»JoJo’s Bizarre Adventure: All Star Battle – Recenzja

jojos_bizarre_adventure_all_star_battle_1

Może żeby nie było niedomówień zacznijmy od tego, że to nie jest gra dla wszystkich. To zdecydowanie nie jest gra dla wszystkich. Jeśli nie lubisz się wpatrywać w męskie superumięśnione postacie, to lepiej zagraj w coś innego. JoJo’s Bizarre Adventure: All Star Battle to bijatyka 3D bazująca na bardzo starej mandze – JoJo’s Bizarre Adventure. Czy jednak fani gar znajdą w tej grze coś dla siebie?

Po odpaleniu gry wita nas dosyć słabo wykonane intro. Nie przedstawia ono zupełnie nic. Oglądając je nie wiemy kto w historii jest dobrym bohaterem, kto złym. Jedyne co możemy z niego wywnioskować to to, że zdecydowanie za chwilkę będzie się działo. Po zaledwie półtorej minuty jesteśmy przeniesieni na ekran głównego menu. Podobnie jak w wielu innych grach bazujących na mangowych seriach możemy w tle usłyszeć kwestie wypowiadane przez seiyuu podkładających głos w anime. Umila to trochę przeglądanie ekranu, gdyż fani mogą spotkać swoje ulubione postacie, które normalnie w grze nie są grywalne.

jojos_bizarre_adventure_all_star_battle_2Stylistyka menusów i wszelakich dodatków wydaje się być wzorowana na grafikach pop art oraz stylu komiksowym. Wszystko jest bardzo przejrzyste. Możemy pobawić się zmieniając wiele ustawień rozgrywki, przejrzeć różne galerie odblokowujące się wraz z naszymi postępami, czy standardowo skalibrować nasz telewizor lub sprzęt audio.

Zostając jeszcze chwilkę przy stylistyce, która odgrywa jedną z najważniejszych ról w tym tytule – walki też są zdecydowanie ładne. Grafika nie jest prostym cel-shadingiem jak to często bywa w grach tego typu. Postacie są bardzo szczegółowo wykonane (możemy zobaczyć każde ścięgno ich gigantycznych mięśni… jeśli chcemy) i zdecydowanie przypominają swoje mangowe odpowiedniki – zostały dobrze przeniesione do 3D. Podczas używania ataków w różnych miejscach ekranu pojawiają się mangowe wstawki, czy onomatopeje opisujące wykonane kombinacje.

Na razie wszystko wygląda si (no może oprócz tych mięśni)? To niestety muszę Was zmartwić. Sama gra jest delikatnie mówiąc słaba. System walki jest bardzo uproszczony. Ataków nie można łączyć w żadne skomplikowane combosy znane z innych bijatyk. Bardzo często granie konkretnymi postaciami sprowadzało się do klepania wciąż i wciąż tej samej kombinacji. W trybie historii przedzieramy się przez osiem różnych rozdziałów, które nawiązują do akcji z mangi. Z założenia czym dalej, tym robi się trudniej, ale w Jojo’s Bizarre Adventure: All Star Battle niekoniecznie.

jojos_bizarre_adventure_all_star_battle_3

Mimo faktu, że niektóre walki wydają się być diabelnie trudne na początku, po tym jak ogarniemy do końca system gry zmienia się to diametralnie. Za wygrane starcia otrzymujemy pieniądze, które możemy poświęcić na wykupienie ulepszeń. Jakich? Na przykład swojej postaci damy odnawiające się życie, większe atak i obronę, a przeciwnikowi będziemy je wysysać. Nie muszę mówić, że tego typu sztuczki powodują pewien niedosyt – czujemy się jakbyśmy używali kodów. Niestety gra nie daje po prostu możliwości zmiany poziomu trudności – dla trybu historii jest jeden i już. Warto jeszcze dodać, że plansze zawierają tzw. “environment hazard” – są to elementy, które wpływają na naszą rozgrywkę, jak spadający żyrandol albo przejeżdżający przez pole bitwy samochód.

No dobra, a skoro nie single to może multiplayer? Tu nadal nie jest różowo. Ekipa z CyberConnect2 oddała do dyspozycji graczy około czterdziestu postaci. W Polsce część z nich pojawiła się 14 maja w formie DLC z około miesięcznym poślizgiem względem pełnej gry. Jeden z dodatków jest darmowy.

jojos_bizarre_adventure_all_star_battle_4Brak balansu to najlepsze słowa, którymi można opisać tę ferajnę. Niektóre z postaci są tak beznadziejnie słabe, że raczej powinny się pojawić w jakimś anime z magicznymi dziewczynkami, a nie „mięśniastymi” facetami. Oczywiście twórcy przesadzają też w drugą stronę – istnieją postacie, przeciwko którym walki to czysta frustracja i rozpacz.

Co tam jeszcze zostało? Ach, muzyka. Ta jest jak najbardziej przyjemna. Rockowe i metalowe utwory wpisują się w konwencję mordoklepek i idealnie podkreślają zarówno postacie jak i otoczenie. Warto też dodać, że imiona wielu bohaterów, czy umiejętności nawiązują mniej lub bardziej otwarcie do istniejących artystów i piosenek. Z tego co podpowiadali mi znajomi, w wersji international niektóre z imion zostały poprzekręcane, aby uniknąć niemiłych sytuacji prawnych.

Podsumowując, komu mógłbym polecić JoJo’s Bizarre Adventure: All Star Battle? Zdecydowanie jest to gra, którą przełkną nieliczni. Jeśli nie jesteście fanatykami serii albo umięśnionych facetów, to odpuśćcie ją sobie. Dla fanów bijatyk raczej słaba pozycja, dosyć dobra dla casuali, którzy chcą sobie pograć na konwencie. Dodam jeszcze, że platynowe trofeum na PlayStation 3 jest raczej proste do zdobycia, a zarazem dość szybkie.

Plusy

  • przyjemna komiksowa stylistyka
  • muzyka świetnie pasująca do bijatyki

Minusy

  • upośledzony system gry
  • brak balansu
  • mała różnorodność postaci
  • zdecydowanie skierowane tylko do fanów serii

Ocena końcowa: 3,3 / 10

Dziękujemy firmie Cenega za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: Lisek
Data: 24 maja 2014, 04:30

Komentarze na temat “JoJo’s Bizarre Adventure: All Star Battle – Recenzja”

  1. Ozjasz Goldstein napisał(a):

    Narzekanie na stylistykę JJBA przez autora najlepsze mimo, że ta manga ma lepiej dopracowane postacie i więcej stylu niż inne szoneny. Poza tym 14 maja to nieco ponad 2 tygodnie po premierze a nie około miesiąca. Nie rozumiem doczepiania się do fabuły w grze skoro wiadomo, że autorzy nie streszczą mu w niej dokładnie ponad 100 tomów mangi na której bazuje gra. Tak samo nie rozumiem jego potrzeby określenia kto jest dobry a kto zły w grze, z tego co wiem większość grających w bijatyki nie przykłada do tego zbytniej uwagi podobnie jak do fabuły gdyż skupiają się na gameplayu. Być może więc wynika to z jakiejś wewnętrznej potrzeby samego autora recenzji która przejawia się w utożsamianiu własnej osoby z fikcyjnymi postaciami z gry. Wyjaśniało by to też powód dlaczego w tak krótkiej recenzji aż tyle uwagi poświęcił swojej fobii na punkcie mięśni postaci. Co do systemu walki i jego uproszczeń to czego innego można było się spodziewać po firmie która dotychczas robiła pseudobijatyki na podstawie czegoś takiego jak Naruto? I tak nie jest tak źle jak mogło by być i mimo niedociągnięć gameplayu i tak jest całkiem znośne jak na pierwszą bijatykę (no bo chyba nikt poważnie myślący nie zalicza do tego gatunku wspomnianych wcześniejszych dokonań tej firmy). Co ciekawe autor recenzji odnosząc się do kwestii multiplayera zupełnie nie wspomniał o problemach z lagami podczas grania przez internet (na których to powinien się przede wszystkim skupić skoro pisze o multiplayerze) bo to właśnie na nie narzeka większość osób a nie na sam system walki gdyż nikt kto widział nazwę developera nie oczekiwał spektakularnego tytułu. Tak więc mimo obsesji autora na punkcie mięśni wystawiam tej ocenie szkolne 3.

    • CELL767 napisał(a):

      O ile mogę się osobiście zgodzić co do niektórych prezentowanych zarzutów to mówienie o Naruto jako pseudobijatyce jest śmieszne. Cyber Connect stworzyło w mijającej już generacji JEDYNĄ serię bijatyk która nie zeszmaciła się jak chociażby Tekken czy Soul, a wręcz rozwija. Mówi to człowiek który nienawidzi Naruto.

      • Tapczan napisał(a):

        Nie byłbym taki pewien czy jedyną. Przykład? Virtua Fighter.

        • CELL767 napisał(a):

          Ostatnia Virtua wyszła prawie 8 lat temu, potem otrzymaliśmy jedynie jej dopieszczoną wersję z automatów, wiec raczej kiepski przykład.

          • Ozjasz Goldstein napisał(a):

            @CELL767
            No niestety nie jest takie śmieszne gdyż „bijatyki” na podstawie Naruto nigdy nie były grami kierowanymi do fanów gatunku a jedynie do fanów tej kreskówki. Zresztą świadczy o tym sam fakt, że gameplay tych gier nijak się ma do tego co nadal prezentuje sobą zarówno Tekken jak i Soul. No ale spoko nikt ci nie broni być fanem gier o Naruto lecz mówienie o tym, że te serie zeszmaciły się do tego stopnia i, że niby gry o Naruto prezentują sobą znacznie wyższy poziom od nich jest co najmniej śmieszne. Zresztą o samym statusie gier o Naruto jako bijatyk świadczy sam fakt, że nikt w środowisku fanów bijatyk poważnie nie traktuje tych gier jako bijatyk. Co roku masz organizowane EVO które od wielu lat jest największym turniejem bijatyk na zachodzie skupiającym całe środowisko fanów tego gatunku i nigdy żadna z gier o Naruto nie zakwalifikowała się do turnieju w przeciwieństwie Tekkenów i Soulów które pojawiały się tam nie raz. Ten fakt dobitnie świadczy o poziomie gier o Naruto. Co do VF to akurat bardzo dobry przykład bo VF5 nadal pozostaje jedną z najlepszych bijatyk 3D co przyzna każdy kto trochę bardziej orientuje się w temacie. No i co z tego, że pierwsza wersja wyszła tyle lat temu a potem wychodził tylko zupdatowane rewizje? Dokładnie taki sam model stosują od zawsze inne firmy w stosunku do swoich serii bijatyk. Co więcej to pokazuje, że VF nadal jest żywe i ludzie chcą grać w tą serię.

  2. Tapczan napisał(a):

    Nie ma co się tak czepiać tego umięśnienia, bo gra jest skierowana raczej dla fanów serii, a taki jest styl JoJo. Łatwo się przyzwyczaić, a nawet polubić.
    Żałowałem, że nie mam jak w to to zagrać, ale teraz po tej recce, to w sumie już nie żałuję. No może tylko trochę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *