»One Piece: Pirate Warriors – Recenzja

one_piece_pirate_warriors_1

Takie tam wprowadzenie

One Piece to szalenie popularna seria mangi i anime, którą przez dłuższy czas omijałem szerokim łukiem. Do czasu. Pewnego pięknego dnia wpadła mi w ręce gra z 2012 roku pt. One Piece: Pirate Warriors. Dowiedziałem się, że to pozycja z gatunku Musou (wiecie, Dynasty Warriors, Sengoku, te sprawy), więc postanowiłem dać jej szansę. Czy było warto? Przeczytacie poniżej.

Czy muszę znać serię, aby zagrać?

To pytanie często powstrzymuje wiele osób przed graniem w gry oparte na japońskich animacjach. Odpowiem tak – nie trzeba. Oczywiście gra nie pokaże wszystkiego ze szczegółami, omija kilka wątków i zaspoiluje ludziom kilka istotnych wydarzeń, ale osobiście zacząłem oglądać dopiero po zaliczeniu tego tytułu i żyję. Wybór należy do Was. Dla ludzi, którzy ostatnie kilka lat spędzili pod wielkim głazem pragnę przypomnieć, że historia opowiada o Luffym, młodym chłopaku, który zjadł owoc, dzięki któremu stał się człowiekiem gumą i tak wyposażony wyrusza w rejs, by stać się królem piratów.

one_piece_pirate_warriors_6

Jaki zakres fabularny obejmuje gra? Otóż pierwsza wprowadzająca misja jest po tzw. dwuletnim timeskipie. Poznajemy w niej sterowanie i ogólny system gry, potem zaś akcja przenosi się do jednego z pierwszych odcinków. Mamy sagi, w których przyłączamy kolejnych członków załogi, Alabastia, Impel Down, archipelag o nazwie, której nigdy nie umiem prawidłowo zapisać i wreszcie Marineford, czyli prawie 500 odcinków w pigułce.

Tłumy, tłumy wszędzie

Jak już wcześniej wspomniałem, gatunek gry to Musou, czyli przebijamy się przez niezliczone hordy przeciwników i zazwyczaj kończy się to walką z bossem lub wyzwoleniem/obronieniem danego terenu przed agresorem. Tutaj jest podobnie, aczkolwiek czasem będziemy mieć odskocznie od ciągłej wyrzynki w postaci zagadek logicznych (?) lub eskortowania innych bohaterów.

one_piece_pirate_warriors_3Przeciwników na ekranie potrafi nazbierać się całkiem sporo i jeśli gramy singlowo, to gra nawet daje radę, ale w rozgrywce na dwóch zwalnia straszliwie, mimo widocznych cięć oprawy wizualnej. Da się przeboleć, ale widać, że programiści trochę pospali.

Da się na to patrzeć?

Da się! Prócz wcześniej wspomnianych zwolnień gra prezentuje się naprawdę ładnie. Kolory są ciepłe i żywe, chociaż tła sprawiają czasem wrażenie nieco sterylnych bloków. Większość graczy nie będzie zbyt często zwracała na to uwagi, gdyż na ekranie wiele się dzieje. Pociski, rozbłyski, wybuchy etc. Do tego watahy przeciwników i sprzymierzeńców lejących się ze sobą (czasami, bo głównie tańczą naokoło siebie).

Można posłuchać?

Miłym zaskoczeniem było dla mnie zostawienie oryginalnych głosów. Często obawiam się o to w japońskich grach, że wydawcy spartaczą klimat beznadziejnym angielskim, ale na szczęście możemy się cieszyć prawdziwymi głosami. Dla tych, którzy jednak preferują dubbing mam złe wieści. Otóż w przeciwieństwie do takich np. Naruto, czy Dragon Balla, tutaj nie wybieramy ścieżki dźwiękowej. Dostajemy oryginalną i tyle. Co do samej muzyki to jest słabo, właściwie to pamiętam trzy utwory – z menu głównego i wprowadzenia do misji oraz motyw z intra, który potem przewija się na polu bitwy. Tutaj dałbym minusa.

one_piece_pirate_warriors_4

Gdzie płyniemy?

Po klepnięciu przycisku start znajdujemy się w fajnie prezentującym się, lecz mało praktycznym menu. Opcje jakie mamy do wyboru to wspominany już przeze mnie, składający się z 16 epizodów tryb fabularny, Another log, Online, Challenges, Gallery, System i Download. O co chodzi w każdym z nich? Another log jest właściwie tym samym co tryb fabularny, tylko dla wszystkich trzynastu postaci, nie tylko dla głównych. Ten tryb służy głównie levelowaniu poszczególnych postaci i odblokowywaniu monet, o których potem. Online jest… tym samym, tylko że po sieci. Challenges to… niespodzianka – wyzwania! Z reguły nudne i upierdliwe, część jest do kupienia na PSN-ie, gdzie wejdziemy właśnie przez opcję Download. Dodam jeszcze, że prócz mapek do kupienia są też kostiumy dla naszych bohaterów, czyli typowe żerowanie na graczach. Pozostałych dwóch opcji chyba nie muszę tłumaczyć, nieprawdaż? No w sumie dopowiem jeszcze, że w galerii prócz filmików i obrazków wszelakich, możemy posłuchać piosenek, czy obejrzeć zgromadzone przez nas monety.

one_piece_pirate_warriors_5Monety, przeklęte monety…

Dobra, to już powiem o tych żetonach. Zasadniczo służą one do podpakowywania naszych bohaterów – im wyższy level, tym więcej możemy ich używać. Ponadto możemy łączyć je w różnego rodzaju comba, dzięki czemu otrzymujemy dodatkowe skille, jak odporność na przerywanie comba, większy damage w miarę rozrostu naszych terenów etc. Bardzo fajna sprawa, ale ma jeden piekielny minus. Coiny wypadają niemal zupełnie losowo! Są oczywiście takie, które wypadają, bo to jakby ich mapa, ale spędziłem kilka godzin próbując zdobyć ostatnie brakujące monety. Nie, to stanowczo nie było miłe. Podobno można jakoś zwiększyć prawdopodobieństwo zdobycia konkretnych sztuk, ale jak dla mnie jest to jednak kwestia przypadku. Dodam jeszcze, że grając po sieci zdobywamy specjalne monety przypisane do osób, z którymi graliśmy – taka forma własnej załogi. Możemy je potem levelować i zmieniać ich przewodni skill.

Bijemy się!

Sama rozgrywka jak na chodzoną wyrzynkę jest dosyć prosta, nie licząc zagadek, o których wcześniej wspominałem. Ot legiony przeciwników pozwalają spuścić sobie łomot. Do przebijania się przez wszędobylskie mięso armatnie używamy prostych combosów, które sprawiają, że rośnie nam pasek naszej umiejętności specjalnej. Owa umiejętność często przydaje się do rozpędzenia tłumów, czy pokonania sub-bossów, przy okazji dając nam chwilową nietykalność. Poziom trudności nie należy do zbyt wyśrubowanych. Co ja piszę? Idziemy przez grę jak tajfun, zostawiając po sobie tylko zgliszcza. Prawdziwe wyzwanie zaczyna się dopiero, gdy zmienimy poziom trudności na hard, a i na nim przestajemy się wysilać, gdy już porządnie wyexpimy naszą postać.

one_piece_pirate_warriors_6

Komu platynę, komu?

Wbicie platyny zajęło mi około 60 godzin, w znacznej mierze był to bardzo miło spędzony czas. Ot wpadają pucharki za samo obcowanie z tytułem. Niestety jest kilka upierdliwych, które nie wymagają od nas żadnej umiejętności prócz anielskiej cierpliwości. Pokonanie 100.000 przeciwników to nie jest coś miłego, gdy w ciągu misji jesteśmy w stanie pokonać ich około 200. Przeszedłem kampanię dwukrotnie, do tego wiele poziomów zbierając monety i dopiero po wielu godzinach usłyszałem ten magiczny dźwięk wpadającego trofika. Równie upierdliwe jest zdobywanie monet, ale o tym już pisałem.

Podsumowanko

Cóż mogę rzec. One Piece: Pirate Warriors to lekka i przyjemna gierka, która z pewnością zachwyci fanów serii, a całkiem możliwe, że tak jak to było w moim przypadku, zainteresuje nią kolejne osoby. Fani gatunku też powinni być zadowoleni, mamy to, co lubimy w nim najbardziej. Próbowano też dodać nowe elementy, które jednak nie zostały zbyt dobrze przyjęte, dlatego zrezygnowano z nich w następnej części wydanej rok później. Jeżeli graliście w inne tego typu gry, to ta nie zaoferuje Wam żadnych unikatowych przeżyć, niemniej polecam!

one_piece_pirate_warriors_7

Plusy:

  • One Piece
  • Customizacja postaci
  • Setki pokonywanych wrogów zawsze cieszą

Minusy:

  • Momentami chrupiąca animacja
  • Na dłuższa metę nużąca i monotonna muzyka
  • Nic odkrywczego

Ocena końcowa: 8-/10

Autor: CELL767
Data: 20 czerwca 2014, 22:08

Komentarze na temat “One Piece: Pirate Warriors – Recenzja”

  1. Lisek napisał(a):

    Ja tylko dodam, że z Panem recenzentem pogrywałem na multi całkiem długo (offline co-op). Jak w każdym musou rozpierducha bardzo przyjemna. Mimo drobnych problemów, które są typowe dla musou (ścięcia klatek przy zbyt dużej ilości przeciwników w 2 osobowym trypie, ograniczona muzyka i mapy) to gra jest naprawdę super. Mimo iż z CELLem przegrałem dobre 20 godzin i tak kupiłem potem dla siebie i wciąż gram. Polecam.

  2. Tapczan napisał(a):

    One Piece to seria, po którą warto sięgnąć tylko po to żeby w pewnym momencie zobaczyć jak bardzo się zepsuła i oglądać/czytać coś lepszego :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *