»The Last Remnant – Recenzja (PC)

Z niewiadomych powodów (bo to się raczej nie zdarza z takimi grami) Square Enix pół roku po wydaniu w 2008 r. Last Remnant na Xboxa 360 przekonwertował go na PC. Dobrze uczynił, bo przy okazji portu poprawiono nieco mechanikę, no i rzecz jasna grafikę. Fabuły i  szkieletu gry nie zmieniono, ale to składniki w tej zupie bardzo dobre. Choć na Metacritic ocena dziennikarzy orbituje w okolicach stanów średnich (6,6), to gracze wystawili jej bardzo wysoką notę (8,3). Nie pierwszy to raz kiedy fachowcy branży zwyczajnie się nie znają, :) a prawdę szerzy głos ludu.

The Last Remnant - 13 lipca 2014 - 15

Tytułowy Remnant (lewitujące to „coś”)

Co, gdzie, jak?

The Last Remnant to gra fabularna opowiadająca o perypetiach pary rodzeństwa – Rusha i Iriny. Na początku widzimy jak Irina zostaje porwana, a główny bohater rusza w świat, by dowiedzieć się kto i dlaczego targnął się na jego rodzinę. Przemierzał będzie krainy fantasy, po których porozrzucane są starożytne artefakty o wielkiej mocy – tytułowe Remnanty. Z reguły są one neutralne albo nawet dobroczynne, ale w nieodpowiednich rękach mogą służyć jako destrukcyjna broń. No i jak łatwo się domyślić takie „nieodpowiednie ręce” w grze się znalazły. Zagadkę co łączy naszego bohatera i jego siostrę z Remnantami i kto stoi za tą intrygą przyjdzie nam rozplątywać przez całą grę i jak to bywa z japońskimi produkcjami – zostanie ona wyjaśniona dopiero w długaśnym monologu TEGO ZŁEGO – w końcowej scenie przed finałową bitwą. Wątek główny ma kilka niespodziewanych zwrotów i nawet potrafi wciągnąć, ale żeby nie było niedomówień – nie jest to arcydzieło fabularne. Ot solidna robota scenarzysty. Dochodzi do tego mnoga liczba questów pobocznych, a te niekiedy potrafią być smakowite. Z reguły to zwykłe przynieś albo eskortuj, ale są też te ciekawsze, jak np. zadanie The Desert’s Legend, gdzie poznajemy (jeśli chce nam się czytać) historię pewnej przeklętej królowej. Ogólnie rzecz ujmując – fabuła i wątki poboczne to solidna, choć bez fajerwerków, robota.

The Last Remnant - 13 lipca 2014 - 8

Bierzemy questa

Z czym to się je?

Gra podzielona jest na lokacje – coś na kształt Final Fantasy XII. Jako się rzekło, The Last Remnant to RPG, ale taki inny RPG. Chciałoby się określić go jako miks rolepleja i strategii, ale nijak to nie przybliży nas do opisania tego, czym ta produkcja jest. Otóż w grze sterujemy co prawda jednym bohaterem i jego też jako jedynego widać, gdy biegniemy przez miasto, czy dungeony, ale gdy tylko wywołamy walkę z jakimś monstrum, to okazuje się, że walczymy oddziałami. Na początku jednym, ale możemy mieć ich później aż pięć. Miejsc w jednej drużynie też jest pięć, ale z jakiegoś powodu limit wszystkich członków naszych grup to 18 osób (a nie 25, jak by to wynikało z matematyki 5×5). Dziwność tej gry polega na tym, że przed turą (walka jest turowa) wydajemy komendy akcji dla całej drużyny, a nie osobno dla każdego żołdaka. Choć wydaje się to trochę przekombinowane, to jednak sprawdza się dość dobrze. Bywają jednak momenty, gdy mechanika ta kuleje. Komedy jakie się pojawią do wybory losuje komputer, chyba analizując to, co dzieje się na polu walki. Gdy np. „widzi”, że dostajemy baty, to daje nam do wyboru dużo komend obronnych, leczących, a gdy wygrywamy to podsuwa te ofensywne. Ale komputer to komputer – z abstrakcyjnie myślącym ludzkim umysłem jeszcze przegrywa.

The Last Remnant - 13 lipca 2014 - 7

David odpala super Art Skilla „Gae Bolg”, który wykosi wszystkie moby

Podam przykład. Chcemy ubić jakieś wielkie bydle, bo np. dropi z niego ważny składnik do craftingu. Strategia powinna być taka, że połowa z drużyn zajmuje się leczeniem siebie i innych, a druga część bije maszkarę. Sęk w tym, że taka strategia winna już być użyta w pierwszej turze, ale komputer nie daje nam komend leczących, skoro jeszcze nie dostaliśmy lania. Jeśli to jakiś wielki smok to jest pewne jak w banku, że już pierwszy jego hit zabierze nam połowę HP, no ale tego komputer „nie wie”, a ja tak i nic z tym zrobić nie mogę czekając na to, aż dostanę hita i nasz PC dopiero się „kapnie”, że trzeba te komendy podsunąć. Wtedy może być już za późno, bo niektóre z tych wielkich bydlaków mają bardzo szybko odnawianą turę – bywa, że wyprowadzą dwa i więcej ataków w swojej kolejce. System walki daje jednak sporo satysfakcji, choć wymaga czasami sporo kombinowania i strategicznego podejścia do wydawanych komend, czy ustawienia naszych oddziałów. Momentami jest to gra trudna, a nawet bardzo trudna i co istotne – grind niekiedy może nam bardziej zaszkodzić, niż pomóc, bo w mechanice zaimplementowano level scaling potworów. Są tacy uber bossowie, których należy ubić na najniższym możliwym poziomie (w grze nazwanym battle rank), gdyż im wyższy nasz lvl, tym o wiele silniejszy przeciwnik – jego siła destrukcji przyrasta o wiele więcej niż nasza. Taki np. The Fallen potrafi napsuć wiele krwi, a jeśli chcemy myśleć o najlepszych w grze broniach to koniecznym jest jego ubicie (dostajemy wtedy dostęp do lokacji, w której są potwory dropiące najrzadsze składniki do craftingu). Do tego jeszcze mamy ograniczony czas 9 tur, by usiec tego Upadłego, bo w 10 turze odpala on skila o nazwie Armageddon. Czy muszę dodawać, że później pozostaje tylko wczytać sejwa?

The Last Remnant - 13 lipca 2014 - 9

Idziemy w miasto

Klepiemy sobie mieczyk

Rasowy roleplej nie obędzie się bez craftingu. A że The Last Remnant to jak najbardziej rasowy RPG, to i crafting również. Do tego jest bardzo rozbudowany. Nie ma najmniejszej szansy, by samemu ogarnąć co z czego wypada i jaki składniki gdzie wykopać. Tylko zbiorowa mądrość Internetu (wiki) może tutaj pomóc. W grę tłukłem prawie 500 godzin (sic!) i gdyby nie wiki, to raczej mało prawdopodobne bym samodzielnie doszedł do tego, gdzie szukać co rzadszych komponentów. Dość powiedzieć, że ten sam stwór w kilku lokacjach dropi różne składniki i spamiętać tego nie sposób. Choć jest pewna, ale dość oczywista zależność: najrzadsze, najtrudniej dostępne i najsilniejsze stwory upuszczają materiały potrzebne do wyrobu najlepszego ekwipunku. Prócz tego, że przedmioty można tworzyć, to również można je rozbierać na czynniki. Warto więc czasami sprawdzać, czy np. nie lepiej jakiś item rozłożyć, niż sprzedać.

The Last Remnant - 13 lipca 2014 - 12

Po prawej widać komendy – ta z serduszkiem to leczenie, miecze to atak, a laska to magia

Generalnie crafting jest zarezerwowany tylko dla naszego bohatera (czyli Rusha). Osoby towarzyszące, liderzy, czy inni wojacy mają z góry zdefiniowane ścieżki rozwoju, którymi możemy trochę kierować (od czasu do czasu pytają się nas, którą ścieżkę wybrać – generalnie, czy „iść” w magię, w support, w walkę bronią albo miks poprzednich). Od tych wyborów zależy też czasami, jakie wyposażenie będą dzierżyć. Wygląda to tak, że podczas walk wypadają różne składniki i na koniec potyczki pokazuje się ekran, na którym nasi kompani domagają się konkretnych przedmiotów. Jeśli im pozwolimy je wziąć, to po pewnym czasie, gdy uzbierają już zestaw potrzebnych komponentów, pojawia się u nich wyekwipowana nowa broń. Coś jak crafting w „locie”. Nagle zauważamy, że nasz kolega trzyma w łapie jakiś nowy wykokszony mieczyk. Dziwne to, ale się sprawdza – nie musimy myśleć o progresie ekwipunku towarzyszy, bo zadbają o to sami.

The Last Remnant - 13 lipca 2014 - 13

Bardzo wkurzający „ptaszek”, zawsze rzuca irytujące „curse” na nasze oddziały

Pakujemy na siłce

W The Last Remnant rozwój bohatera jest dość ograniczony, tzn. nie da się samodzielnie wybrać jakiego skila się nauczyć. Punkty jakie zdobywamy po walce przekładają się na progres postaci zwany „battle rank” (a nie „level”). Ale to tylko nazwa, bo nie widzę powodu, by określano to rangą bitewną, skoro pełni rolę poziomu postaci – chyba tylko by się jakoś wyróżnić. Tak jak wspomniałem, w grze zastosowano skalowanie potworów i nie za długo pobiegamy swoją wymasterowaną postacią klepiąc moby na 1 hita. Wystarczy, że wbijemy jeszcze np. 1 lvl więcej i wszystkie okoliczne monstra też dostaną boosta do poziomu. Nie lubię takiego podejścia, gdyż osłabia to motywację do rozwijania bohatera. Bo po co się męczyć z progresem, skoro gra i tak zawsze nam podkręci śrubę, by było ciężko?

The Last Remnant - 13 lipca 2014 - 1

Cyklop się wkurzył, będzie gorąco

Po oklepaniu dostatecznej ilości maszkar mechanizm gry pyta nas, jaki kierunek rozwoju wybrać. Jest kilka kluczowych odpowiedzi i jeśli wybierzemy jedną z nich, to podążymy jedyną słuszną zdefiniowaną ścieżką, np. zorientowaną na leczenie albo na bezpośrednią walkę w zwarciu i takie też komendy skili, czy czarów będziemy koksić. Trzeba jednak zaznaczyć, że ci, którzy mają dużo – wróć – bardzo dużo czasu mogą swojego Rusha nauczyć wszystkich zaklęć i skili. Ma ktoś wolne 1000 godzin? Są co prawda sposoby by np. samemu decydować czego się uczymy, czy też jaką broń noszą nasi koledzy (bo broń i boostującą biżuterię możemy zmieniać tylko sobie), ale niejako to sposoby cheaterskie z wykorzystaniem trainerów.

The Last Remnant - 13 lipca 2014 - 2

Opcjonalny i bardzo trudny boss

Takie tam inne

Grę zrobiono na silniku Unreal Engine 3, czyli popularnym i elastycznym narzędziu. PC ma tutaj kolosalną przewagę nad wersją z Xboxa 360 – gracz posiada bardzo duży zasięg widzenia. Przydaje się to np. w sytuacji, gdy polujemy na jakiegoś rzadkiego stwora. Wchodzimy do lokacji i rozglądamy się – gdy moba nie ma, to wracamy się i przeładowujemy lokację aż do skutku. Na Xboxie było to niemożliwe, gdyż konsola nie pozwala na zwiększenie zasięgu widzenia i trzeba było ganiać po mapie szukając danego monstrum, by go zobaczyć dopiero kilkadziesiąt metrów przed sobą. Na PieCu ten zasięg można liczyć w kilometrach (przekładając rzecz jasna jednostkę miary na tę w grze), z tym, że tak rozległych map z takim widokiem jest niewiele (przychodzi mi na myśl tylko pustynia). Oczywistą rzeczą jest też lepsza względem X360 jakość tekstur, animacji, gry świateł, cząsteczek i czego tam jeszcze. Niestety by to wszystko zobaczyć (na ustawieniach Ultra) trzeba mieć mocny komputer. Mając nawet wypasiony sprzęt nie ustrzeżemy się np. przed widocznym doczytywaniem tekstur, ale to chyba taki urok gier robionych na tym silniku. Generalnie gra może się podobać nawet i teraz, choć cały czas trzeba mieć na uwadze, że powstała ona w 2009 r. i brać na to „poprawkę” przy ocenianiu grafiki.

The Last Remnant - 13 lipca 2014 - 11

Nasza ekipa

Warto dodać, że mechanikę gry konsolowej dość dobrze przeniesiono na klawiaturę i myszkę i nie ma powodu do grymaszenia. Ale jeżeli ktoś ma pada od Xboxa 360, niech go lepiej podłączy. Przynajmniej mi grało się na tym kontrolerze wygodniej leżąc na kanapie, niźli garbiąc się przy biurku.

Generalizując: to bardzo miodny, soczysty i dość nietypowy roleplej z Japonii. Ma co prawda kilka mankamentów i bywa irytująco trudny (przede wszystkim niektórzy opcjonalni bossowie) z denerwującym level scalingiem potworów, jednak przymykając nieco na to oko zobaczymy bardzo udany wyrób, których na PC naprawdę niewiele, bo z jakiegoś powodu japońskie studia developerskie ignorują blaszaki. Na Steamie gra ta na promocjach kosztuje grosze, a nawet pełna jej cena wynosi w przeliczeniu około 40 zł, a to wg mnie nie jest dużo za taką produkcję. Brać i grać.

PS. Kto chce zacząć NG+ niech przed końcową walką sprzeda cały ekwipunek lub rozbierze na części co rzadsze bronie i biżuterię (zostawiając rzecz jasna to, co mamy na sobie). Do nowej gry przechodzi tylko forsa i składniki – wszystko inne znika.

Na plus:

  • Ogromny świat do zwiedzania
  • Masa questów
  • Bardzo rozbudowany crafting
  • Nietypowa, ale wciągająca walka
  • Długa, a z questami pobocznymi bardzo długa rozgrywka
  • Nie nudzi nawet po kilkuset godzinach

Na minus:

  • Skalowanie leveli potworów
  • Doczytywanie tekstur

Ocena końcowa: 8,5/10

Autor: Jesiotr
Data: 23 lipca 2014, 15:00

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *