»Splatoon – Recenzja (Wii U)

Splatoon_Logo

Mamy czerwiec, wielkimi krokami zbliżają się wakacje. Dzisiejsza pogoda na zewnątrz przypominała już tą letnią – prawie trzydzieści stopni odczuwalne w powietrzu. Idealne warunki, by wybrać się na spacer nad morze. Jeśli zaś chodzi o morze, to w nim pływają różne żyjątka – miedzy innymi kałamarnice czy ośmiornice. Co byście powiedzieli na grę, w której wyżej wspomniane strzelają do siebie z pistoletów (i nie tylko) na farbę? Ale oczywiście nie w pełni zwierzęcy bohaterowie, tylko antropomorficzne słodkie dziewczynki i „cool” chłopacy? Nintendo powiedziało – zrobimy to. I zrobili.

splatoon_recenzja_lisek_10Splatoon to świeżutkie IP od Nintendo. Tym razem Japończycy wybrali sobie jako główny temat strzelaninę z widoku trzeciej osoby. Ale jak to? Niny to przecież firma rodzinna! No i taka też jest ich nowa gra. Splatoon, mimo że jest grą z gatunku, który zazwyczaj przeznaczony jest dla dorosłych, to trzyma się polityki wielkiego N. Skierowany jest do dzieci i młodzieży i świetnie na tym wychodzi.

Jak już wyżej wspomniałem, głównymi bohaterami gry są antropomorficzne kałamarnice oraz ośmiornice. Inkling Boys oraz Inkling Girls od dłuższego czasu prowadzą walkę z rasą Octarian. Pewnego dnia kapitan Cuttlefish odkrywa, iż ośmiorniczki coś kombinują, postanawia więc zachęcić nas do pomocy. Nasz bohater lub bohaterka wyrusza w poszukiwanie niejakich Zapfishów, które stanowią źródło energii elektrycznej w Inkopolis. Naszym zadaniem jest pokonanie złego szefa Octarian oraz przywrócenie spokoju w naszym ukochanym kolorowym mieście.

Rozpoczynając grę startujemy właśnie w Inkopolis. Miasto-hub, w którym możemy spotkać się z awatarami innych graczy. To tutaj również możemy odwiedzić sklepy, w których będziemy mogli kupić różne przedmioty oraz wybrać się do walki. Do wyboru mamy tryby Single Player, Multiplayer, Multiplayer with Friends, Multiplayer na tej samej konsoli oraz Ranked.

Na początku może przerazić dość skomplikowane sterowanie. Pod prawym triggerem mamy strzał z aktualnej broni, R to granaty, naciskając prawą gałkę uaktywnimy specjala, którego możemy odpalić tylko jeśli naładujemy pasek umiejętności. Lewą gałką biegamy, a kamerą obracamy w zależności od ustawień w opcjach – albo za pomocą prawej gałki, albo używając wbudowanego w kontroler akcelerometru poprzez machanie padletem. Do tego wszystkiego dochodzi nam skok pod przyciskiem X, centrowanie kamery pod Y oraz… zamiana w kałamarnicę (tak, takie zwierzątko) pod lewym triggerem.

Owa zamiana jest wbrew pozorom ważną mechaniką gry – pod postacią tego sympatycznego głowonoga możemy bardzo szybko poruszać się po terenach, które zamalowaliśmy naszą farbą. Zwierzak po prostu w niej pływa, jak w wodzie. Oprócz prędkości zyskujemy również znacznie dalsze skoki, możliwość wspinania się po ścianach (po których „wpływamy”) oraz element zaskoczenia. W kolorowych plamach możemy się schować i wyczekać moment, gdy przeciwnik podejdzie bliżej, a następnie zaatakować go od tyłu. Mechanika ta daje wiele radości i jest jednym z kluczowych elementów, który musimy opanować, żeby dobrze bawić się w Splatoonie.

splatoon_recenzja_lisek_03Gra w trybie Single Player jest dosyć przyjemna. Bardzo krótkie, lecz dynamiczne plansze idealnie wpasowują się w ten tytuł. Biegamy i pływamy po specjalnych platformach, próbując dotrzeć do uwięzionego w każdym etapie Zapfisha. Po drodze stawiamy czoło bardziej lub mniej ogarniętym adwersarzom. Najprostsi przeciwnicy strzelają do nas z działek, inni próbują nas dosłownie rozwałkować albo zeskoczyć na nas i po prostu zmiażdżyć. Głupkowata aparycja naszych wrogów jest zabawna, czasami aż przerysowana – ale trzeba mieć na uwadze, że ci nadal są groźni. Do ogrania czeka nas 27 etapów, w tym 5 potyczek z bossami. Króciutka kampania kończy się naprawdę wspaniałą i bardzo emocjonującą walką z ostatecznym bossem. Dla samego „final showdown” uważam, że warto było zagrać w Splatoon w trybie fabularnym.

Jeśli zaś chodzi o multiplayer to nasi bohaterowie walczą w nim ze sobą na specjalnie skonstruowanych polach bitwy, poprzez strzelanie do siebie farbą. Oczywiście Nintendo nie promowałoby przemocy, więc głównym celem gry nie jest eliminowanie przeciwników a zamalowywanie planszy gry. Wygrywa drużyna, która pokryje większy teren mapy farbą swojego koloru. Idea nie jest skomplikowana i przypomina mi trochę tryb Graffiti znany ze starusieńkiego Tony Hawk’s Pro Skater 3. Jedna rozgrywka trwa trzy minuty, nie licząc czasu na oczekiwanie na start gry. Niestety czasami z powodu błędów czy to mojego Internetu, bądź serwera zdarzało mi się czekać na rozgrywkę dłużej niż powinienem. Walki nie posiadają żadnej customizacji, a plansza na której gramy jest losowa.

splatoon_recenzja_lisek_15Tutaj warto by było napomknąć o jednym systemie, który niezbyt przypadł mi do gustu. Co cztery godziny czasu rzeczywistego dostajemy inne plansze do gry. Łącznie w momencie pisania tego tekstu w puli jest pięć aren. Podczas każdej zmiany mamy możliwość potyczek na dwóch z nich. Znaczy to mniej więcej tyle, że jeśli gramy w Splatoon między, powiedzmy 20:30, a 23:50 to będziemy zmuszeni do grania w kółko na dwóch tych samych mapach. Do tego nie jest tak, że gra podsuwa nam je na zmianę – czasami potrafi wylosować tę samą planszę trzy, a nawet cztery razy pod rząd. Rozwiązanie to ma co prawda swoje plusy – dzięki niemu będziemy każdą planszę dobrze znali i na każdej zagramy chociaż raz. Osobiście jak grałem w Counter-Strike, to znałem tylko mapę de_dust2, a pozostałe jakby dla mnie nie istniały. W tym przypadku twórcy postanowili to zmienić właśnie w ten sposób. Czy przypadnie Wam to do gustu, to już zależy od Waszych prywatnych preferencji.

Multiplayer na jednej konsoli jest miłym dodatkiem, aczkolwiek nie spędziłem z nim dużo czasu. Jedna z osób gra na padlecie, druga na zwykłym kontrolerze od Wii lub Gamepadzie Pro. Runda jest potyczką jeden na jeden i każdy z graczy widzi tylko swój ekran. Niestety tryb ten bardzo szybko mi się znudził. Być może zmienię zdanie jak pogram z większą liczbą osób niż jedna. (Tylko dorwę się do padleta, to wtedy Cię zniszczę. :D Dop. Mkali.)

Warto jeszcze nadmienić, że twórcy umożliwili gry rankingowe. Co ciekawe – całość odbywa się na innych zasadach, niż zwykłe mecze w multi. Aktualnym trybem (bo te mają w przyszłości się zmieniać) jest coś co wielu z Was zna jako „King of the Hill” z Team Fortress 2. Staramy się zamalować jeden lub dwa punkty na mapie i utrzymać je przez jak najdłuższy czas we władaniu naszego zespołu. Niektóre gry kończyły się po dosłownie paru sekundach. Bez dobrej koordynacji zespołu (co jest prawie niemożliwe bez komunikacji głosowej, której Splatoon nie posiada) czasami najzwyczajniej w świecie nie da się przebić przez defensywę przeciwnika. W grach rankingowych również napotkałem najwięcej problemów z siecią – kilkukrotnie zostałem wyrzucony z gry na chwilę przed końcem meczu i nie dość, że nie otrzymywałem nagrody za wygraną, to jeszcze byłem karcony jak w przypadku przegranej. Zdecydowanie Nintendo musi włożyć więcej pracy w serwery, jeśli Splatoon ma kiedykolwiek stać się czymś więcej, niż strzelaninką po godzinach.

splatoon_recenzja_lisek_13Po skończeniu kilku gier do naszych mokrych portfeli wpadnie trochę wirtualnej kasy. Za nią będziemy mogli kupić sobie różne dodatkowe bronie do gry w trybie Multiplayer oraz ubrania dla naszego bohatera/bohaterki. Do wyboru mamy wiele rodzajów uzbrojenia. Wariacje karabinów, granatników, snajperek czy dla tych, którzy wolą broń białą… pędzli, sprawią, że w grę będziecie mogli zagrać na wiele sposobów. Snajperki to typowo defensywne bronie. Dzięki ich zasięgowi i możliwości szybkiej ucieczki będziecie starali się walczyć na tyłach. Różnorodne karabiny są dobre do szybkiego malowania terenu i ogólnie do walki. Pędzle ułatwią Wam jako jedyne starcia na krótki dystans oraz pozwolą na nieporównywalne do jakichkolwiek innych broni kolorowanie okolicy. Żeby odblokować pełen arsenał oprócz posiadania odpowiedniej ilości waluty trzeba również ukończyć tryb kampanii dla jednego gracza. Uważam, że tego typu rozwiązania są przyjemne, a do tego mnogość różnych czapek, koszulek i butów dla naszych kałamarniczych przyjaciół spowoduje, że rzadko będziemy widzieli dwie postacie w takim samym ubiorze.

splatoon_recenzja_lisek_09Kolory tej gry aż wylewają się z ekranu telewizora. Nasze Inklingi strzelając z różnokolorowej farby rozświetlają i tak już ciekawe areny. Od strony graficznej również nie jest źle, ale widać, że modele są uproszczone, aby utrzymać dynamiczną rozgrywkę. Podczas zabawy nie było mi dane dostrzec jakiegokolwiek zwolnienia akcji czy jakichś dziwnych artefaktów. Wizualnie Inkopolis jest inspirowane prawdziwym Tokio. Inklingi gustują w ubraniach w japońskim stylu, kojarzących się z tokijską dzielnicą Shibuya, strojami szkolnych dziewczynek czy mechami. Jeśli graliście w „The World Ends with You” to powinniście kojarzyć modę w tych klimatach. Internet jest dosłownie zalewany artami ze słodkimi Ink Girls, a w szczególności dwoma prezenterkami z gry – Marie oraz Callie. Ogólnie widać, że Japończycy lubią macki.

OST z gry bardzo, bardzo daje radę. Dynamiczne elektroniczne uderzenia zapewniają idealny podkład do zaciętych walk. Za muzykę do gry odpowiada Toru Minegishi, którego gracze kojarzą ze ścieżkami dźwiękowymi do The Legend of Zelda: Majora’s Mask czy Animal Crossing. Jeśli lubicie szybkie utwory z wpadającymi w ucho melodiami, to polecam przesłuchać OST ze Splatoon. To naprawdę bardzo dobra muzyka.

Deweloperzy obiecują, że gra będzie ciągle rozwijana. W ciągu tygodnia od kiedy zacząłem grać pojawiły się dwa DLC-ki/patche dodające dodatkowe bronie. Z tego co słyszałem, w trakcie wakacji ma dojść 8 nowych plansz, co łącznie dałoby trzynaście. Jeśli gra będzie dopakowywana contentem przez cały okres życia Wii U (na co się zapowiada dzięki aktualnej strategii Nintendo) to za niedługi czas będzie oferowała o wiele więcej niż to, co opisałem dla Was w tej recenzji.

Ostatnią z ważnych rzeczy, o których chciałem napisać jest wsparcie Amiibo. Aktualnie do gry dostępne są trzy kompatybilne figurki. Inkling Boy, Inkling Girl oraz Inkling Squid. Każda z nich odblokowuje dodatkową minigierkę, w którą możemy zagrać podczas ładowania meczy, strój dla naszej postaci oraz parę dodatkowych wyzwań w specjalnym trybie. Jedyną minigierką, w którą zagracie bez kupowania Amiibo jest „Squid Jump”. Zabawa w niej polega na wskakiwaniu coraz wyżej na wieżę. Jeśli graliście w Icy Tower, od razu się odnajdziecie. Gierka nic nie odblokowuje oraz nas w żaden sposób nie nagradza, ale jest ciekawym umileniem czasu w trakcie oczekiwania na mecze. Wracając do Amiibo – Ink Boy oraz Ink Girl są dostępni osobno, ale aby zdobyć Squida trzeba kupić limitowaną wersję gry (Europa) albo trójpak z figurkami (USA). Bez dodatkowego contentu, który te zabawki pozwalają odblokować, da się obyć… ale figurka Ink Girl jest tak słodka, że niedługo zawita na mojej półce.

Splatoon to bardzo dobra gra. Nintendo weszło na całkiem nieznany sobie teren, ale zrobiło to w sposób odpowiedni. Rozgrywka jest dynamiczna, a kolory i muzyka powodują, że chce się grać. Pomimo dosyć ciężkiego sterowania na początku oraz pewnych niedoróbek sieciowych uważam, że zakup tego tytułu już teraz jest dobrym pomysłem. Grę w wersji pudełkowej można kupić aktualnie za około 120 zł, limitowaną (z figurką Amiibo Squid) za 160 zł oraz cyfrową za 156 zł. Jeśli macie ochotę z kimś się trochę ubrudzić, to Inklingi są do tego jak najbardziej odpowiednie. Mam nadzieję, że Splatoon zagości na konsolach Nintendo na dłużej.

splatoon_recenzja_lisek_01

Plusy
  • Dynamiczna, cały czas coś się dzieje
  • Kolorowa i przepełniona optymizmem
  • Gra na dłużej niż jeden wieczór
Minusy
  • Problemy z trybami online
  • Trochę mało opcji customizacji meczy

Ocena końcowa: 8+/10

Tekst napisany w oparciu o cyfrową wersję gry dostarczoną przez firmę Nintendo. Bardzo dziękujemy!

Autor: Lisek
Data: 11 czerwca 2015, 19:33

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *