»Kirby Battle Royale – Recenzja (3DS)

Kiedy zostałam poproszona o zrecenzowanie najnowszej gry z Kirbym, bałam się, że wypadłam z wprawy w pisaniu, że sobie nie poradzę. Obecnie, po ukończeniu tego tytułu, mam jeszcze większy dylemat- jak go opisać żeby nie wylać na niego wiadra pomyj?

Kirby jest jedną z moich ulubionych postaci wykreowanych przez Nintendo. Ta mała, różowa kulka wciągnęła mnie w dniu, w którym po raz pierwszy miałam styczność z „Kirby’s Adventure” na platformę Wii. Urocza i słodka grafika, miła dla ucha muzyka, przyjemna rozgrywka. Tylko tyle i aż tyle podbiło moje serce. Dlatego też, sięgając po najnowszą część, nie sądziłam, że zawiodę się na twórcach.

Kirby Battle Royale to gra zupełnie inna od tych, do których przywykli gracze. Zamiast klasycznej platformówki dostajemy coś z gatunku bijatyki. I to chyba właśnie ta innowacja sprawiła, że ten Kirby w moim odczuciu ssie. Dosłownie. Nie ssie w znaczeniu wciąga, tylko po prostu ssie.

Rozgrywkę rozpoczynamy krótką cutscenką, w której nasz bohater otrzymuje zaproszenie od króla Dedede na turniej. Nagrodą główną za zwycięstwo jest wielkie ciasto marzeń. Po tym wstępie gra przenosi nas do równie krótkiego samouczka, gdzie poznajemy sterowania i spotykamy Bandana Waddle Dee. Od tej pory będzie on nam pomagał w walkach drużynowych. Dopiero po tym wszystkim wyświetla się panel głównego menu podzielonego na sześć sekcji: battle mode, battle online, story mode, trening, kolekcja no i opcje.


Story mode to udział w zawodach złożonych z pięciu lig, by ostatecznie dojść do finałowej walki ze sfrustrowanym królem o główną nagrodę. Zaczynamy od ligi początkującej a dalej jest klasyczny brąz, srebro, złoto i platyna. Żeby przejść dalej, należy zebrać odpowiednią liczbę punktów, a następnie stoczyć walkę o awans. Punkty zdobywa się, biorąc udział w „walkach” na arenach. Dlaczego w „walkach”? Ponieważ są to trwające maksymalnie 2 minuty minigierki, toczące się w jednej z dziesięciu lokacji. Mamy do wyboru chociażby zbieranie jak największej ilości monet, unikając przy tym ducha, naładowanie rakiety energią, podawanie piłki, by ta dotknęła flagi i jeszcze kilka innych. I tak w kółko. Zmienia się tylko tryb rozgrywki (1x1x1x1 albo 2×2) i bardzo rzadko cel. Najczęściej jest to „wygraj walkę”, ale zdarza się też, że mamy pokonać przeciwników, nie dając im zdobyć punktów lub zdobywając np. 10000 punktów.

Przyznam szczerze, że w połowie brązu byłam już znudzona powtarzaniem ciągle tego samego. Dodatkowo rozgrywka wydłużała mi się przez podwójne ogłoszenie zwycięzcy po każdej walce. Nie istniała żadna możliwość pominięcia tego fragmentu. Kolejną rzeczą, na którą narzekałam, było wracanie do lobby po odniesionym zwycięstwie. Jakbym nie mogła wybrać sobie od razu kolejnej areny, jak to miało miejsce w przypadku porażki, gdy mogłam spróbować ponownie swoich sił na tej samej mapie lub zmienić ją na inną. A tak musiałam na nowo rozpoczynać cały dialog. Jedynym plusem trybu fabularnego jest finałowe starcie z królem Dedede, a w zasadzie jego trzecia faza. Nie ma w niej możliwości wybrania, jaką umiejętnością będzie posługiwał się Kirby. Ta, którą wzięło się w drugiej fazie, z automatu przechodzi do następnej. To naprawdę jedyna zaleta.

Pozostaje jeszcze Battle mode, który składa się z dwóch trybów: single i multiplayer. Do tego każdy z nich ma pięć wariantów rozgrywki. Gracz może sobie wybrać z menu własne zasady, a w wariancie „custom” ilość i rodzaj aren. Wraz z postępem w trybie fabularnym odblokowane zostają w umiejętnościach dodatkowe zdolności, a także postacie. Po ukończeniu fabuły mamy więc do dyspozycji B.W. Dee, Meta Knighta i Dedede.

Pod kątem audio-wizualnym nie mam grze za wiele do zarzucenia. Grafika bardzo ładna i kolorowa, ale chociaż jest to gra na 3DS, to brakuje funkcji włączenie trówymiarowego widoku. Osobiście nie zaliczam tego na minus, bo sama efektu 3D nie używam w ogóle. Podobało mi się za to, że twórcy oddali dosyć dokładnie publiczność na każdej arenie. Muzyka nie do końca opiera się na standardowych dla przygód różowego kulka ścieżkach dźwiękowych. Z rozpoznawalnych utworów są tylko dźwięki wygranej i motyw przewodni króla Dream Land w cutscenkach. Cała reszta jest po prostu ok.


Dużym minusem najnowszego Kirbiego jest tylko jedno miejsce na zapisanie stanu gry. Zrzucę to jednak na karb tworzenia gry bardziej pod multiplayer lub rozgrywki online. Sam tryb fabularny to rozgrywka na 6-7 godzin, gdy wszystkie plansze zaliczasz za pierwszym podejściem. To tylko pokazuje, że story mode jest dodatkiem do battle mode.

Kirby Battle Royale nie jest tytułem dla każdego. Mnie męczył i nudził. Owszem, miałam swoje ulubione areny, ale w odniesieniu do całości nie sprawiały mi zbyt wiele frajdy. O dziwo, nadal znacznie lepiej się bawię przy darmowym “Tripple Kirby Clash Deluxe”. W porównaniu z omawianym tytułem mam tam przynajmniej możliwość levelowania postaci i ulepszania jej ekwipunku.  Żałuję, że twórcy zrobili coś takiego z okazji 25-lecia serii. Zamiast wciągającej przygody dla wszystkich mamy grę dla wybranych.

Plusy
  • Grafika
  • Walka końcowa
Minusy
  • Cała reszta

Ocena końcowa: 2/10

Dziękujemy firmie Conquest Entertainment za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: Kropcia
Data: 17 listopada 2017, 12:03

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *