»Terranigma – Przemyślenia

Terranigma – Genesis czy Matrix?

Jak już nieraz wspominałem – i jak zapewne sami się przekonaliście, przechodząc tę grę – Terranigma zachwyca przede wszystkim fabułą. Z braku rozbudowanych dróg rozwoju i postaci, które można by rozwijać, to właśnie historia opowiedziana podczas gry jest jej głównym atutem. A trzeba przyznać, że jest to opowieść na bardzo wysokim poziomie. Przechodząc grę, przeżyliśmy wszystko – stworzenie (czy raczej wskrzeszenie) świata, narodziny cywilizacji, atak zombie… Długo by się rozwodzić. Przy okazji gra zachęca nas do zastanowienia się nad kondycją naszego własnego świata. Odnajdziemy tam nawiązania do Chrześcijaństwa, Buddyzmu i toposu „wybrańca”. W miarę postępu fabuły, sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, a niektóre sceny są tak alegoryczne, że trudno się w nich połapać. Dlatego też postaram się jeszcze raz naświetlić niektóre z nich, powrócić do kilku być może mało zrozumiałych momentów i spróbuję nie tyle odpowiedzieć, co raczej postawić kilka pytań, które gdzieś w trakcie grania mogły zaświtać także wam. Oczywiście każdy z nas może mieć własną interpretację tego, co zobaczył w Terranigmie – zachęcam więc do własnych prób zrozumienia tej niezwykłej gry.

Oczywiście w celu dokonania analizy fabuły gry, będę musiał zamieścić w tekście liczne spoilery. Zachęcam więc do przeczytania go dopiero PO ukończeniu pozycji.

Sprawa Intro

Chcąc prześledzić fabułę Terranigmy, nie sposób pominąć intro. Dowiadujemy się z niego o Dobrej i Złej stronie planety, „zewnętrznej i wewnętrznej twarzy”. Mamy więc coś pomiędzy chrześcijańską wersją dobra i zła oraz buddyjskim Yin-Yang. Łatwo odnieść to również do świata gry, który składa się z wewnętrznych podziemi i powierzchni. Intro ukazuje nam również, że na skutek Złej strony powstaje chaos i zniszczenie – ale już to zdanie podejrzanie wynika z poprzedniego: „szybki postęp zapuszcza korzenie”. W grze nieraz spotkamy się z opiniami, że postęp nie przynosi niczego dobrego. Ale przecież intro opowiada o wydarzeniach sprzed początku fabuły… Zaraz potem ukazuje się nam słynny zegar z trzynastą godziną. Każdy może to tłumaczyć jak chce, ale być może to symbol tego, że gra toczy się jakby poza normalnym czasem, poza historią? Może trzynasta godzina powstała specjalnie po to, żeby Ark mógł spełnić swoją misję? To by mogło wyjaśnić nienaturalnie szybki rozwój wskrzeszonego świata. Sam Ark daje nam wskazówkę, kiedy pod koniec gry zastanawia się, ile czasu upłynęło od jego podróży. A może trzynasta godzina to tylko symbol tego, co później mówi Kumari – że Ark, jako bohater („wybraniec”), istnieje „poza pętlą losu”. Zresztą, w to też bym do końca nie wierzył… Do tego znaku odnosi się również „Ark z jasnej strony” – twierdzi, że trzynasta godzina symbolizuje zachwianie równowagi świata z powodu wskrzeszenia Berugi.

terranigma_przemyslenia_1

Jeśli na zegarze widzisz trzynastą godzinę, to wiedz, że coś się dzieje!

I jeszcze jedno – czy określenie „46 bilionów lat” w intro to pomyłka w tłumaczeniu wieku ziemi, czy może raczej aluzja, że gra ukazuje jej daleką przyszłość? Czy to nie jest już któryś kolejny cykl rozwoju i upadku świata? Przygody Arka wyraźnie na to wskazują.

Crysta – po drugiej stronie lustra

Ano właśnie – skąd się wzięła Crysta i dlaczego jest tak ważna? Jak wiemy, tutaj gra się zaczęła i tutaj się kończy. Oczywiście te dwie wioski z początku i końca gry znacznie się różnią… Właśnie – jak wyglądało życie w wiosce przed tym, jak Ark się obudził? Starzec mówił przecież o zdarzeniach z poprzedniego dnia… Z drugiej strony, jak sam wspomina, nikt z wioski nigdy nie był na zewnątrz. Jak więc wyglądało życie mieszkańców dzień przed rozpoczęciem fabuły? Czy żyli sobie w sielance aż do momentu, w którym nadszedł czas na wprowadzenie Arka w jego „misję”? Czy za niebieskimi drzwiami, które zaczęły wszystko, była przedtem tylko komórka? I czy W OGÓLE Crysta istniała już wcześniej? Przebudzenie się Arka może przecież symbolizować jego narodzenie – czyż nie został stworzony do konkretnej misji, konkretnego celu? Po co więc była mu przeszłość, jego uczucie do Elle? Może Crysta została stworzona akurat w takim stanie, w jakim ją widzimy na początku – kto wie? Jeśli jednak Ark miał przeszłość, być może to wszystko miało przygotować go do wykonania misji. Wracając do piwnicy za niebieskimi drzwiami – dlaczego Starzec ją stworzył? Tylko po to, by zapieczętować pudełko i Yomiego? W takim razie powraca pytanie, czy te piwnice były tam wcześniej. Jeśli tak, to dlaczego akurat w TYM momencie historii ktoś w ogóle spróbował je otworzyć? Sztuczka Starca, który akurat wtedy wygodnie zniknął? Raczej tak. Po uwolnieniu Yomiego, przyjaciele Arka zamarzają. Czy to zachwianie równowagi światów wywołane odpieczętowaniem pudełka (jak twierdził Starzec) czy kolejna sztuczka, która miała „zmotywować” Arka do opuszczenia wioski? W końcu dowiadujemy się, że to Starzec wszystko zaplanował, chciał skłonić Arka do działania i jego zdenerwowanie po uwolnieniu Yomiego musiało być sztuczne. Na początku czwartego rozdziału dowiadujemy się zresztą, że Yomi i Starzec współpracowali od początku. W takim razie całe zamieszanie z piwnicą miało chyba dać Arkowi powód, żeby słuchał ich poleceń…

Do Yomiego jeszcze wrócimy, ale pomyślmy o Storkholm – już w Crysta słyszymy od jednego z mieszkańców, że czasem widzi on w sadzawce jakby odbicie miasta. Jest to o tyle ciekawe, że przecież na powierzchni nie powinno jeszcze nic być… Mamy też młynarza, który cierpi na deja vu (podobnego możemy później spotkać w… Nirlake). Wreszcie, krajobraz Crysta wypełniają mieniące się krople, które są zwane „łzami zewnętrznego świata”. Na końcu gry dowiadujemy się, że jest to materiał, z którego powstali ludzie z Crysta i w który się później zmieniają. Możemy się też dowiedzieć, że w kroplach widać odbicia dziwnych osób i miejsc. W pewnym momencie fabuły Ark orientuje się, że jego rodzinna wioska jest dosłownie klonem pewnego europejskiego miasteczka z powierzchni. Potwierdza to Starzec na końcu gry, który uświadamia mu, że Crysta i jej mieszkańcy to jedynie kopie. Nasuwa się pytanie, dlaczego akurat Storkholm zostało „sklonowane”? Te wszystkie kopie, które później okazują się być „mroczne”, możemy chyba odczytać jako symbol zła, które siedzi w każdym człowieku. Dobra wersja na powierzchni, zła wersja pod spodem… Ale czy mieszkańców podziemia można nazwać złymi? Nawet Elle, Yomi czy Starzec to nie są osoby łatwe do osądzenia. Jaką więc rolę pełnią bohaterowie w tej układance?

Wybraniec czy marionetka – kim jest Ark?

Kim jest Ark? Samotnym bohaterem, wybrańcem, który dźwiga na barkach losy wskrzeszenia świata? A może marionetką w rękach Mrocznej Gai i jej popleczników, nieświadomie doprowadzającym do kolejnej zagłady?

Pochodzi on z Crysta – sztucznego świata, który jest odwzorowaniem nieistniejącej już (jeszcze?) wioski. Zostaje wysłany przez Starca na wielką wyprawę, w czasie której: tworzy świat, rośliny, zwierzęta, ludzi… Yomi słusznie nazywa go czymś w rodzaju boga. Jednak jak się okazuje, to wszystko jest tylko planem Mrocznej Gai, stworzonym – najwyraźniej – w celu opanowania świata. Ark to dla mnie jakby ponura karykatura Neo z Matriksa (którą oczywiście nie jest, wszak „Terranigma” powstała w 1995) – jest „wybrańcem”, ale tak naprawdę został (teoretycznie) stworzony w celu zniszczenia świata, nie jego ocalenia. No właśnie – teoretycznie, bo przecież trudno jest uwierzyć w to, o co obwinia się sam bohater, że został powstał tylko w celu sprowadzenia zguby na świat. Wszak sama Jasna Gaia mówi, że w jego żyłach płynie moc obu stron – złej i dobrej. Wytłumaczyć to można tak, że sam Ark składał się z dwóch części, które były jednak w jednej postaci. No dobrze, ale przecież spotkał swoją „wersję light” – na końcu gry, na Biegunie Południowym. Czy może być dwóch wybrańców? No chyba, że tam właśnie nastąpiło „połączenie” dwóch stron Arka, który mógł dzięki temu odrodzić się jako prawdziwy bohater (co zresztą sugeruje potem Yomi).

terranigma_przemyslenia_2

Czy tego chcesz, czy nie – zostałeś wybrany

W każdym razie, od początku jest wiadome, iż Ark nie jest pierwszym bohaterem. Już zwiedzając po raz pierwszy nasze pudełko, słyszymy głos o „innych przed nim”, którzy kiedyś je otwierali. Coś wam to przypomina? Wybraniec poza systemem, a jednak w nim… Takie było chyba zresztą zadanie Yomiego – pilnowanie, żeby Ark działał zgodnie z „przeznaczeniem”. I ten wypełnia swoją misję, może wbrew woli Starca, ale najwyraźniej zgodnie z wolą Jasnej Gai – która wspomina, że bohater pojawia się co jakiś czas, „gdy Ziemia jest w niebezpieczeństwie”. Pytanie tylko, w jakim niebezpieczeństwie była Ziemia, skoro nie było ani Arka, ani Berugi, ani nawet powierzchni planety?

Starzec – zło w ludzkiej postaci?

Okazuje się, że Starzec to Mroczna Gaia. Zdradza to najpierw Yomi w słynnej scenie otwierającej czwarty rozdział, wskazują na to również słowa samego zainteresowanego przed ostatnią walką, że „będzie walczył pod swoją prawdziwą postacią”. Skoro jednak Starzec okazuje się być ucieleśnieniem zła, dlaczego tak naprawdę inicjuje całą tę przygodę? Rzekomo aby rządzić światem ręką szaleńca Berugi, ale to trochę za mało. Jak słusznie zauważył Yomi, w wyniku naszych działań powstaje świat na powierzchni, przez prawie całą grę tworzymy coś dobrego, potrzebnego. Skoro taki był plan Starca (oczywiście nie uwzględniając punktu, w którym go pokonujemy), to trudno go nazwać całkowicie złym. Co prawda bez naszej interwencji światem zawładnąłby Beruga… ale bez niej nie było by też ani jego, ani nawet świata! Najwyraźniej „bez słońca nie może istnieć cień”, jak stwierdził sam Starzec przed ostatnią walką. Cały los planety zależy od równowagi i powtarzających się cykli, których jesteśmy częścią. Tak więc i on sam jest niewolnikiem pewnego systemu, który determinuje jego działania. Podobnie jest zresztą z Jasną Gaią, która pomaga nam poprzez Kumariego.

Yomi – tajemniczy strażnik

Co w takim razie z Yomim i pudełkiem – czy stwór był sojusznikiem Starca? A skoro tak, to dlaczego pomagał Arkowi przez całą grę, a potem próbował go zabić? Sam stwierdził, że Ark został tylko przez nich wykorzystany, a on sam miał go zabić tuż po wskrzeszeniu Berugi. Jednak tego nie zrobił i czekał na lepszy moment… Najbardziej niezrozumiałą dla mnie rzeczą jest fakt, iż pod koniec gry pojawia się drugi Yomi, który ma być „tym dobrym”. Tymczasem Ark rozmawia z nim później jakby się znali od zawsze, w dodatku padają słowa „towarzyszyłeś mi przez całą podróż”. Czy to nie sprzeczność? Czy ten Yomi jest oryginałem, a ten pierwszy został skopiowany razem z resztą wioski i był tylko bezwolnym narzędziem Starca? Jeśli tak, skąd wziął się w pudełku? Tak czy inaczej, stwór ma swój udział w cyklu rozwoju świata. Jak sam stwierdza, „wraca do spania i obudzi się, kiedy znowu ktoś wyrwie się ze stada, jak Ark”. Teraz jednak nasuwa mi się, że tę metaforę można odnieść do dwóch rzeczy – zarówno do poprowadzenia takiej „anomalii” jako bohatera, jak i do wyeliminowania jej… Na końcu mamy też śmieszno-straszną wizję Yomiego jako przyszłości naszego gatunku. Zakpienie z ewolucjonistów? Jeśli on jest naszą przyszłością, to chyba wolę jej nie doczekać… Ale to może być też kolejny symbol cyklu życia. W końcu sam Einstein mówił o powrocie do kijów i kamieni… A skoro Yomi byli początkiem, to według logiki gry powinniśmy do nich wrócić. No dobrze, to zbyt straszne…

Co do samego pudełka – skoro było (rzekomo) „nie z tego świata”, powinno pochodzić z powierzchni – jednak tam jak wiemy było już inne, zawierające skarb ze Storkholm. W takim razie czy to pierwsze jest jego kopią? Nie ma niezbitych dowodów, że przynależy jakoś do Mrocznej Gai. I jaką rolę pełni w wykreowaniu bohatera? To w końcu tam padają słowa o poprzednich „wybrańcach” – najwyraźniej więc istniało znacznie dłużej niż sam Ark, może niż Crysta… Tylko właśnie – pudełko, czy pudełka?

Wpadłem na jeszcze inną interpretację – poprzednicy Arka, o których słyszymy w pudełku, to wcale nie bohaterowie. W końcu znajdujemy tam BROŃ, która (niekoniecznie słusznie), kojarzy się ze złem. Ta scena jest więc być może jednym z wielu symboli, łączących postęp ze zniszczeniem (więcej o tym później). Jeśli tak jest, to pudełko faktycznie może być dziełem Mrocznej Gai. Tym ciekawszy staje się wówczas fakt, że w oryginalnym pudełku również znajdujemy broń…

Czy postęp jest zły? Casus Berugi

Jak już wspominałem, podczas gry możemy natrafić na gorzkie przemyślenia dotyczące postępu. Kiedy rozwijamy miasta, zdarza nam się usłyszeć osoby, które uważają, iż „kiedyś to było lepiej”. Czyż nie brzmi znajomo? Bardzo zapadł mi też w pamięć fakt „ewolucji” stosunków ludzi i zwierząt w grze – początkowo je tworzymy, pomagamy im, jesteśmy z nimi na równi – co jest pokazane poprzez zdolność rozumienia mowy zwierząt, a nawet roślin. Jednak po wskrzeszeniu ludzkości tracimy tę umiejętność, a wraz z postępem zaczynamy traktować zwierzęta jak przeciwników (Neotokio), a w końcu jak niewolników (Czarny Rynek we Freetown, ZOO w Suncoast). Ta ironia losu jest chyba prawdziwa także w odniesieniu do naszej Ziemi, w końcu „człowiek to najokrutniejsze zwierzę”… Jednak rozwój cywilizacji jest przecież w grze ukazany jako coś dobrego, jest wręcz naszym celem. Od początku do niemal końca mamy poczucie, że robimy coś istotnego, że uczestniczymy w pewnego rodzaju boskim dziele. Skąd więc te fałszywe nuty w obrazie postępu? To chyba przypomnienie, że świat nie jest czarno-biały, że nic nie jest tylko dobre, nawet rozwój świata. Tak czy inaczej, czy można tego uniknąć?

terranigma_przemyslenia_3

Wodzu, prowadź!

Inną sprawą jest postać i życie szalonego naukowca, Berugi. Ta niezwykła osoba jest w grze zaprezentowana niemal pobieżnie, nie mamy wielkich szans, by wczuć się w jego rolę. Dwa ważne wydarzenia pomagają nam jednak docenić ważkość tej postaci dla fabuły – pierwszym z nich jest odnalezienie historii ziemi, zapisanej w komputerze w jego laboratorium. Drugim – oczywiście spotkanie z nim samym, kiedy go „wskrzeszamy”. Dzięki temu dowiadujemy się, jak złożoną osobą był Beruga. Genialny naukowiec, który doczekał się praktycznie kultu jednostki; twórca inżynierii genetycznej, hibernacji, leków na nieuleczalne dotąd choroby, promotor sztucznej inteligencji… Prawdziwy bohater! A jednak był szaleńcem – tworzył żywe trupy, zaprojektował śmiertelny wirus, praktycznie doprowadził do poprzedniej zagłady świata i najwyraźniej miał zamiar to powtórzyć. Czy Beruga to kolejny symbol postępu? Z pewnością. Twórcy gry po raz kolejny pokazują nam, że wszystko ma swoją cenę, a czasem może ona być zbyt wysoka – ale czy na pewno? Skoro żyjemy coraz dłużej i jesteśmy coraz odporniejsi, co zrobi ludzkość, jeśli dojdzie do poważnego przeludnienia naszej planety? A może natura sama wymusi powrót do równowagi? Czas pokaże.

Kobieto, puchu marny… Elle, Elle i reszta

Naszemu „wybrańcowi” nierzadko w misjach pomagają sprzymierzeńcy. Choć gra jest wyjątkowo skoncentrowana na jedną postać, to przecież sam nikt świata nie uratuje… A skoro bohater, to i powodzenie u kobiet. Pech albo złośliwość losu sprawiają jednak, że Ark również w tym temacie nie radzi sobie najlepiej… Wszystkie „kobiety jego życia” biorą udział w zapadających w pamięć, metaforycznych scenach, ale też wszystkie są w pewnym stopniu postaciami tragicznymi.

Jego pierwszą wybranką serca jest oczywiście Elle z Crysta. Z początku nie ma co do tego żadnej wątpliwości – sprawa jest postawiona jasno, zresztą uczucia Arka do różowowłosej zostają później wrednie wykorzystane przez Meilin. Właściwie sama Elle nie ma aż tak dużej roli w fabule (aż do 4 rozdziału). My jesteśmy na powierzchni, ona w podziemiach… Nie wiemy jaka była naprawdę, możemy tylko ufać słowom samego Arka. Dlaczego więc była gotowa go zabić? Oczywiście, Starzec ją zmanipulował, a w końcu poświęciła się, ratując bohatera przed Yomim. A jednak był taki moment, kiedy była gotowa zaatakować… Co nią powodowało? Czy była tak podatna na sugestie „autorytetów”, czy może miała żal do Arka, że zniknął? A może po prostu jako klon miała „wbudowany” taki charakter. No właśnie – czy Elle była przeciwieństwem, czy kopią dziewczynki ze Storkholm?

Elle z powierzchni to zupełnie inna bajka. Na początku w ogóle nie zamierza się odzywać (oczywiście jest to spowodowane ciężką traumą z dzieciństwa). Tym razem to my poznajemy jej „historię życia”, a Ark zaznajamia się z nią właściwie tylko przelotnie… Parę razy ratując jej życie. Mimo to Elle podejmuje się opieki nad bohaterem po jego „reinkarnacji”, a potem bez wahania broni go przed… samą sobą. Można się więc domyślić, że żywi do naszego bohatera silne uczucia. A jednak… co z pogłoskami, że to ona odpowiada za śmierć króla? Znając jej przeszłość, nietrudno w to uwierzyć. Czy jednak taki czyn można usprawiedliwić?

W toku fabuły musimy dwukrotnie porównywać obie bohaterki. Najpierw po walce na nawiedzonym statku, Elle z powierzchni pyta nas, czy ich osobowości się różnią. A w czwartym rozdziale, kiedy właściwie obie ratują życie Arka, musimy zdecydować, która Elle bardziej nam odpowiada (niestety nie ma to żadnego wpływu na rozgrywkę). A wy, którą byście wybrali?

Idealny moment na rozmowę o uczuciach...

Idealny moment na rozmowę o uczuciach…

Oczywiście nie może zabraknąć również Meilin, małej dziewczynki o niepokojących umiejętnościach, na zabój zakochanej w Arku. Jednak i ona jest bohaterką w pewnym sensie tragiczną – jej uczucie jest beznadziejne, bo nie ma szans w starciu z „konkurencją”. Ostatecznie jej marzenia zderzają się z brutalną rzeczywistością. Początkowo wydaje się, że Meilin przejdzie na „ciemną stronę”, jednak dziewczyna jest twarda i ostatecznie postanawia pogodzić się z losem… Miło, że ktoś w tym świecie zachował jednak trzeźwy umysł.

Wątek miłosny w grze dopełnia jeszcze uczucie Fyda’y i Royda, którzy poświęcają się, aby nas uratować. Twórcy tego tytułu wyraźnie lubią tragedie…

Dalsze losy świata, czyli tęczy nie będzie

Kiedy Ark zażywa coś podejrzanego w świątyni Astarica, nawiedza go dziwna wizja. Dowiaduje się tam o starożytnym rytuale, który miał przybliżyć człowieka do bogów (kojarzy się to z autentycznymi rytuałami Azteków). Jednak Elle, która „gra” w śnie rolę takiego nadczłowieka, wyjawia gorzką prawdę – to tylko rytuał obrazujący żądzę władzy, a ludzie nigdy się nie zmienią – zawsze będą podążać za swoimi instynktami, dążyć do coraz większych celów, niezależnie od kosztów… W końcu na świecie znajdzie się kolejny Beruga – który przecież też chciał tylko „ulepszyć” nasz gatunek. Czy więc możemy wierzyć Jasnei Gai, że świat Terranigmy został w końcu uwolniony od zła? Wątpię. Wszak słońce potrzebuje cienia…

A co z Arkiem? Wbrew pozorom, chociaż był wybrańcem, nie wyrwał się całkiem z pętli losu. W końcu jego przeznaczeniem było przywrócenie równowagi świata… Później musiał odejść, ale jestem pewien, że powróci w taki czy inny sposób. Czyż nie na to wskazuje ostatnia scena gry, w której Elle słyszy pukanie do drzwi? Myślę, że niezależnie od przeznaczenia, zła i wszystkich przeciwności losu, na świecie zawsze znajdzie się miejsce dla bohatera – i dla uczucia…

Autor: Garrox
Data: 18 lutego 2014, 14:42

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *