»Rodea the Sky Soldier – Recenzja (WIIU)

logo

Rodea the Sky Soldier miała oryginalnie ukazać się na Wii w 2011 roku. Z nie do końca wyjaśnionych przyczyn tak się nie stało. Wersja na WiiU jest portem… ale nie tej wersji gry, lecz konwersji z 3DSa.

Nasz bohater – Rodea – ukazany jest podczas wojny dziejącej się 1000 lat przed akcją gry. Walcząc po stronie królestwa Garuda odbiera atak złych zmechanizowanych stworzeń. Księżniczka Cecilia aby powstrzymać natarcie wrogów dzieli klucz do swojego państwa na dwie części – jedną zachowując sobie, drugą dając Rodei aby ten chronił artefakt. Podczas walki z “tymi złymi” pokazuje, że jest w stanie sama zadbać o siebie i teleportuje Rodee z dala od wojny. Wściekły Rodea po zrozumieniu co się stało w złości uderza ręką w piaskowe podłoże, co uszkadza jego ciało i wyłącza go na tysiąc lat. Rodea budzi się i odkrywa, że złe zmechanizowane stworzenia znowu atakują.

Pierwsze co rzuca nam się w oczy to to, że gra wygląda znacznie gorzej niż zapowiadające ją trailery czy nawet wersja na Wii. Gra jest obrzydliwa, wyprana z kolorów, cała kanciasta (i nie jest to zabieg artystyczny, tylko niska jakość modeli. Przeniesienie modeli z 3DSa i podbicie ich rozdzielczości nie działa. Gra ma ciągłe spadki FPS co jest naprawdę nie dorzeczne biorąc pod uwagę, że jest to port z konsoli przenośnej. Samo patrzenie się na nią powodowało niechęć do poznawania historii.

Niestety największą bolączką gry jest jej sterowanie. Podobnie jak w NiGHTS nasz bohater lata. Poruszamy się od platformy do platformy ciągle próbując jedną gałką nakierować celowniczek, a drugą gałką poprawić kamerę. Jest to widoczne, że gra była przygotowywana z zamysłem kontrolowania jej przez kombinacje Wiimote i Nunchuk. Wersja na WiiU nie obsługuje tych urządzeń. Jedyne czym możemy grać to padletem. Sterowanie jest toporne, nieresponsywne, nie intuicyjne i najzwyczajniej w świecie nieprzyjemne.

Mimo otwartości plansz i ich ogromu nie próbujcie nawet zbaczać z głównej trasy. Jeśli postanowicie to zrobić to Rodea czasami nie doleci do miejsca gdzie chcecie doskoczyć, czasami kamera zwariuje, a czasami po prostu zatniecie się w teksturze. Jeśli mimo wszystko będziecie probować grać to będziecie mogli się odbijać od przeciwników w stylu znanym z Sonica, postrzelacie z karabinu maszynowego (praktycznie nie da się nim celować)… i właściwie tyle.

W tym momencie podejmowałem kolejne próby przechodzenia kolejnych poziomów ale niestety frustracja narastała. Jest mi bardzo przykro to napisać ale ta gra jest zwyczajnie niegrywalna przez wymyślne sterowanie – nie dałem rady jej ukończyć. Przebolałem pierwsze trzy etapy i powiedziałem – basta. Ponoć wersja z Wii jest znacznie lepsza, ale niestety jest dostępna tylko w wersji kolekcjonerskiej Rodea the Sky Soldier WiiU i była dostępna w bardzo limitowanym nakładzie. Omijać szerokim łukiem.

Plusy
Minusy
  • Sterowanie
  • Obrzydliwa grafika

Ocena końcowa: 2/10

Dziękujemy firmie NIS America za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: Lisek
Data: 25 września 2017, 15:04

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *