»Stranger of Sword City – Recenzja (PS Vita)

Odkąd piszę recenzje, miałem już przyjemność obcować z kilkoma gatunkami gier na które dotychczas nie zwracałem większej uwagi. Nie inaczej będzie w tym tekście. Tym razem wybór padł na przedstawiciela nieco zapomnianego już gatunku (za to w Japonii przeżywającego drugą młodość), a mianowicie dungeon crawlera pod tytułem Stranger of Sword City.

Tytuł zaczyna się dość standardowo, ot lecimy sobie spokojnie samolotem nagle znikamy z radarów i bum, rozbijamy się w jakimś nieznanym nam obcym miejscu, które okazuje się być światem pełnym potworów dybiących na nasze życie (jakby ktoś pytał dlaczego nie latam… to właśnie dlatego). Na szczęście w ostatniej chwili przybywa piękna dziewoja z wielkim zerwikapturem i ratuje nas z opresji. Potem informuje nas, że jesteśmy jednym z wybrańców tzw. Strangerów, którzy jako jedyni są w stanie zwalczać potwory nękające tę krainę. Ot klasyka gatunku.

Gdzieś tam w trakcie opisywanej powyżej historii tworzymy swoją postać. Statystyk mamy sześć, ras też sześć, klas trochę więcej zaś możliwości tworzenia wizerunku naszej postaci jest od groma gdyż… wybieramy jeden z wielu już dostępnych obrazków, który nie ma wpływu na nic, żeby było śmieszniej możemy wybrać sobie płeć męską, a jako wizerunek wziąć biuściastą panią, pełen serwis.

Rozgrywka zaś wygląda następująco. Mamy naszą sześcioosobową ekipę i prujemy przed siebie przypadkowo odkrywając jakieś questy. Czasem któryś z nich popchnie akcje do przodu inne odblokowują nam tylko dodatkowe lokacje. Oczywiście mamy też bazę naszej gildii gdzie otrzymujemy główne zlecenia oraz listę tzw. lineage’ów do ubicia czyli potworków, z których zdobywamy specjalne kryształy, które to przekazujemy jednej z trzech frakcji istniejących w tym świecie w zamian zdobywając specjalne skille niezależne od klasy naszej postaci. Zwiedzając kolejne dungeony znajdujemy sporo przedmiotów(głównie śmieci), które trzeba zidentyfikować. Robimy to albo samodzielnie i zazwyczaj to nie wychodzi, przedmiot staje się przeklęty i musimy wyjść z danego dungeona aby wszystko zidentyfikowało się automatycznie.

Same lokacje mają pewne ciekawe cechy. W jednej z nich musimy iść konkretną ścieżką bo za każdym razem jak przejdziemy przez jakiekolwiek drzwi to te znikają za naszymi plecami. W innej na każdym rozwidleniu gra zakręci nam w głowie i musimy szukać charakterystycznych punktów terenu aby wiedzieć gdzie iść. Przemieszczanie sporych odległości ułatwia nam automove czyli klikamy interesujące nas miejsce na mini mapce a ekipa szybko tam pobiegnie chyba, ze wpadnie na jakąś bliżej niezidentyfikowaną przeszkodę.

Sama walka odbywa się w trybie turowym. Wpierw wybieramy co będzie robić nasza drużyna i czekamy na rozwój wypadków i tak do ubicia rywala. Rewolucji w tym nie ma, smaczku dodają nasze skille specjalne, dzięki którym np. cały nasz team otrzymuje zmniejszone obrażenia lub leczy się co turę (zbawienne przez niemal większość walk). Oczywiście nie ma nic za darmo i nasze specjalne umiejętności ogranicza skromny na początku zasób punktów potrzebny do ich wykorzystywania tzw. Morale. Na szczęście odnawiają się one bardzo szybko. Dosyć dziwnym zabiegiem jest fakt, że zasadzki(o nich za chwilę) pożerają właśnie kilka tych cennych punktów, a to właśnie z nich zbieramy jakikolwiek godny uwagi ekwipunek.

Tutaj dochodzimy do kolejnego minusa, a mianowicie jak bardzo ta gra wymaga grindu. Nabijanie wyższych poziomów trwa w nieskończoność, przedmioty zdobywamy głównie poprzez wspomniane już zasadzki polegające na tym, ze robimy się niewidzialni dzięki czemu widzimy patrole przeciwników i jak spotkamy jakiś z interesująca nas bronią czy innym akcesorium to ujawniamy swoją obecność i staramy się ubić lidera drużyny jak najszybciej, gdyż w przeciwnym wypadku ucieknie on z tak oczekiwanym przez nas orężem. Oczywiście jego koledzy zostają z nami i musimy się ich pozbyć. Fajnie nie? O i po zdobyciu skrzynki takiego konwoju musimy jeszcze zdjąć z niej pułapkę co by nie było za łatwo.Nie muszę chyba dodawać, że zdobywany przez nas pieniądz jest lichy a zakupy w sklepie to tylko z nielimitowaną karta kredytową. Mamy możliwość zmiany klasy postaci by korzystać z przywilejów obu ale jak zmienimy postać to obniża się nam jej poziom o… połowę i grindujemy na nowo. Ilekroć myślałem, że mam silną paczkę to zaraz jakiś boss wyprowadzał mnie z błędu.

Poziom trudności jest dosyć wysoki, nawet na beginnerze, o którym czytałem, że to kaszka z mlekiem. Niestety zginąłem nawet w tutorialu… dwa razy. Strasznie dużo losowych ataków, które zdejmują nam postać na przysłowiowego strzała a oczekiwanie na ich powrót i pełne uleczenie trwa baaaardzo długo. Na domiar złego stan gry zapiszemy tylko w naszej głównej bazie, więc biegłem do niej po niemal każdym minimalnym progresie. Dlaczego ostrożna gra jest taka ważna? Otóż każda z naszych postaci ma konkretną liczbę tzw. life pointsów. Jeśli straci je wszystko to żegnamy ją na zawsze. Owszem możemy tworzyć dosyć szybko nowe postacie oparte o poziom naszej głównej postaci ale zawsze szkoda tracić dobrze już wykreowanego towarzysza broni. Warto dodać, że twórcy jakby wiedzieli, że ich gra do prostych nie należny i zamieścili solidny poradnik dokładnie tłumaczący co i jak. Często z niego korzystałem bo czasami gubiłem się w tych wszystkich opcjach i statystykach, a jest tego sporo.

Graficznie gra jest surowa i to bardzo. Sprite’y owszem są ładne ale to w zasadzie tyle. Otoczenie jest strasznie kanciaste i puste oraz (jak nazwa gatunku wskazuje) ciemne. Muzyka też bez fajerwerków, ot coś tam gra w tle i tyle. Ja wiem, że ten gatunek to ma do siebie no ale można by się wysilić ciut bardziej.

Czy polecam Stranger of Sword City? Fanom gatunku na pewno. To dobry dungeon crawler ale totalnie nie dla mnie dlatego wymiękłem po ponad dwudziestu godzinach. Niestety nawet dla fanów jest to drogi wydatek, wiec sugeruję oczekiwanie na przecenę.

Plusy
  • Mnogość opcji kreowania drużyny.
  • Fabuła
  • Sporo ciekawych rozwiazań
Minusy
  • Poziom trudności
  • Nieustający grind i crafting
  • Cena

Ocena końcowa: 7+/10

Dziękujemy firmie Nis America za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: CELL767
Data: 25 lipca 2016, 21:40

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *