»Sword Art Online Re: Hollow Fragment – Recenzja (PS4)

Sword Art Online to historia, która oryginalnie została przedstawiona w nowelkach wydawanych od 2009 roku. Szczyt popularności osiągnęła w 2012, gdy powstało bazujące na nich anime. Wielu mangowców dosłownie oszalało na punkcie konceptu VRMMORPG przedstawionego przez twórców.

W świecie przedstawionym pojawia się urządzenie – NerveGear, coś jak nasze nadchodzące PlayStation VR czy Oculus Rift, które ma służyć ludziom do zanurzania się w światach gier. Pierwszą taką grą jest SAO; świat, do którego loguje się 10 000 graczy, którzy następnie zostają uwięzieni przez szalonego dewelopera. Bez możliwości wylogowania się czy zginięcia w wirtualnej rzeczywistości (bo oznacza to śmierć w prawdziwym świecie) gracze podejmują próbę ukończenia morderczej gry.

Zacznę od tego, że fabuła Sword Art Online Re: Hollow Fragment może być niezrozumiała dla wielu osób. Głównym powodem jest to, że akcja gry startuje w momencie gdy nasi bohaterowie dotarli już do 75 ze 100 pięter wieży Aincrad. Obejmujemy kontrolę nad Kirito – głównym bohaterem znanym z nowelki i anime. Nieważne jak nazwiemy naszą postać w trakcie tworzenia – i tak wszyscy pozostali kompanii będą nazywali nas jego imieniem. Warto zauważyć również, iż ci znający fabułę z anime mogą być zaskoczeni obecnością dwóch postaci – Leafy oraz Sinon. Gra w bardzo niezręczny sposób próbuje wytłumaczyć ich obecność w SAO. Do bohaterów dołącza również jedna zupełnie nowa postać.

Sam gameplay gry jest podzielony na jakieś cztery sekcje. Pierwsza to wstawki przypominające te znane nam z visual novelek, w których postacie rozmawiają ze sobą na wiele tematów (bardzo rzadko powiązanych w jakikolwiek sposób z fabułą). Ta część wypada całkiem nieźle, jeśli jest to coś czego oczekujecie od gry bazującej na VRMMORPG. Voiceover postaci pokrywa się z tym z anime (japoński dubbing), a rysunki są bardzo ładnie zrobione.

Drugą częścią jest poruszanie się po mieście Arc Sophia. Pierwsze co rzuca się w oczy to DRAMATYCZNY spadek FPS po wyjściu z tawerny – za każdym razem jak wychodziłem to ilość klatek spadała w granicę 10-15. Pomimo pojawienia się poprawki do gry ten problem nie został naprawiony. W mieście możemy pobierać nowe questy, wchodzić w interakcje z postaciami oraz kupować i sprzedawać przedmioty.

Następny fragment to bieganie po labiryntach. Startując od 75 piętra aż do 100 wypełniać będziemy mini questy typu zabij 7 przeciwników X, zabij minibossa Y, zbierz trzy Z. Powtarzać do bólu. Labirynty wyglądają bardzo podobnie do siebie i raczej nie zobaczycie jakichś lokacji, które zapierają dech w piersiach. Po wyczyszczeniu wszystkiego i dotarciu do ostatniego pomieszczenia przechodzimy w fazę czwartą.

W ostatnim etapie każdego piętra przyjdzie nam zmierzyć się z bossem. Cała zabawa polega głównie na tym, żeby przeczytać o możliwościach bossa przed samą walką i tak ustawić zespół, żeby nie zginąć. Dzięki temu, że główny bohater jest tanko-healero-DPSem jesteśmy praktycznie nieśmiertelni. Walki z bossami trwają około 10-15 minut i polegają głównie na wybieraniu umiejętności, które aktualnie odnowiły swoją możliwość użycia. Nuda.

Warto wspomnieć jeszcze o kilku innych ciekawostkach a propos rozgrywki. Praca kamery jest naprawdę ułomna. Wielokrotnie znajdziecie się w sytuacjach, w których zamiast widzieć przeciwników będziecie obserwować ścianę. Nie wiem, kto też wpadł na pomysł aby tego samego przycisku używać do wykonywania ataku, otwierania skrzyń oraz rozpoczynaniu rozmowy z członkiem zespołu. Nie jeden raz zdarzyło mi się, że chciałem unikać walki z przeciwnikami i tylko szybko zebrać skrzynkę i pobiec dalej – kończyło się przeważnie na zaatakowaniu i straceniu kilkunastu sekund. Dodam jeszcze, że z jakiegoś powodu, żeby otworzyć skrzynkę czy drzwi trzeba się ustawić do niej idealnie twarzą i wcisnąć dwa razy kółko. Ot, taka pierdółka. A właśnie, co do skrzynek – nawet, jak zbierzecie zawartość skrzynki, to i tak pozostanie ona na mini-mapie. Niepotrzebne zamieszanie.

Wersja PS4 prezentuje również możliwość zagrania w dodatkowy scenariusz – Hollow Area. Spotkamy tam o wiele trudniejszych przeciwników. W trakcie eksploracji natkniemy się również na specjalne misje, w których to będziemy musieli wykonać specjalne zadania, takie jak zabijanie potworów na czas. Scenariusz posiada jeszcze możliwość odblokowywania perków za wykonywanie specjalnych akcji w trakcie wyżej wspomnianych misji.

Jeśli chodzi zaś o oprawę audio-wizualną, to gra wypada bardzo biednie. Oryginalnie tytuł ukazał się na konsoli PSP pod tytułem Sword Art Online: Infinity Moment. Modele starają się wyglądać niczym wzięte z anime, ale niestety na dużym ekranie to nie wychodzi. Gry przeniesione w ten sposób pozostawiają niesamowity niedosyt. Gram na PS4 – konsoli 8 generacji – a co mi serwują twórcy? Tytuł, którego grafika jest na poziomie dwóch generacji wstecz. Większość dźwięków w trakcie walk czy na mapach labiryntów jest co najmniej słabej jakości. Na przygrywającą w tle muzykę nie zwróciłem jakiejś większej uwagi – jest, nie wkurza, ale nie ma żadnych ciekawych utworów wartych zapamiętania.

Sword Art Online Re: Hollow Fragment to pozycja stricte skierowana do fanów SAO. Osoby, które nie są zainteresowane tym anime czy light novelką niech trzymają się od tej gry z daleka. Tytuł znacznie bardziej nadaje się na przenośne konsolki. Fani SAO mogą sobie podbić ocenę o dwa oczka, a ci grający przenośnie dodatkowo o kolejne dwa.

Plusy
  • Mnóstwo ciekawej zawartości dla fanów
Minusy
  • Gra nie nadaje się dla osób bez znajomości materiału źródłowego
  • Nuda
  • To nie powinno ukazać się na dużej konsoli

Ocena końcowa: 3/10

Dziękujemy firmie Cenega za udostępnienie egzemplarza gry!

Autor: Lisek
Data: 3 stycznia 2016, 23:02

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *