»Metal Gear Solid i magia kartonowego pudła

Gdy na wtorkowej konferencji Sony na targach Gamescom 2014 w Kolonii Hideo Kojima wyszedł na scenę, wiedziałem, że może to oznaczać tylko jedno – kolejny materiał z Metal Gear Solid V: The Phantom Pain. Tym razem, w przeciwieństwie do świetnego zwiastuna z E3 nie było łez, bólu i cierpienia, tylko humor twórcy w najlepszej postaci. I choć dawno się tak zdrowo nie uśmiałem, towarzyszyło temu jeszcze jedno, już mniej pozytywne uczucie – WTF Kojima?!

Nie chcę, żebyście mnie źle zrozumieli – jestem ogromnym fanem serii od kiedy tylko zetknąłem się z pierwszym Metal Gear Solid w wersji PC, lata temu. To być może jedna z ważniejszych gier (jeśli nie najważniejsza), w jakie grałem – pokazała mi, jak wiele różnorodnych emocji może obudzić w człowieku to medium. Zdaję sobie też sprawę, że Kojima zawsze łagodził poważną historię i tragedię bohaterów mniej lub bardziej zakamuflowanym humorem. Nie potrafię już teraz podać źródła, jednak w którymś z wywiadów wspomniał kiedyś, że to pozwala bawić się w jego gry dłużej, gdyż ciągłe bombardowanie gracza przykrymi tematami i napięciem prowadzi do zmęczenia odbiorcy. Trzeba przyznać, że to ciekawe spostrzeżenie. Zresztą gameplay w serii zawsze nosił arcadowe znamiona i był to po prostu urok MGS-a. Jednak teraz, gdy oprawa audiowizualna pozwala tworzyć coraz realniejsze doznania, poniższy zwiastun sprawił, że coś we mnie pękło.

Być może czasy się zmieniły… być może to ja się zmieniłem… ale po obejrzeniu tego filmiku, jakkolwiek zabawny by nie był, zacząłem się zastanawiać, czy Kojima dobrze robi, że umieszcza w MGSV takie elementy. Konkretniej mam na myśli kontrast, jaki rodzi głupota przeciwników w grze z realizmem oprawy i powagą sytuacji, jaka zapewne będzie towarzyszyła akcji. Bo czy wyobrażacie sobie, aby żołnierz widząc na środku pustkowia takie przedstawienie reagował wlepiając oczy w panienkę z plakatu, zamiast zobaczyć, kto kryje się pod kartonowym przebraniem? Można to podpiąć pod komizm sytuacyjny, zwłaszcza, że filmik bardzo wyraźnie został przygotowany po to, aby rozbawić i pokazać po prostu, że w grze można robić również rzeczy zwariowane. Ale podczas gdy tak wielu twórców próbuje od lat zgłębiać tajniki prowadzenia narracji i opowiadać poważne historie, a grafika weszła niedawno w kolejną generację, podejście Kojimy nie wydaje się zwariowane, ono wręcz przeczy zdrowemu rozsądkowi. Ale czy na pewno?

Beeeee...

Beeeee…

Może właśnie w tym szaleństwie jest metoda, pomyślałem sobie chwilę potem. Może wszystkie te „poważne” gry, które tak bardzo starają się unikać wszystkiego, co burzy patos, same w pewnym momencie stają się emocjonalnie monotonne i mdłe, tracąc na efekcie, na którym tak bardzo im zależy. Niektóre starają się tak mocno, że popadają aż w śmieszność (osobiście zakwalifikowałbym do tej grupy Crysis 2 i 3, choć to naturalnie bardzo grywalne tytuły). Kojima projektuje swoje gry tak, aby zmęczony po długim dniu gracz mógł prowadzić rozgrywkę po swojemu – wczuwać się w rolę i uciszać wszystkich wrogów ze skutecznością i powagą, jakiej oczekiwałoby się po legendarnym Snake’u albo robić głupków z przeciwników za pomocą ikonicznego już kartonowego pudła chodząc w smokingu lub czapce z głowy krokodyla. W końcu z wielu co dziwniejszych przedmiotów w naszym ekwipunku w ogóle nie musimy korzystać, a co bardziej niezwykłe Easter eggi to jedynie ciekawostki, poukrywane tak, abyśmy dowiedzieli się o nich wracając do gry po latach lub czytając o nich w sieci. Ile to razy dowiadywałem się, że spełniając konkretne warunki można doprowadzić do czegoś, na co nigdy bym samemu nie wpadł (chociażby słynna już walka z The End, a raczej jeden ze sposobów na jej… zakończenie).

Zresztą Kojima już od lat przemycał humor do zwiastunów MGS-a (poszukajcie chociażby tych do „trójki”). Właściwie nieraz było go tam więcej, niż być może było potrzeba (po czym okazywało się, że w grze nie jest on aż tak narzucający się, jak mogłoby się wydawać). Nowy filmik z MGSV jedynie mi o tym „brutalnie” przypomniał i uświadomił, jak bardzo obecny rynek gier uwarunkował mnie na myślenie w szablonowy sposób. A Kojima konsekwentnie trzyma się swojej wizji i założeń, niezmiennie od lat. Jego typowo japońskie poczucie humoru po części definiuje doświadczenie, które znamy jako Metal Gear Solid. Być może wczoraj, w dniu konferencji mój mózg powiedział mi, że robienie poważnej gry, w której wabimy strażników transformującymi się pudłami to debilny pomysł (i pewnie miał rację), ale bez wątpienia gdy już przyjdzie co do czego, będę miał przy tym masę radochy. I na pewno nie powstrzyma mnie to przed przeżywaniem tragicznych losów postaci, ani uronieniem łzy przed napisami końcowymi. Jestem pewien, że Hideo Kojima już odpowiednio o to zadba.

Autor: Nox_A15
Data: 13 sierpnia 2014, 17:12

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *