»Ućkon 3 – Relacja

Łódź – miasto, w którym kiedyś nie brakowało zarówno konwentów, jak i potencjalnych konwentowiczów. Potem wszystko upadło i dochodziło do sytuacji, że gdy ktoś na jakimś konie oznajmiał, że jest z Łodzi, to towarzyszyło temu spore niedowierzanie. Od jakiegoś czasu sytuacja trochę się zmieniła. Mamy dwie organizacje robiące konwenty w tym mieście. O tym, jak bawiłem się na Gakkonie możecie przeczytać tutaj. Jak natomiast wypadła konkurencja? Zapraszam do lektury.

Do samej Łodzi dotarłem bardzo szybko. Nawet za szybko, bo była piąta rano i… nie byłem pierwszy w kolejce, szacun, ze komuś chciało się marznąć – ja wybrałem przespanie się w aucie. Po krótkiej drzemce liczyłem, ze uda się już dostać na conplace, ale niestety upłynęło jeszcze trochę czasu zanim zaczęto wpuszczać konwentowiczów. Dominował chaos – nikt nie wiedział, kiedy będzie można wejść, a nawet dochodziło do tak kuriozalnych sytuacji jak zawracanie członków ekipy. Ogólnie wiało dramatem. Ale co dopiero mają powiedzieć inni, skoro kolejka poruszała się baaardzo powoli? Nie wiem, czy nie zniknęła dopiero około 14-15.

Po zaakredytowaniu otrzymałem dosyć nijakiego identa, na odwrocie którego znajdowała się reklama Maginarium. Ponadto dostałem też w pełni czarnobiały (?!) informator, w którym to zabrakło jedynie owych barw, bo na szczęście cała reszta była w środku, dzięki czemu obyło się bez rozbijania wszystkiego na kilka książeczek czy bonusowych kartek. Można było tam znaleźć wszystko: od regulaminu, przez spis i plan atrakcji po mapki (conplace’u oraz okolicy), ba – na mapie szkoły oznaczono nawet gdzie mieszczą się poszczególni wystawcy, co jest całkiem dobrym pomysłem.

Po otrzymaniu niezbędnika konwentowicza (dla niewtajemniczonych – chodzi o to, co opisałem akapit wyżej) udałem się do sleep roomu. Ten zaś mieścił się teoretycznie na trzecim pietrze, ale z nieznanych mi powodów organizacja postanowiła zamknąć przejście po schodach na cały czas trwania konwentu główne i kierować wszystkich przez piwnicę, co znacznie wydłużało przemieszczanie się po budynku. Drugą niewygodą conplace’u był… on sam. Z racji tego, że była to szkoła podstawowa, wszystkie krzesełka czy łazienki były dostosowane do takowych uczniów. No cóż, za każdym razem musiałem sobie robić siedzisko z kilku krzesełek. Podejrzewam jednak, że byłem jednym z nielicznych, co musieli tak robić, gdyż znaczna większość konwentowiczów była po prostu dziećmi. Nie pamiętam tak niskiej średniej wieku od czasów któregoś Mokonu, który swoją obecnością zaszczycił JayJayJoker. Miało to swoje plusy, chociażby dosyć szybko pustoszejący conplace i brak kolejek do czegokolwiek. No i przede wszystkim spokojną noc w niemal pustym sleep roomie.

No dobra, przejdźmy do meritum – czyli do atrakcji. Tak właściwie to nie wiem o czym pisać. W planie była totalna bieda, kilka ciekawych atrakcji na krzyż, a te najbardziej mnie interesujące nachodziły na siebie. Jak już zakończyły się punkty programu, które mnie obchodziły, to nawet nie forsowałem organizmu, tylko od razu poszedłem spać. Biedę w salach konkursowo-panelowych można było zabijać w innych miejscach. Spragnieni ciszy mieli do dyspozycji salę z grami japońskimi, spragnieni pada w ręku mogli udać się do konsolówki, fani gier muzycznych mieli… porażkowy DDR-US Room. Tak, dobrze widzicie, dwie gry muzyczne przełączane co jakiś czas i w większości ogarniane przez… zwykłych uczestników. po prostu dramat.  Ponadto był jeszcze Osu/Touhou Room, ale z racji mojego nikłego zainteresowania tematem nie zaglądałem tam. Podobnie też zignorowałem salę z League of Legends, gdyż zbyt się szanuję aby wpaść tam chociażby przez pomyłkę. Trochę działo się na mainie, ale zazwyczaj nie było tam tłumów – ba gdy przybyłem na cosplay, to spokojnie zmieściłem się w sali. Ogólnie poziom cosplayu był niesamowicie biedny, a scenki  powodowały spotkanie mojej otwartej dłoni z czołem. Jedynie występ Aldara sprawił, że nie miałem poczucia całkowitej straty czasu.

Jak oceniam konwent?  Średnio-słabo. Był to zlot na jakim byłem już wiele razy – sęk w tym, że mamy 2016 rok, a to nie była debiutancka impreza tej ekipy, więc miałem dużo większe oczekiwania. Liczę na znaczną poprawę za rok, bo konkurencja nie śpi.

Autor: CELL767
Data: 19 kwietnia 2016, 00:05

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *