atrakcje same się nie zrobią! Padło na salę Rock Bandową z bardzo miłą obsługą :) Po dłuższej chwili „przygotowań do konwentu” postanowiłem popykać w Rock Banda oraz się „zameldować”. Z powodu dnia zero oraz problemów technicznych wraz z innymi uczestnikami oraz twórcami atrakcji, nastaliśmy się w długaśnej kolejce w szkole (kto stał ten stał – CELL767). Po dłuższej chwili rejestrowania, otrzymałem akredytacje na dzień zero i mogłem bezkarnie nocować w szkole. Poinformowano, że wszystkie niezbędne elementy konwentowicza otrzymam następnego dnia z odpowiednią opaską na rękę. Cała akredytacja odbywała się w wielkim chaosie oraz częściową „nieogarniętością” organizatorów. Z jednej strony rozumiem, gdyż twórcy nie chcieli zostawiać przyjezdnych konwentowiczów na zewnątrz w mokrą i dość chłodną noc, dlatego spontanicznie wpuszczali i akredytowali osoby na szybko. Po spotkaniu z Dredem i resztą ferajny z PZTA ulokowałem się w sleep roomie. Niestety moja nieogarniętość podczas pakowania doprowadziła do spania bez jakiegokolwiek materaca oraz kocyka.

Dzień 1

Po bardzo chłodnej i kiepsko przespanej nocy mogłem nareszcie przejść się po niezbędną kawusie, jedzenie oraz energy drinki na cały konwentowy dzionek. Poranny rozgardiasz i kilkuset metrowa kolejka na dworze zapowiadała tłumy na korytarzach, więc bezzwłocznie postanowiłem się zakredytować, aby otrzymać niezbędną smyczkę z identyfikatorem Mediów, nową konwentową opaskę, plan atrakcji i mapkę tej ogromnej placówki. Po otrzymaniu wszystkich przedmiotów mogłem rozejrzeć się po dostępnych stoiskach. Przypinki, poduchy, kubki, smyczki, zakładki do książek, mangi, koszulki, figurki itp. były dosłownie wszędzie. Oczywiście stoiska z mangami oraz grami na konsole interesowały mnie najbardziej, ale było miło się rozejrzeć i zobaczyć jak fanka danego anime znajduje plakat z swoją ulubioną postacią. Cosplayerki biegały po całym konwencie i były bardzo chętne, aby robić z nimi zdjęcia albo przytulić, jeżeli miały karteczkę z napisem „free hugs”. Przed panelami chętnie sprawdziłem konsolówkę i byłem bardzo mile zaskoczony. Było bardzo dużo konsol w tym obecność Xbox One oraz PS4 z najnowszą Fifą, o której później wspomnę. Było także miejsce na Dance Centralowe tańce oraz zabawy z Wii remotami. Obok konsolówki mieścił się pokój, w którym odbywał się turniej League Of Legends. Były miejsca dla widzów, więc osoby które preferują oglądanie nad granie z pewnością były zadowolone. Osobiście nie jestem fanem League Of Legends, lecz przyznam o bardzo fajnym pomyśle zorganizowania takiego konkursu. Może następnym razem DOTA 2 albo Quake Live?

O godzinie 10 rozpoczęły się pierwsze atrakcje konwentu. Postanowiłem, że pójdę na Wiedzówkę Randomową prowadzoną przez Ludka. Uczestników było niemało i konkurs był poprowadzony w bardzo przyjemnej atmosferze . Pytanie o średnią wartość odżywczą fasolki po bretońsku z biedronki trochę mnie przerosło, ale byłe bardzo zabawnie. Po konkursie zdążyłem spojrzeć na panel prowadzony przez Shippo o „przyszłości Wii U”. Ilość uczestników panelu równała się z liczbą wszystkich Wii u w Polsce, ale również było bardzo sympatycznie. Przy okazji złapałem większość streetpassów na konwencie. Potem posiedziałem na prelekcji o historii gier wideo i dowiedziałem się wielu bardzo ciekawych faktów. Po panelu postanowiłem znów rozejrzeć się po okolicy oraz przy okazji cosik zjeść. Była godzina 13, a ludzi na konwent nadal przybywało, kolejka ustała dopiero o godzinie 16, gdyż event zyskał zainteresowanie wszystkich animefagów z całego Poznania oraz okolic. Na korytarzach widziałem kolejki cosplayerek i cosplayerów do photo roomu, oraz wielkie zainteresowanie „Japan Challenge”. Po przerwie obowiązkowo poszedłem na panel o „tanim zapełnianiu kolekcji na Steamie”. Jako fan Gabena i jego platformy, chętnie wysłuchiwałem prowadzącego i dzieliłem się z innymi swoimi sugestiami dotyczącymi tanich promocji.

Następnie odbył się chyba najlepszy konkurs całego konwentu. Konkurs Pozowania – Video Games Edition. Konkurs przebiegł w świetnej atmosfera, gdyż próby zapozowania „Cho Aniki” doprowadzały mnie do płaczu ze śmiechu. Poleciały również screeny z Silver Surfera, bądź innych mniej lub bardziej znanych gier. Następną godzinkę powęszyłem po całym konwencie szukając jakiegoś konkretnego zajęcia. A później rozpoczęła się pierwsza konkurencja, w której zająłem pierwsze miejsce. Ostówka growa zawierała soudtracki z takich popularnych gier jak Metroid, Shin Megami Tensei: Persona, retro gry Capcomu itd. Następne panele spędziłem w miłej atmosferze aż do godziny 21 gdzie niecenzuralne słowa miały paść w konsolówce. Oficjalnie stwierdzam, że nigdy nie gram w gry piłkarskie z Cellem, gdyż nie mam zamiaru przegrywać 12:1(w dwumeczu bo było 7:1 i 5:0 – CELL767) w Fifie 14. Na szczęście po części zrewanżowałem się pojedynkiem w Dance Central, ale nadal nie byłem i nadal nie jestem w pełni usatysfakcjonowany.

Godzina 23, byłem bardzo nahajpowany na turniej we wcześniej wspomniany Dance Central, gdyż spędziłem wiele godzin przy densowaniu przed telewizorem w rytm popowej muzyki. Niestety byłem naprawdę mocno zawiedziony, gdyż turniej się nie odbył. Na początku kiedy uczestników było bardzo dużo, organizatorzy byli zajęci swoimi sprawami. Po godzinie opóźnienia organizatorzy „przypomnieli sobie o konkursie i zaczęli zbierać ludzi, prosząc m.in. mnie uczestnika, aby inni przyszli na turniej. Następnie po wstępnych przygotowaniach opóźnionych o dobre 90 minut, turniej miał się odbyć, niestety bez skutku, gdyż mieli problem z Kinectem, którym musiałem sam osobiście się zająć aby go naprawić, skalibrować itp. Koło północy podczas tak zwanej „przerwy technicznej” główny prowadzący usiadł i postanowił poprowadzić „spontaniczny panel o konsolówce”, w którym pytał nas czego byśmy oczekiwali od konsolówki. Nie oszczędzam miłych słów, ale to było bardzo żałosne, gdyż chciałem potańczyć wraz z innymi uczestnikami/uczestniczkami aby sprawdzić kto jest najlepszym tanecznym uczestnikiem konwentu. League of Legends przebiegło bez większych lub mniejszych problemów, a z jednym kinectem nie dali rady?! Nie mam pytań, ode mnie naprawdę spory minus.

Dzień 2.

Północ minęła po niezorganizowanym turnieju, to w takim razie rozpoczął się drugi dzień atrakcji. A ja dowiedziałem się dlaczego ATLUS nie kocha rynku europejskiego i pogawędziłem wraz z Dredem o chińskich bajkach oraz innych pierdołach, skoczyłem do bufetu gdzie się posiliłem konwentowymi zapiekankami i bardzo pysznymi smakołykami Takiyaki House. Następnie spędziłem czas na wielobranżowym konkursie okładkowym, w którym zająłem 3 miejsce, screenówka growa prowadzona przez Cella i była znacznie lepiej poprowadzona niż screenówka na Animatsuri. Bardzo duży plus! Zdobyłem 3 miejsce i od razu prędko popędziłem na panel o Personie, w którym rozmawialiśmy o Morderstwach i ludziach wrzuconych w telewizor. Następnie gdybaliśmy o przyszłości branży, omawialiśmy gry kanapowe i przespaliśmy w sali leżąc na biurkach całe kokursidło o LoLu. 2 godziny spania dodały troszkę energii aby przesiedzieć konkurs o osobach z branży gier. Poskutkowało ostatnim wygranym prze zemnie konkursu na całym konwencie. Niestety z powodu szybko upływającego czasu musiałem szybciej się zwinąć z konwentu, gdyż pociąg mógł uciec, na szczęście do tego nie doszło.

Podsumowując konwent był bardzo udany i lepszy od lipcowego Animatsuri. Bawiłem się świetnie, chociaż były rożne niedociągnięcia takie jak np. turniej Dance Central, nieprzyjemna ochrona oraz nieogarnięta akredytacja w dniu zero oraz następnym. Niestety podobnie jak na Animatsuri pogoda nie dopisała, gdyby było słoneczko mielibyśmy konwent wręcz doskonały.

Autor: Mkali_Vector
Data: 15 listopada 2014, 23:13

Komentarze na temat “Japanicon 5 – Relacja”

  1. westor napisał(a):

    Artykuł był bardzo ciekawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *