»Street Fighter V – recenzja (PS4)

KIWI-Logo-TM_1417776732

Powszechnie wiadomo, że w bijatyki świetnie się grywa na konsoli. Zawsze z przyjemnością można poobijać sobie mordy w sieci bądź rywalizować z kolegą/koleżanką przy jednej konsoli. W Polsce od zawsze królowały trzy gry tego gatunku– Tekken, Mortal Kombat oraz Little Fighter ekhm… przepraszam: Street Fighter.

Street Fighter gościł już w domach wielu graczy, szczególnie na zachodzie, i doczekał się wielu odsłon – pacz tu linka. Tym razem omawiamy najnowszą, piątą część ulicznego wojownika w wersji na PS4. Grę możecie również dorwać na Steamie, więc nie musicie ubolewać z powodu braku konsoli. I po kilku godzinach spędzonych na rozgrywce, muszę przyznać, że jestem troszkę zmieszany…  dlaczego?

SFV_Character_Story_-_R_1453713419._Mika  

Street Fighter jest wręcz niedokończony i pozostawiony na pastwę MASY DLC, które pojawią się wkrótce. Grę posiadam od dnia premiery i od tego czasu wydano kilka patchy poprawiających stabilność grania online (w dzień premiery serwery padły i nie można było grać przez dwa dni) i dodatek z nową postacią. Odpalając grę offline mamy możliwość przejścia Story Mode, pogrania w tryby survival i versus (jeżeli posiadamy drugiego pada) i treningu. To wszystko. Trochę mało? Oczywiście, gdyż wykastrowany wojownik nie posiada chociażby trybu arcade uwielbianego przez moją skromną osobę. Tryb wyzwań? – nope. Jest zbyt pusto.

Kolejna sprawa, która mnie męczyła to Story Mode – z pewnością po ostatniej bijatyce, którą grałem dość sporo (P4AU) oczekiwałem znacznie więcej, więc może się przeliczyłem. Bo SFV raczej się nie przechodzi dla osi fabularnej. W skrócie? Bison wraz z organizacją Shadaloo, knuje coś złego na skale światową. W każdym razie wszyscy biją się z wszystkimi i nic z tego nie wynika. Koniec. Ale przeszedłem oś z trzech powodów – bo musiałem, bo po walkach można otrzymać „Fight Money” (ale o tym później) i dla przepięknych grafik przedstawiających oś fabularną. Tak, fabuła jest przedstawiona za pomocą visual novelki/mangi z pełnym angielskim/japońskim voice actingiem. Całość przechodzimy za pomocą krótkich historyjek dla każdej postaci. Przejście jednej historyjki to jakieś 5-8 minut (3 walki). Całość przejścia kampanii zajmuje nam mniej niż 2 godzinki.

SFV_screens_Laura01_1455549409

Ale teraz pomówmy o grze samej w sobie. Czy system walki zmienił się od czwartej odsłony gry? Gra jest bardziej przystępna dla nowicjuszy! Piąta część rezygnuje z różnic w ciosach, zależnych od danej odległości między postaciami. Ponadto  jest to poczciwy, stary Street Fighter, w którym mamy trzy rodzaje kopnięć i ciosu pięści. Ponadto SFV jest również idealny dla osoby wprawionej w bijatyki, bo można wywijać masakryczne combo, które powalą przeciwnika w trymiga. Do wyboru mamy aż 16 postaci, w których wchodzą m.in. Ryu, Ken, Chun-li, Bison, Laura, Cammy albo Zangief. Moim faworytem jest w szczególności Ken, ale grając R. Miką również się świetnie bawiłem.

A propos kwestii online to produkcja czerpie również z gier moba, gdyż zamiast wydawać prawdziwe pieniądze na nowe DLC można wykorzystać wirtualną walutę – Fight Money. Rozwiązanie jest okej, gdyż wyjadacze Streeta spędzą mnóstwo godzin w sieci i będą mieli z tego profity. Jedna wygrana walka online to nagroda w wysokości 50 monet. Za pieniążki możecie kupić np. klasyczne stroje lub nowych bohaterów. Jednakże! Jednakże, żeby kupić nową postać, będziemy musieli wydać jakieś, eee, 100 000 monetek? (Przejście story mode da wam możliwość zdobycia idealnej sumy na wykupienie najnowszej postaci – Alexa znanego z trzeciej odsłony serii) Online grało mi się przyjemnie, chociaż dostawałem wielokrotnie łupnia. Zdarzały lekkie ścinki, ale w większości przypadków było dobrze (pomijając premierę). Tym bardziej, gdy gra pozwala na cross-play z posiadaczami gry na PC.

SFV_screens_UI_Zangief_1455549438

Jak tytuł się ogólnie prezentuje? Całość śmiga w stałych 60 klatkach na sekundę, beż żadnych zauważalnych spadków. Postacie wyglądają ślicznie i są przepięknie animowane, tym bardziej podczas critical artsów (super combosach <3). Areny również są prześliczne i oferują różnorodność – tropiki brazylijskie czy tajna baza Shadaloo obfitują w szczegóły. Jest bosko. Jeżeli chodzi o muzykę to stanardzik. Przygrywają charakterystyczne dla postaci tematy muzyczne, tylko brakuje tego – click!.

Podsumowując – Street Fighter V to bardzo dobra bijatyka, która zadowoli graczy tłukących się po sieci. Jest idealna na imprezy, przystępna dla nowicjuszy i daje radość dla starych wyjadaczy. Jedynym mankamentem jest bieda, jaką otrzymujmy w tej chwili – jeżeli będziecie cierpliwi i poczekacie na wszystkie zapowiedziane tryby to będziemy mieć na rynku jedną z najlepszych bijatyk na konsolę PS4.

Plusy
  • Cross-play PS4/PC
  • Śliczna
  • Przystępna dla nowicjuszy
  • Nietrzeba wydawać, pieniedzy na nowe postacie
Minusy
  • Mało trybów gry
  • Konieczność bycia ciągle online

Ocena końcowa: 7+/10

Dziękujemy firmie Cenega za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: Mkali_Vector
Data: 22 marca 2016, 14:17

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *