»Recenzja J-Stars Victory VS+ – Recenzja (PS4)

lIkPH6R

Wooow… anime, wybuchy, super postacie, bijatyka. Goku bijący się z Luffym, Naruto czy Pegasus Seiya. Brzmi super! Gra wydana z okazji 45 lecia Weekly Shōnen Jump zawiera to wszystko i nawet więcej. Czy to oznacza, że mamy do czynienia z produktem idealnym?

J-Stars Victory VS+ to delikatnie ulepszona wersja oryginalnie wydanego tylko w Japonii J-Stars Victory VS. Nie jest to pierwsza gra wydana w uniwersum Shōnen Jump zawierająca postacie z wielu różnych anime – niektórzy z Was na pewno kojarzą świetne Battle Stadium D.O.N wydane dla PS2 oraz GCN czy bardzo udane Jump Super Stars dla DSa. VS+ zawiera więc sprawdzoną formułę, postacie znane wszystkim… i mimo to jest wielką klapą.

Ale zacznijmy od początku – na ekranie początkowym witają nas różne postacie z uniwersum WSJ, menu główne również jest śliczne. Ilość trybów, pozornie wydająca się mnoga, również napawa optymizmem. Na początku spróbowałem odpalić sobie tryb Arcade wydający się najlepszym na początek. Nie był. Z jakiegoś powodu poziom trudności rozpoczynał się od 8 w skali do 16. Nie muszę mówić, jak szybko przeciwnicy rozprawili się z moją drużyną. Następnie spojrzałem na Free Battle – tutaj sprawa jest jasna, to jest tryb, w którym konfigurujemy własne ustawienia, nasze i przeciwników. Da się grać.

1Kolejnym krokiem było sprawdzenie dwóch dużych trybów. W Victory Road gramy coraz to trudniejsze walki, możemy w dowolnym momencie wyjść i kontynuować później. Myślę, że jest to dobra opcja do trenowania w pojedynkę. Głównym trybem gry jest jednak J-Adventure – tryb fabularny. Możemy wziąć udział w czterech różnych kampaniach, w zależności od tego, którego bohatera wybierzemy – Luffy’ego (z One Piece), Ichigo (Bleach) Naruto czy Toriko (tytułowych bohaterów swoich serii). Pływamy nimi po dosyć małej mapie świata, od czasu do czasu zahaczając o lokacje znane nam z różnych mang. Od postaci otrzymujemy questy, które głównie ograniczają się do „zawalcz z X oraz przynieś Y”. Jeśli natomiast chodzi o historię… w świecie Jump World odbywa się turniej J-Battle Festival. Co 45 lat bohaterowie zbierają się aby rozstrzygnąć, kto jest najlepszy. Tyle. Bez względu na wybraną kampanię historia jest cały czas ta sama ta sama – możemy ją jedynie poznać z czterech różnych punktów widzenia.

Na pewno zadowala dostępna w grze ilość postaci – do naszej dyspozycji oddano ich aż 39. Dodatkowo dorzucono 13 supportujących bohaterów, którzy pomagają nam gdy przyzwiemy ich podczas walki. Ogólnie możemy spotkać postacie z 32 różnych serii. Cztery powyżej wspomniane tytuły pewnie kojarzycie, ale co z Kochira Katsushika-ku Kameari Kōen-mae Hashutsujo, Sakigake!! Otokojuku czy Pyu to Fuku! Jaguar? Nic nie mówi? Na szczęście sytuację osób nieznających mang Jumpa aż tak dobrze ratuje dział Gallery, w którym możemy obejrzeć bohaterów, posłuchać ich głosów i dowiedzieć się odrobinę o seriach, z których pochodzą. Niestety, twórcy nie postarali się jeśli chodzi o ilość zawartych tam informacji. W rocznicowej składance powinno być tego znacznie więcej.

No ok, ale na razie to wszystko brzmi nie najgorzej, prawda? Główny problem stanowi najważniejsza część gry – gameplay. Jeśli kojarzycie gry z serii Naruto czy Dragon Ball… będziecie zawiedzeni. Gra jest masakrycznie nieintuicyjna i bez przejścia tutorialu w J-Stars Adventure nie ma co nawet próbować w to grać. Nawet po zapoznaniu się z instrukcjami wielokrotnie miałem problemy z ‘który przycisk służy do czego’. System walki jest przekombinowany, nieprzyjemny i całkowicie przeczy idei gry party, którą ten tytuł próbuje być. Kamera podczas walki pracuje bardzo chaotycznie i większość czasu będziemy obserwować budynki od środka zamiast walk naszych bohaterów, natomiast AI komputerowo sterowanego partnera jest wręcz idiotyczne.

Same założenia walki wydają się być proste – są to pojedynki 2vs2 (plus supportujące postaci w każdej z drużyn). Każda postać ma swoje paski życia i energii do specjalnych ataków. Aby wygrać pojedynek, zależnie od ustawień trzeba unieszkodliwić przeciwników raz, dwa lub trzy razy. W naszej drużynie nawet na najniższych ustawieniach trudności będziemy musieli się skupić na bronieniu naszego komputerowo sterowanego “pomocnika”, ponieważ to na nim przeciwnicy będą się koncentrować (i to on będzie ginąć najczęściej). Większość potyczek opiera się na umiejętnym odpalaniu specjalnych ataków. Jeśli zaczniemy uderzać w złym momencie, to nasza postać może wpaść w wir ataku i kompletnie ignorować nasze polecenia przez kilka sekund. Do dyspozycji zależnie od postaci mamy ruchy krótkodystansowe i dalekodystansowe, masę pocisków czy uderzeń z teleportacją bądź biegiem. Postacie co prawda starają się mieć swoje odrębne style walki i taktyki, ale nie do końca im to wychodzi.

Najgorszą rzeczą w J-Stars Victory VS+ jest zdecydowanie grafika. Co prawda większość specjalnych ataków jest naprawdę efektowna i dobrze odwzorowuje swoje odpowiedniki z anime, ale modele postaci wypadają już naprawdę biednie. Tekstury nałożone na postacie wyglądają tragiczne, plansze są nudne i totalnie bez polotu, a całość dopełniają wszelakie błędy takie jak przenikanie fragmentów modeli czy niewyświetlanie fragmentów postaci. Szczególnie zauważalne jest to przy graniu Medaką – bardzo często gdy jej fryzura leciała do góry zdarzało mi się widzieć (czy właściwie nie widzieć) parę brakujących tekstur na jej głowie.

Znacznie lepiej wypada opracowanie dźwiękowe. Głosy postaci, które kojarzę z anime były wierne z oryginalnymi (Naruto, Son Goku, Toriko czy Luffy). Większość rozmówek przed walką jest naprawdę zabawnych i dobrze wpisujących się w zachowanie bohaterów. Przygrywająca muzyka w tle jest ok – to nie są utwory, które zapadną Wam w pamięć, ale również nie przeszkadzają w samej rozgrywce. Motywy starają się w jakimś stopniu oddać charakter postaci – wychodzi im to zdecydowanie średnio. Jedyną konkretną uwagę mam jednak do dźwięków podczas rozmówek w trybie J-Stars – te są parszywe. Ogólnie dodam jeszcze, że same dialogi w nim są na o wiele słabszym poziomie niż te sprzed walk.

Sprawdziłem jeszcze na szybkiego tryb dla dwóch graczy – gra w co-opie nawet dawała radę i była dosyć przyjemna, ale już przeciwko sobie było o wiele gorzej. Przedzielony ekran i bardzo szybka akcja nie łączą się zbyt dobrze w tym konkretnym przypadku. Jeśli chcecie pograć ze znajomymi w coś zawierającego postaci z mang, to lepiej wybierzcie Battle Stadium D.O.N.

Podsumowując – gra jest raczej skierowana do fanów konkretnych japońskich serii. Interakcja między postaciami początkowo jest naprawdę interesująca. Z czasem jednak gra zaczyna nudzić i czuć w niej bardzo zmarnowany potencjał. Gdyby dopracować walki oraz ulepszyć grafikę do dzisiejszych standardów, to J-Stars mogłoby być naprawdę fajną opcją na imprezy. Mam szczerą nadzieję, że Weekly Shōnen Jump przygotuje coś znacznie lepszego na swoją nadchodzącą pięćdziesiątą rocznicę. Dla maniakalnych fanów anime ocenę można podbić o dwa oczka.

Plusy
  • Mnogość trybów, postaci, map
  • Przyjemnie wyglądające ataki specjalne
  • Dobre odwzorowanie anime
Minusy
  • Beznadziejna grafika
  • Nudny gameplay
  • Kiepska fabuła w trybie fabularnym

Ocena końcowa: 5-/10

Dziękujemy firmie Cenega za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: Lisek
Data: 5 sierpnia 2015, 23:15

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *