»Tales of Zestiria – Recenzja (PS4)

zestiria-logo

Tales of Zestiria to japońska gra action RPG w otwartym świecie, wydana na konsoli PlayStation 3 w styczniu 2015 roku. Produkcja doczekała się portu na PlayStation 4 i PC w październiku tego roku. W grze wcielamy się w młodego chłopaka o imieniu Sorey, który przypadkowo zostaje wplątany w polityczną intrygę, wojnę między dwoma królestwami i, jakby inaczej, ratowanie świata. O tym wszystkim napiszę jednak w dalszej części tekstu.
Na wstępie muszę zaznaczyć, że wielkim fanem serii Tales of… nie jestem. Jakoś nigdy nie potrafiłem wyczuć systemu walki, postacie wydawały mi się sztampowe, takie typowe klisze z innych japońskich gier i anime, do tego nieciekawa i również sztampowa fabuła. Problem w tym, że te gry zawsze były bardzo urokliwe pod względem oprawy audiowizualnej i zawsze chciałem móc w nich utonąć i zakochać się jak masa wiernych fanów cyklu, bo wydaje mi się, że potencjał jest. Jak było tym razem? Zacznę od aspektu, który wyjątkowo tym razem nie zachwyca, czyli właśnie od oprawy wizualnej.

Pierwsze co się rzuca w oczy, to niestety dosyć mdła, szara i nieostra grafika. Należy pamiętać o tym, że jest to port gry z PlayStation 3 i to widać dosłownie na każdym kroku. W grze nadal pozostało wiele elementów, które miały pomóc udźwignąć prawie dziesięcioletniej konsoli z poprzedniej generacji walory pierwszego otwartego świata w serii i niestety te cięcia nadal tu zostały. Modele postaci, potworów czy otoczenia często pojawiają się tuż przed naszymi oczami, czasami jest to bardzo irytujące, gdyż przemierzając świat możemy natrafić na przeciwnika nie mając możliwości nawet zareagować. W niektórych przypadkach może to oznaczać naszą klęskę i konieczność wczytania zapisanego wcześniej stanu gry. Do tego wszystko w oddali porusza się ze znacznie zmniejszoną ilością klatek na sekundę, a sama gra chodzi w nie do końca stabilnych 30 fpsach. Oznacza to, że port został zrobiony pospiesznie i gra przez to bardzo mocno odstaje od innych produkcji z tego roku. Kolejnym absurdem jest brak możliwości robienia screenshotów i nagrywania rozgrywki przy pomocy funkcji Share na joypadzie PlayStation 4. Podobno z powodów licencyjnych dotyczących jednego z DLC gra została pozbawiona tych funkcji i jest to pierwszy raz kiedy spotkałem się z taką sytuacją. Do tego wszystkiego świat jest zbudowany z dosyć prostych elementów ze średniej jakości teksturami i momentami mocno widać, że cały obszar przed nami został zrobiony przy pomocy kopiuj-wklej.
Czy był sens w takim razie pchać się w otwarty świat, skoro został on stworzony pospiesznie i chyba bez jakiegoś większego przemyślenia? Tutaj odpowiedź nie jest do końca jednoznaczna. Z jednej strony świat jest momentami monotonny, ale z drugiej strony całość nadaje skali grze. W końcu chodzi o wojnę między dwoma ogromnymi królestwami, każde z nich ma swoje miasta, wsie, pola uprawne, jaskinie, ruiny i inne tereny, które w większości mocno się od siebie różnią. Jeżeli ktoś lubi gry z otwartym światem i bawił się dobrze zwiedzając na przykład Ivalice w Final Fantasy XII, to sądzę, że tutaj będzie dobrze się bawił.

No dobrze, opowiedziałem trochę o oprawie i świecie, ale o co w tej grze chodzi? Tak jak już wcześniej napisałem, gra opowiada historię młodego chłopaka o imieniu Sorey, który zostaje wychowany w wiosce oddzielonej od reszty świata, zamieszkanej przez rasę Seraphów. Są to nieśmiertelne istoty bardzo podobne do ludzi, które niegdyś żyły w zgodzie i harmonii z rasą ludzką, niestety ta równowaga została zachwiana i obie rasy nie mogą żyć w zgodzie. Wszystko rozbija się o to, że ludzie nie mogą zobaczyć, ani usłyszeć Seraphów. Jednak nasz bohater jest wyjątkowy, wychowany pośród tej starożytnej rasy, obudził w sobie możliwość koegzystencji z nimi i wraz ze swoim przyjacielem, Mikleo, Serpahem wychowanym w tej samej wiosce, poznają księżnicznę Alishę, której następnie pomagają przedostać się do jej królestwa. Cała ta sytuacja ma dosyć ciekawe odzwierciedlenie w mechanikach gry, jak i samym sposobie prowadzenia narracji. W czasie scenek i dialogów często widzimy sytuację z różnych perspektyw i cały czas myślimy o tym jak daną rozmowę odbierają inne postacie. Dosyć komicznie wyglądają sytuację, w których Sorey rozmawia z innymi Seraphami i wychodzi na wariata wo czach prostej ludności. Do tego sama zależność między tymi rasami ma odzwierciedlenie w jednym z najważniejszych elementów w systemie walki.
Mowa o Armatization System, które jest integralnym elementem systemu walki. W grze będziemy mieli do dyspozycji 6 postaci, z czego tylko 2 to postacie ludzkie. Mogą one jednak łączyć się z Seraphami w celu połączenia sił, dzięki czemu przejmujemy kontrolę nad jedną bardzo silną istotą. System ten wymusza na nas ciągłą zmianę „podpiętego” pod nas Serapha, gdyż rózni wrogowie mają różne słabości, i tak Lailah, której żywiołem jest ogień, będzie działać wspanialne na potwory ze słabością na ten element, przy okazji mając wspaniałe techniki obszarowe, Mikleo po połączeniu z człowiekiem ma świetne techniki dalekiego zasięgu o elemencie wodnym, itd. Do tego każdą z postaci możemy sterować, każda z nich ma swoje tzw. Artes, czyli róznego rodzaju techniki walki w pojedynkę. System walki i rozwoju jest bardzo mocno rozbudowany, każda z postaci ma masę umiejętności pasywnych związanych ze swoim ekwipunkiem, do tego dochodzi zbieranie punktów AP przy wbijaniu nowych poziomów postaci lub odkrywaniu nowych miejsc na mapie, bohaterowie mają też swoje specjalne umiejętności, których używają poza walką, jak np. przygotowywanie mikstur, szybsze bieganie, znajdowanie skrzyń, itd. To wszystko na początku jest przytłaczające i wydaje się, że wszystkiego jest za dużo, ale fani grzebania w ekwipunku i statystykach będą bardzo zadowoleni. Możemy każdą postać zbudować w zupełnie inny sposób, a odpowiednie dopasowanie ekwipunku pozwoli nam na odkrycie jeszcze większej ilości ukrytych zdolności pasywnych. Ja bawiłem się przy tym świetnie, bo gra bardzo mocno wynagradza eksplorację, np. za odczytywanie pradawnych zapisków z monolitów dostajemy AP, za które możemy wykupić nowe zdolności dla całej drużyny, a za zabijanie dodatkowych bossów i silnych przeciwników zdobywamy sfery ulepszające żywotność naszych bohaterów. Do tego jest masa skrzyń z ekwipunkiem i roślin, które możemy zbierać i zjadać w celu ulepszania permanentnie statystyk takich jak atak, obrona, itd.
Ale to jeszcze nie wszystko! W grze znajdziemy 50 stworków, Norminów, które po odnalezieniu podczepiają dodatkowe techniki do naszego ekwipunku. Ta mechanika zbierania jest jeszcze mocniej rozwinięta gdyż na danym terenie możemy jedną z tych istot przypisać jako patrona, wtedy na całym terenie będzie obowiązywać ich błogosławieństwo w postaci zwiększonych statystyk, możliwości wskrzeżenia zabitego bohatera, anulowania części obrażeń i wiele więcej.

Momentami zastanawiałęm się czy to wszystko nie jest przekombinowane, czy nie jest tego za dużo jak na jedną grę. I fakt, da radę w tym wszystkim czasem się pogubić, ale według mnie ten cały system rozwoju, ekwipunku, eksploracji, która wynagradza naszą chęć poznawania świata, uratował w moich oczach tę grę. Pozornie nudny świat nabrał życia, został wypełniony różnymi ciekawymi elementami, dzięki którym mamy ochotę iść dalej.
Kolejnym elementem, który powoduje, że miałem ochotę spędzić przy tej grze ponad 50h, są postacie. Oczywiście mamy tu typowego dobrego bohatera tego typu gier, Sorey’a, kompletnie nieogarniętą Lailah, Ednę, dziewczynkę, która nie znosi całego świata i dogaduje wszystkim na lewo i prawo, Dezela, typowego twardziela, itd. Jednak gdy już zbierzemy całą ekipę, zaczyna być całkiem wesoło. Lailah jest chyba najbardziej czarująca ze swoimi suchymi żartami i zlepkiem kompletnie nieistotnych kwestii w momencie gdy zostanie zapytana o coś kłopotliwego, Edna cudownie dogaduje wszystkim wokoło przez co rozluźnia czasem napiętą atmosferę i nawet Mikleo, który z początku bardzo mnie drażnił, w dalszej części gry okazuje się całkiem fajnym gościem. Oczywiście nie znajdziemy tutaj jakiś bardzo ambitnych charakterów, czy sytuacji zmuszających nas do głębszych przemyśleń, ale fajnie się to wszystko ogląda, postacie nabierają z czasem wielu fajnych cech i miło się patrzy na ich zacieśniającą się relację.
Kolejnym ważnym elementem tego typu gry jest fabuła. I niestety jest ona tutaj dosyć typowa, przy okazji konfliktu między zwaśnionymi stronami, budzi się potężna moc, która zagraża całemu światu. Nasz bohater okazuje się być wybrańcem, który jest wielbiony przez wielu ludzi niczym bóg. Rodzi to też przy okazji różnego rodzaju problemy, kler jest wielce niezadowolony z tego, że tracą częśc władzy, do tego pojawiają się ludzie podszywający się pod prawdziwego wybrańca (tutaj zwanego Shepherd), przypisujący sobie jego zasługi. Nasz bohater musi często wybierać, czy chce pomóc w najprostszych sprawach, czy jednak zająć się ważniejszymi sprawami, takimi jak niszczenie Wrogości (Malevolence), która przejmuje kontrolę nad ludźmi i zwierzętami, zmieniając ich w potwory. I cała historia wydaje się być nawet ciekawa, momentami wręcz ekscytująca, ale nie uchroniła się przed pewnymi wpadkami. Po pierwsze, jedna z ważniejszych dla fabuły postaci, Alisha, odchodzi z drużyny w dosyć wczesnym etapie gry. Co gorsze, jej historia dostępna jest do ściągnięcia w formie płatnego DLC. Bardzo brzydkie zagranie ze strony Bandai Namco, które żeruje na swoich największych fanach w celu zgarnięcia dodatkowych kilkudziesięcu złotych za historię, która powinna znaleźć się w grze od samego początku. Poza tym mam wrażenie, że twórcy mocno inspirowali się fabułą i postaciami z Final Fantasy X, masa bardzo podobnych motywów, a Sorey to takie połączenie zdezorientowanego Tidusa i zdeterminowanej wybawczyni Yuny.
Ostatnia rzecz, o której jeszcze nie napisałem, to muzyka. Soundtrack jest całkiem dobry, nie przypominam sobie utworów, które były by dla mnie irytujące, bądź monotonne, a jest to dosyć ważne, gdyż w wielu miejscach będziemy zmuszeni do słuchania tego samego przez kilka godzin. Z drugiej zaś strony, niewiele jest utworów, które mogę zanucić w tym momencie z pamięci. Za to trzeba przyznać, że opening jest najlepszy w serii, niestety w zachodnim wydaniu gry ucięty został wokal, prawdopodobnie tak jak w przypadku niektórych strojów DLC, z powodu praw autorskich.

I oto całe Tales of Zestiria. Gra z pozornie nudnym i przesadnie ogromnym światem, w którym momentami będziemy zmuszeni do odbywania dalekich pieszych podróży po dosyć nieciekawych lokacjach (gra oferuje system teleportacji, ale z jakiegoś powodu jest on czasem zablokowany), ale za to z masą fajnych rzeczy do znalezienia. Gra z ciekawym system walki i rozwojem postaci, który niestety po ok. 40h staje się dosyć monotonny, do tego kamera momentami poważnie nam przeszkadza, szczególnie w zamkniętych lokacjach, których jest masa. Gra z dosyć oklepaną fabułą, ale za to z gromadką wesołych postaci. Do tego wszystkiego dochodzą absurdy w postaci płatnego dodatku fabularnego, braku możliwości robienia screenshotów i nagrywania filmików z rozgrywki, itd. Jednak widząc te wszystkie wady, nie mogę napisać, że był to czas zmarnowany. Momentami bawiłem się świetnie, było kilka bardzo ciekawych momentów i zwrotów, do tego nie mogłem momentami się nie uśmiechnąc z powodu jakiegoś bardzo suchego żartu w wykonaniu Lailah czy kolejnej świetnej riposty Edny. Od tej gry bardzo łatwo się odbić, gdyż początek jest bardzo monotonny, ale według mnie, warto dać jej szansę. Jestem bardzo miło zaskoczony.

Plusy
  • Postacie
  • System rozwoju i ekwipunku
  • Masa rzeczy do zrobienia i odkrycia
  • Humor
Minusy
  • Płatne fabularne DLC
  • Brak możliwości robienia screenów i nagrywania rozgrywki
  • Momentami infantylna

Ocena końcowa: 7+/10

Dziękujemy firmie Cenega za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: Serfer
Data: 28 kwietnia 2016, 15:21

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *