»Suikoden – Recenzja (PS1)

Suikoden – gra ze stajni firmy Konami, w pewnych kręgach kultowa, głównie dzięki ilości postaci, jakie możemy zwerbować na swojej drodze, a tych jest aż 108. Jej premiera miała miejsce w roku 1995 i mimo przypływu lat, wciąż oferuje znakomitą rozrywkę dla gracza, pod warunkiem, iż ten nie zrazi się archaiczną, jak na dzisiejsze czasy, oprawą audio-wizualną.

Głównym bohaterem, którego poczynaniami przyjdzie nam sterować, jest Tir McDohl – syn bardzo szanowanego generała wielkiego imperium- Teo McDohl’a.

Tutaj muszę wtrącić, iż osoba głównego bohatera została potraktowana przez producentów wręcz po macoszemu, gdyż pozbawiono go jakichkolwiek oznak charakteru. Nasz heros praktycznie nie ma żadnych kwestii, które by wymówił podczas gry. Wyjątkiem są sytuacje, gdzie sami możemy zadecydować, co ma powiedzieć wybierając jedną z kilku możliwości.
Takie spłycenie osobowości głównego bohatera zdecydowanie negatywnie wpływa na dalszą rozgrywkę, gdyż nie ma sposobu, aby utożsamić się z naszą postacią, tak jak w innych grach. Początkowo ów wada wydaje się być dość drastyczna, jednak z biegiem gry oswajamy się z nią i nastawiamy na przyjemność płynącą z rozgrywki.

Niestety większość z postaci, które możemy przyłączyć do drużyny, również posiada mało wyrazisty charakter. Jedynie postaciom epizodycznym, dzięki którym posuwamy do przodu fabułę, twórcy zapewnili pewną osobowość. Jest to z pewnością spowodowane ogromną liczebnością naszych rekrutów.

Fabuła jest raczej prosta i mało wybitna, jednak potrafi w kilku momentach pozytywnie zaskoczyć gracza. Zdarzaj± się w niej momenty wesołe, zabawne, ale i również smutne… Niestety jej największą wadą jest brak czynników, do których przyzwyczaiły nas inne gry jRPG. Przede wszystkim brakuje tutaj villaina z prawdziwego zdarzenia. Ostatnią walkę staczamy o dziwo nie z głównym mącicielem w grze, ale z zupełnie kimś innym. Dodatkową luką jest brak głębszej psychologii.

Ciekawie rozwiązano system czarów. Otóż prawie każdej z postaci możemy założyć jedną z wielu run, każda o odmiennym działaniu. Jedne posiadają moc rzucania zaklęć ognia, wody, ziemi itd., dzięki kolejnym będziemy mogli użyć nowych zdolności, inne zaś wpływają bezpośrednio na kondycję bohatera. Gdyby postacie mogły naraz dzierżyć po kilka run to powiedziałbym, iż system zastosowany w Suikodenie był pierwowzorem materii w Final Fantasy VII. Miłym dodatkiem są ataki łączone. Bohaterowie mogą łączyć swoje ataki fizyczne bądź magiczne tworząc zabójcze kombinacje.

Graficznie niestety Suikoden prezentuje się niezwykle słabo. Niemal cała gra to średniawe 2D (szczerze mówi±c to na SNESie widywałem ładniejsze), jedynie pole walki jest w trzecim wymiarze, zaś postacie, na nim walczące, to bitmapy.

W kwestii muzycznej powiem, iż nie jest źle. Było kilka fajnych utworów, ale niezapadające w pamięć tak jak kompozycje Nobuo Uematsu, czy Yasunori Mitsuda. Dźwięki jakie uraczymy usłyszeć, również kojarzą się ze wspomnianym wcześniej SNESem.

Mimo wszystkich nieprzyjemnych rzeczy jakie napisałem o grze, ta posiada jedna „to coś”, co nie pozwala się od niej oderwać i pozostawia miłe wspomnienia. Dawno nie bawiłem się tak dobrze jak właśnie grając w Suikodena. Polecam go wszystkim tym, którym nie straszna jest przestarzała oprawa czy ogólne niedoróbki. 

Ocena końcowa: 8-/10

Autor: Frioniel
Data: 11 grudnia 2017, 22:53

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *