»XmasCon 2015 – Relacja

Kolejny rok, kolejny grudzień, kolejna dłuuuuga nocna eskapada samochodowa do Krakowa przez całą Polskę. To już czwarty rok w którym wraz z ekipą wybrałem się na odległe z mojego położenia południe, aby zaznać świątecznego konwentu. Ostatnim razem nie było najlepiej, ale konwenty B-Teamu (Teraz Fun Cube) zawsze słynęły z sinusoidy jeśli chodzi o poziom, wiec tym bardziej chciałem obadać co spotka mnie tym razem.

Konwent jak zwykle odbywał się w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 17. Lubię ten budynek, ma dobry dojazd, wygodną lokalizacje i całkiem fajne wnętrze, które jednak przy takiej ilości konwentowiczów niestety okazało się niewystarczające. Do późnego popołudnia cudem było dopchanie się gdziekolwiek, a najmniejsze zatrzymanie w głównym korytarzu z wystawcami zmniejszało przepływ ludzi właściwie do zera.

Ogrom ludzi dało się już wyczuć w kolejce, która była dłuższa niż zwykle – na szczęście wpuszczanie przebiegało bardzo sprawnie – głównie dzięki temu, że dla odmiany część ludzi puszczano drugim wejściem, co zmniejszyło zator w głównym wejściu.

Na akredytacji otrzymałem to, co zwykle powinno się tam otrzymać (a wciąż nie u wszystkich jest to normą) czyli ident na smyczy oraz informator rozbity na dwie broszurki. W jednej były opisy paneli i konkursów oraz krótkie słowo od organizacji, w drugiej mapka oraz plan atrakcji, który był bardzo kiepsko wykonany (i nie było w nim nic interesującego, ale o tym potem), średnio czytelny i w większości przypadków brakowało informacji kto co prowadzi. Szkoda, bo z zewnątrz wszystko wyglądało ładnie.

W środku, jak już wspomniałem, ogromne tłumy. Z tego, co słyszałem, przez teren imprezy przewinęło się około dwóch tysięcy osób. Jak na tę szkołę, to stanowczo za dużo. Największy ścisk panował tam, gdzie zwykle – przy wystawcach. Kupić można było praktycznie wszystko, koszulki, mangi, poduszki, gry – co kto potrzebuje. Jakbym miał więcej gotówki to pewnie bym ją roztrwonił, a tak musiał mi wystarczyć mający premierę na konwencie pierwszy tomik One Punch Man.

Sprawy żywieniowe zawsze były mocnym punktem (B)Xmasów – przestronna stołówka, spory wybór jedzenia. Tu jak najbardziej duży plus. Jeśli jednak trafiła się istota wybredna w kwestii konwentowego jedzenia, to w okolicy sklepów nie brakowało.

No dobra, fanty kupione, żołądek napełniony, ale jednak człowiek jedzie na konwent dla atrakcji (podobno), więc jak to z nimi było? Słabo, bardzo słabo. Ciężko było znaleźć interesujące punkty programu, a nawet, jeśli brzmiały ciekawe, to prowadzący byli często koszmarni lub nieprzygotowani. Ciężko mi zrozumieć, jak w takim mangowym zagłębiu jakim niewątpliwie jest Kraków ciężko o dobrych prelegentów. Na pochwałę z pewnością zasługuje panel „Apokalipsa – jak przeżyć zagładę”. Świetny, żywiołowy prowadzący z doskonałym kontaktem z publiką. Szkoda, że przybyłem właściwie na sam koniec. (od siebie polecam panel o molestowaniu na konwentach, takiego shitstormu na żywo dawno nie widziałam – dop. Shippo)

W panelówkach ciężko było o coś sensownego, ale czy w innych salach było lepiej? Zdecydowanie. Gry muzyczne? Cóż, był spory wybór między Sound Voltexem, DDR-em, BeatManią, Ultra Starem oraz salą Rock Bandową (w której było Guitar Hero) oraz Osu! Room. Jeśli natomiat Wasze poczucie rytmu jest kiepskie, to czekały na Was dwie konsolówki. Dla krążących bez celu po konwencie ciekawą alternatywą mógł być nieco już zapomniany AMV Room. Zwolennicy spokojniejszych atrakcji mieli do dyspozycji salę J-Gamesowo/karciankową. Miała być jeszcze sala planszówkowa, ale niestety ekipa odpowiedzialna za nią nie dotarła na konwent.

Osobną kwestią jest sprawa Maina. Tam – owszem – działo się sporo. Zawsze doceniam fakt, że main to nie tylko cosplay, a w tym przypadku mogliśmy wziąć udział w lekcji tańca, obejrzeć wszelakiej maści pokazy (zwłaszcza te od trzeciego najemnego oddziału japońskiej piechoty piechoty – klasa), połamać się andrutem z kolegami czy dać komuś prezent za pośrednictwem Mikołaja (jedna z fajniejszych inicjatyw na tej serii konwentów).

Podsumowując, znowu solidnie się wyspałem, co pomogło mi nieco wyzdrowieć. A tak na poważnie – było bardzo słabo. Po kiepskim Mokonie liczyłem na coś co umocni mą wiarę w konwenty, ale niestety było jeszcze gorzej. Kiepskie atrakcje, ogólne poczucie nudy i brak tej świątecznej atmosfery, a szkoda. B-Team po rebrandingu nie spełnił moich oczekiwań. Co prawda za rok tradycyjnie zawitam ponownie, ale liczę na znaczną poprawę.

Autor: CELL767
Data: 7 lutego 2016, 14:24

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *