»Machina of Planet Tree: Planet Ruler – Recenzja (PC)

header

Przysiadając do Machina of Planet Tree: Planet Ruler nie do końca było dla mnie jasne, czego się spodziewać. Sam tytuł brzmi dość zagadkowo i pozostało mi zaledwie spekulować, że gra będzie dotyczyła jakichś maszyn, ewentualnie drzew, planet, kto by tam wiedział. Znany mi jest natomiast gatunek, który, jak się okazało, doskonale określa oczekiwania. Machina of Planet Tree jest bowiem niezwykle typowym i niczym nie wyróżniającym się jRPG-iem.

Już na sam start gra pragnie dać nam do zrozumienia, że będzie wałkować każdy możliwy schemat – intro składa się z tajemniczego czarnego tła, po którym przewijają się patetyczne dialogi traktujące o rzeczach, o których gracz nie ma bladego pojęcia. Nic nowego. Zaraz później poznajemy głównego bohatera, Crama Lanveloucha. Cram jest jednym z najlepszych mechaników Halbern Machinery Academy, a jego praca opiera się na zbieraniu ‘atrybutów’ z ruin będących pozostałościami po upadłej cywilizacji. W owych lokacjach są, rzecz jasna, potwory, z którymi to nasz dzielny protagonista zwykle walczy. Oczywiste jest, że nie gołymi rękami, a za pomocą wyjątkowej broni, w której rezyduje Cronos – taki jakby robot ze sztuczną inteligencją. Na jednej z tego typu wypraw Cram spotyka tajemniczą i krnąbrną dziewczynkę, Reltę, która całkowicie odmienia jego życie. Zostaje zamieszany w wyższą aferę, koniec końców skutkującą, a jakżeby inaczej, ratowaniem świata.

Jeżeli ktoś szuka solidnie fabularnej gry, to od razu mówię – nie tędy droga. Nasza przygoda rozgrywa się w futurystycznym świecie, który jest przekombinowany do tego stopnia, że szczerze powiedziawszy, im dłużej grałam, tym mniej wiedziałam na jakich zasadach on działa. Informacje, jakie o nim dostajemy, są przekazane na tyle chaotycznie, że nie do końca idzie zrozumieć jak co ma się do czego. Po pewnym czasie nie pozostaje nic innego, jak skupić się na bohaterach i ich interakcjach między sobą, a i tu nie jest jakoś szczególnie dobrze. Rozgrywka skupia się na Cramie i jego towarzyszkach – wspomnianej wcześniej Relcie, a także Esty, którą to poznajemy ciut później. Każda postać idealnie reprezentuje swój stereotyp i doskonale wiemy czego się po niej spodziewać. Protagonista jest Garym Stu, Relta to przykład żywiołowej i optymistycznej chłopczycy, natomiast Esty to jej przeciwieństwo – jest nieśmiała i opanowana. Gra oferuje liczne scenki z udziałem naszych bohaterów podczas których rozmawiają oni o nieistotnych rzeczach, ewentualnie komentują jakieś większe wydarzenie fabularne (jak na przykład zabicie bossa). Aczkolwiek są one w pełni opcjonalne – podczas chodzenia po mapie wyskakuje nam okienko z informacją o potencjalnym dialogu i to od nas zależy czy chcemy go oglądać.

machina3

Machina of Planet Tree oferuje, jak przystało na jRPG, system walki turowej. Mamy do wyboru różne ataki, a wraz ze zdobyciem nowego poziomu odblokowywane są nowe umiejętności. Wszelkie ataki mają swój ‘koszt’, czyli liczbę punktów wymaganych aby danego ciosu użyć. Podczas rundy postać ma ich określoną ilość i dopiero gdy je wykorzystamy, możemy przejść do dalszego ataku. Jesteśmy oceniani za to, jak prowadzimy walkę – wybierając różne ciosy podwaja nam się combo, które zwiększa ilość zadawanych obrażeń. Co za tym stoi, nie warto jest używać tego samego ataku, bo za drugim razem staje się on o wiele mniej skuteczny.
Teoretycznie gra nie wymaga od nas przesadnego grindu, ale i tak będziemy to robić, bo potwory pojawiają się zdecydowanie zbyt często, a o wiele szybciej jest je pokonać niż od nich uciec. W moim przypadku skończyło się to bezproblemowym zabijaniem bossów, które niby powinny stanowić jakieś wyzwanie.

Strona graficzna wypada raczej przeciętnie. Widać, że gra została ona zrobiona w RPG Makerze, ale sprite’y postaci są zadziwiająco ładne i dopracowane. Zwłaszcza animacje podczas walk prezentują się świetnie. Wszelkie tła i lokacje jednak ani trochę nie powalają. To samo tyczy się kwestii muzyki – nie zachwyca, ale też nie powoduje krwawienia uszu. Podsumowując, czy gra jest warta uwagi? Jak dla mnie – średnio. Sama w sobie dostarcza pewną dozę rozrywki, zwłaszcza na początku. Wraz z upływem godzin brak fabuły i niezbyt zajmujące walki powodują, że granie staje się dość nużące

Plusy
  • Przyjemny system walki
  • Starannie wykonane sprite’y
Minusy
  • Fabuła
  • Schematyczne postaci

Ocena końcowa: 5/10

Dziękujemy firmie Sekai Project za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: Kropcia
Data: 20 września 2015, 01:51

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *