»Terranigma – Recenzja

Zapomniana perła?

Kiedy mówimy o jRPG, a szczególnie o grach na SNESa, mamy w myślach głównie jednego dewelopera – Square. Trudno się temu dziwić, bo grupa ta wydała mnóstwo znakomitych pozycji, rozpoznawalnych na całym świecie, a nawet w Polsce. Czasem jednak warto jest wyjść poza ten „kwadratowy” zbiór gier i poszukać nieco mniej sławnych pozycji. Możemy się dzięki temu natknąć na takie perełki jak „Terranigma” – gra stworzona przez nieistniejącą już grupę Quintet i wydana przez dobrze znany fanom jRPG Enix. Co ciekawe, nie została ona nigdy wydana w Stanach Zjednoczonych – szkoda, bo jest to pozycja z pewnością warta uwagi. Dlaczego? Choćby z powodu nieco odmiennego spojrzenia na to, co powinno cechować dobrego „erpega”. 

Opowieść o stworzeniu świata?

„Planeta posiadała dwie dusze. Zewnętrzną i wewnętrzną twarz. Jasną i Ciemną Stronę…” Właśnie tak klimatyczne intro gry wprowadza nas w jej niezwykłą fabułę. Oczywiście jest to kluczowy element praktycznie każdej pozycji tego typu – jednak niejednokrotnie spotykałem się z głosami określającymi fabułę japońskich RPG jako wtórną, przewidywalną, czy wręcz infantylną. Twórcy „Terranigmy” najwyraźniej postanowili się zmierzyć z tym stereotypem. Trzeba przyznać, że wobec uproszczenia innych elementów gry (o których napiszę w dalszej części recenzji), jej klimat i cała „opowieść” zostały potraktowane z należytą uwagą.

Historia opowiedziana w „Terranigmie” rozpoczyna się w iście sielankowej scenerii – malutka wioska Crysta, w której wszyscy żyją w przyjaźni pod rządami mądrego Starca. I główny bohater, Ark, budzony właśnie przez swoją dziewczynę. Czyż to nie cudowne? No dobrze, oczywiście to tylko złudzenie. Wkrótce przez własną ciekawość spowodujemy niemiłe wydarzenia i będziemy musieli (pierwszy raz w życiu) opuścić wioskę w celu… wskrzeszenia świata. Ha! Tyle już razy zdarzało mi się ratować świat (powinni mnie zatrudnić na etat), ale wskrzeszanie? Tego jeszcze nie było… Cóż, wbrew pozorom nie będzie to takie trudne (!), ale to tylko początek. Nie wystarczy czegoś stworzyć, trzeba jeszcze dopilnować, żeby zaczęło działać… Żeby nie wgłębiać się za bardzo w szczegóły, powiem tylko, że będziemy mieli okazję uczestniczyć w całym procesie „ewolucji świata”, od wymarłego pustkowia, aż do technologii rodem ze „Star Treka”. W tym czasie nawiążemy przyjaźnie z roślinami, zwierzętami, no i oczywiście z ludźmi. Zresztą – do ludzi jeszcze wrócimy…

terranigma_recenzja_1

Doktor Dolittle to przy nas pikuś!

 

Fabuła „Terranigmy” charakteryzuje się niezwykłym dopracowaniem i wyjątkowym klimatem (podkreślanym jeszcze przez charakterystyczne, poważne motywy muzyczne). Pomijając już sam oryginalny pomysł oparcia gry na „zabawie w boga”, gra nierzadko stara się wprowadzić nas w niemal mistyczny nastrój. Przechodząc kolejne etapy rozwoju globu, możemy odnieść wrażenie, że w tym wszystkim jest jakieś drugie dno. Całą fabułę łatwo zresztą odnieść do naszego świata, bo ten tworzony przez Arka jest do niego bliźniaczo podobny. Te same są kontynenty, te same krainy, ba! Spotykamy nawet powszechnie znane osoby, takie jak Edison, Bell czy Kolumb. Wszystkie one odegrają pewną rolę w naszych przygodach. Takich odniesień do rzeczywistego świata jest zresztą znacznie więcej, nawet w mało znaczących szczegółach. Widzimy na przykład charakterystyczne kaleczenie języka przez mieszkańców dalekiego wschodu (twórcy popisali się tu świetną autoironią), czy „kodeks robotów” – o którym mówi szalony naukowiec Beruga (bardzo ciekawa postać, niestety potraktowana trochę po macoszemu), a który jest niemal żywcem przeniesiony z opowiadań science-fiction.

Historia człowieka?

Jednak nie wszystko jest tak jasne, jakby się wydawało. Fabuła obfituje w liczne zwroty akcji – zwłaszcza pod koniec gry, kiedy staje się jeszcze bardziej zawiła i metaforyczna. W grze nie brakuje też pesymistycznych wydarzeń, czy wręcz tragizmu. Co prawda Ark jest aktywnym uczestnikiem zdarzeń, ale za to my możemy się przyjrzeć ludziom z pozycji „obserwatora wszechwiedzącego”. I, co tu dużo mówić – chociaż świat rozwija się w oszałamiającym tempie, jego mieszkańcy często są tylko pozornie szczęśliwi. Kilka pomniejszych, a nawet całkiem ważnych zdarzeń potrafi naprawdę przybić – a przyszłość wcale nie zapowiada się lepiej… Jeśli świat „Terranigmy” jest odbiciem naszego, powinniśmy się naprawdę zastanowić, dokąd zmierzamy. Doskonale jest tu przedstawiony znany z innych gier jRPG obraz świata, w którym dobro miesza się ze złem, aż w końcu trudno je rozróżnić, a niektórzy próbują uświęcać środki celem. Krótko mówiąc – im dalej w las, tym bardziej gra przekształca się z opowieści o stworzeniu świata i walczeniu z potworami, w pełne zagadek studium ludzkiej psychiki i moralności. Całość dopełnia jeszcze niezwykłe zakończenie, które bynajmniej nie odpowiada na wszystkie pytania – powiedziałbym raczej, że gra próbuje skłonić nas do samodzielnej interpretacji tego, co się wydarzy. Zresztą, oprócz innowacyjnych rozwiązań, mamy również motywy znane z innych gier: nawiedzony statek, konkurs szybkiego jedzenia, groźne eksperymenty… Szkoda tylko, że niektóre wątki gry wydają się niedokończone: wystarczy tu wspomnieć choćby o Wędrujących Duszach, podróżniku Hedynie czy Quatro – ich role urywają się właściwie bez powodu. Trudno mi mówić więcej i wchodzić w szczegóły, nie psując zabawy z odkrywania kolejnych aspektów historii „Terranigmy”. Jedno jest pewne: fabuła i klimat gry są jej mocnymi atutami.

terranigma_recenzja_2

W razie szturmowania zamku pamiętaj o deskorolce!

Zostałeś wybrany, czyli radź sobie sam

Jeśli chodzi o pozostałe elementy typowe dla tego gatunku gier, to są one dość uproszczone. Wiele osób twierdzi, że jednym z największych atutów jRPG są ich bohaterowie, zazwyczaj wspólnie ratujący świat. Często w grach tego typu stoimy przed wyborem postaci, którymi chcemy grać (ekstremalnym przypadkiem jest tu „Chrono Cross”, w którym musimy wybierać spośród kilkudziesięciu różnych postaci!). Jednak w wypadku „Terranigmy” nie będziemy mieli takiego problemu, bo… jedynym grywalnym bohaterem jest Ark! Owszem, w wypełnianiu jego „przeznaczenia” pomagają mu od czasu do czasu napotkane osoby, które mają własny charakter i odgrywają swoją rolę w misji głównego bohatera. Pod koniec gry tworzy się nawet coś w rodzaju drużyny, ale tak naprawdę walczymy zawsze sami. Specyficznym przypadkiem jest tu Yomi – dziwny stwór, towarzyszący nam przez całą grę, ale w fabule pojawiający się z rzadka, tylko w niektórych scenach. Najwyraźniej twórcy gry postawili na motyw jednego wybrańca, a nie drużyny bohaterów. Czy to dobrze, czy źle – trudno powiedzieć.

W grze występuje dość klasyczny podział na świat, po którym poruszamy się swobodnie (pieszo, statkiem lub samolotem) bez obaw, że zostaniemy zaatakowani, oraz lokacje. Walka odbywa się bezpośrednio po spotkaniu przeciwników (nie ma osobnego ekranu walki) i rozgrywa się w systemie aRPG. Nie ma więc żadnego podziału na tury, jest za to dynamiczna „siekanka”. Dodatkowymi plusami są tu możliwości ucieczki i unikania przeciwnika, atakowania z wyskoku i różnego rodzaju techniki (na przykład blok), dodające temu wszystkiemu realizmu i wymagające od gracza szybkiego podejmowania decyzji.

Przyglądając się bliżej walce, napotkamy kolejne uproszczenia. Po macoszemu potraktowano na przykład magię, która ogranicza się do używania różnych przedmiotów – pierścieni (czary) lub odznak (coś jakby summony). Możemy je kupować w specjalnych sklepach za „Magiskały” – charakterystyczne niebieskie kamienie, które będziemy kolekcjonować. Samych „czarów” jest tylko 15, a co śmieszniejsze, wiele z nich było dla mnie całkiem nieprzydatnymi. Dość szybko zyskujemy dostęp do pierścieni „z wyższej półki”, które mają bardzo podobne do siebie działanie, ale nie zawsze skutkują. Co gorsza, w wielu walkach z bossami nie możemy używać magii! Krótko mówiąc jestem pewien, że można przejść całą grę, używając jedynie broni.

terranigma_recenzja_3

Ten czar jest równie efektowny, co niepotrzebny

Jeśli już mowa o ekwipunku, to jest on przedstawiony w formie magicznego pudełka, do którego „wchodzimy” w celu przeprowadzenia zmian (można z niego korzystać również w trakcie walk!). Mamy w nim podział na komnaty, zawierające przedmioty, zbroje i bronie (ekwipunek składa się tylko z tych trzech części), a nawet opcje i statystyki. Co do samych broni i zbroi, to jest ich całkiem sporo, choć podczas gry wydawało mi się, że prawie wszystkie są takie same. Ich dodatkowe efekty nie grają zwykle zbyt wielkiej roli. Czasem występują przypadki, kiedy jakaś broń lepiej działa na danego przeciwnika – ale musimy to odkryć sami, bo nie mamy żadnej możliwości wglądu w statystyki przeciwników. Nie poznajemy nawet nazw większości z nich – nie rozumiem, dlaczego twórcy gry ich nie podpisali, jak to jest choćby w „Seiken Densetsu 3”, które ma podobny system walki. Co do broni, to większość wygląda podobnie, jak rodzaj włóczni czy też piki. Cóż, ponieważ mamy jednego grywalnego bohatera, trudno mówić o różnorodności – podobnie jest ze statystykami, które zwiększamy za pomocą znajdowanych napojów, ale nie ma żadnego wyboru, na kim ich użyć.

Wracając do przedmiotów – możemy je podzielić na użytkowe, które możemy również wyekwipować (tylko jeden przedmiot naraz, ale i tak w każdej chwili możemy skorzystać z „pudełka”), fabularne – wymagane w questach, oraz specjalne przedmioty, których nie musimy zakładać, a które pozwolą nam na przykład pływać, nurkować czy wspinać się. Grę cechują bowiem elementy zręcznościowe. Trzeba tu zresztą oddać, że o ile pewne elementy gry uległy uproszczeniu, to ona sama z pewnością zbyt łatwa nie jest. Gracz przyzwyczajony do dzisiejszych gier, które stają się niemal interaktywnymi filmami, z pewnością nagłowi się nad licznymi „labiryntami”, w których musimy dotrzeć w różne miejsca, przełączać przyciski, przesuwać przedmioty, znajdować klucze i wiele innych rzeczy. Dość powiedzieć, że mnie samemu gra niejednokrotnie zabiła przysłowiowego klina, choć przechodziłem ją już któryś raz. Po wyjściu z danego labiryntu czujemy nieodmiennie ulgę, że już się skończył, ale jednocześnie oczekujemy na kolejne zadania.

Zbuduj swoją Terranigmę

W grze występuje kilka „smaczków”. Oprócz odniesień do naszego świata, mamy do dyspozycji różne minigry (które musimy sami odnaleźć na mapie świata), takie jak wyścigi kurczaków. Mamy też Magiskały, rozsiane po całym świecie. Zupełną ciekawostką jest mnóstwo różnych dań, które możemy zjeść podczas gry – a które nie mają żadnego wpływu na rozgrywkę, lub kupno własnego mieszkania – niewiele bardziej przydatne. Jednak elementem, który zasługuje na dłuższy opis, jest z pewnością system rozwoju miast. Jest to jedno z najbardziej oryginalnych „zadań pobocznych”, jakie widziałem.

Jak to działa? Otóż rozwijając wskrzeszony przez nas świat, dochodzimy w końcu do momentu, kiedy pojawiają się pierwsze ludzkie cywilizacje. Podczas swojej podróży odwiedzimy kilka większych lub mniejszych miast, a niektórym z nich możemy pomóc w rozwoju. Czasem jest to łatwiejsze (zagłosowanie na odpowiednią osobę w wyborach – żeby u nas się tak dało…), a czasem wymaga większych starań. Niektóre miasta możemy rozwinąć szybciej, inne dopiero pod koniec gry – ich rozwój jest zależny od innych miast, lub od konkretnych wydarzeń w fabule. Dzięki temu pomysłowi mamy więcej do zwiedzania, lepszy asortyment w sklepach i generalnie mnóstwo dodatkowej zabawy. Szkoda tylko, że zawsze jest jedna, jedyna dobra droga rozwoju miast – nawet jeśli ktoś „ucierpi” z powodu naszej ingerencji, to i tak każdy woli rozwinąć miasto, niż tego nie zrobić. No ale wymaganie od gry alternatywnych sposobów rozwoju byłoby grubą przesadą – w końcu to RPG, a nie strategia.

terranigma_recenzja_4

Nie od razu Kraków zbudowano… co innego Loire!

Jeśli chodzi o sprawy czysto techniczne, to grze nie mam nic do zarzucenia. Grafika stoi na dobrym poziomie – ze SNESa z pewnością da się wycisnąć więcej, ale „Terranigma” przewyższa pod tym względem choćby serię „Final Fantasy”. Oprawa muzyczna dobrze spełnia swoją rolę – nie ma tam może wybitnych kawałków, których chciałbym słuchać poza grą, ale doskonale budują one klimat – zwłaszcza poważne, składające się z powtarzających tonów utwory.

Fabuła ponad wszystko

Podsumowując, twórcy „Terranigmy”, podobnie jak choćby w przypadku wydanej nieco później „Xenogears”, postawili głównie na niesztampową fabułę i niezwykły klimat. Gra ma za zadanie ukazać różne oblicza naszego świata i w sposób alegoryczny opisać jego rozwój. Jest ona również ciekawym spojrzeniem na człowieka, jego moralność i miejsce we współczesnym świecie. Niewątpliwym plusem gry jest system rozwijania miast, który dostarcza dużo rozrywki i pozwala wczuć się w fabułę. Mocne zakończenie i pesymistyczny nastrój, podkreślany przez motywy muzyczne, również składają się na wysoki poziom tego tytułu. Pozostałe elementy RPG zostały mocno uproszczone, przez co gra może zawieść fanów rozwijania postaci i tworzenia bohaterskich drużyn. Jeśli jednak najważniejszą cechą gry jest dla Ciebie fabuła, to z czystym sumieniem mogę ci polecić tę nietuzinkową pozycję.

Na plus:

  • Oryginalna fabuła i mocny klimat
  • Skłania do refleksji
  • Świetne zakończenie
  • System rozwoju miast
  • Elementy zręcznościowe
  • Przyzwoity poziom trudności

Na minus:

  • Zbyt uproszczono niektóre elementy
  • Niedokończone wątki

Ocena końcowa: 9/10

Autor: Garrox
Data: 18 lutego 2014, 13:16

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *